Kobieta nie jedno ma imię. Nasza dzisiejsza bohaterka to bez wątpienia kobieta silna. Dąży do realizacji swoich celów i marzeń. Jest także bardzo wrażliwa i podejmuje szereg działań na rzecz ochrony zwierząt. O polskiej prawniczce w Grecji, która chcąc zmieniać świat zaczyna od siebie, można dowiedzieć się więcej z obszernego wywiadu, który udzieliła dla czytelników portalu Polonorama.

Wioletto, jakie były Twoje początki na emigracji, czyli jak to wszystko się zaczęło?
Do Grecji przyjechałam na zaproszenie znajomego 15 października 1997 roku. W planie były tylko dwutygodniowe wakacje. Wtedy nie myślałam jeszcze o wyjeździe gdziekolwiek na dłużej. Wszakże chodziła mi po głowie myśl wyrwania się z małego rodzinnego Elbląga i rozglądałam się za studiami i pracą w Warszawie, jednak przygotowywałam się do tego powoli i skrupulatnie. Miałam opłacony kolejny semestr w prywatnej szkole w Elblągu, gdzie szlifowałam swój angielski, aby znaleźć dobrą pracę w jakiejś zagranicznej firmie w stolicy, więc w planie był szybki powrót do zajęć. Jednakże zauroczona greckim klimatem i propozycją pracy w firmie znajomego, gdzie potrzebna była osoba z językiem polskim, w samolot powrotny wsiadłam dopiero po miesiącu i tylko po to, aby spakować więcej ubrań do walizki i wrócić do Aten następnego dnia.

Na początku każdą wolną chwilę spędzałam na zwiedzaniu i beztroskim rozkoszowaniu się greckimi krajobrazami. Ten kraj mnie zauroczył, ale brak znajomości języka był barierą na co dzień.

Co skłoniło Cię do studiów w Grecji i jak wyglądała Twoja edukacyjna droga?
Naukę języka greckiego rozpoczęłam dosyć późno, bo dopiero po 3 latach od przyjazdu. Zapisałam się na roczny intensywny kurs prowadzony na uniwersytecie ateńskim. Wtedy zmieniłam też pracę i zaczęłam mieć więcej kontaktów z Grekami i niemal w ogóle z Polakami, więc szybko zaczęłam przyswajać i ich język. Zdałam egzamin państwowy z języka greckiego i wkrótce potem padła też decyzja o studiach. Kierunek: Prawo. Nie bez powodu ten właśnie kierunek. Niezbyt dobrze znosiłam bycie źle traktowaną przez pracodawców, czy nawet greckich urzędników, z którymi jako cudzoziemka byłam zmuszona mieć do czynienia na co dzień. Czułam, że moje prawa są łamane, ale nie znając greckich przepisów, nie potrafiłam o nie zawalczyć. Te studia odmieniły moje życie w dużym stopniu. Same studia były bardzo ciężkie. Na samym starcie mój język grecki okazał się niewystarczający, aby podołać greckim kodeksom i terminologii prawniczej. Musiałam dokonać wielkich wyrzeczeń, zapomnieć o przyjaciołach, o rozrywce, podjąć pracę nocną, aby w dzień być na zajęciach, a w każdej wolnej chwili uczyć się i tylko uczyć się. Było ciężko, ale dziś wiem, że było warto.

Dziś często odnoszę wrażenie, że „magiczna” legitymacja adwokacka, którą legitymuję się w jakimkolwiek urzędzie powoduje, że urzędnicy się mnie „boją” i nikt nie traktuje mnie już tak, jak to miało miejsce kiedyś. Dziś wiem, co mi przysługuje i nie waham się egzekwować swoich praw i praw moich klientów.

Czy pamiętasz swoje pierwsze kroki zawodowe w Grecji?
Podczas aplikacji adwokackiej, którą odbyłam częściowo w Prokuraturze Okręgowej w Atenach a częściowo w kancelarii adwokackiej, przede wszystkim chciałam się dzielić swoją wiedzą z innymi, pomagać słabszym. Nie zapominając jak na początku to mnie było ciężko bez języka i bez znajomości swoich praw, zaczęłam w ramach wolontariatu pomagać cudzoziemcom w wypełnianiu dokumentów oraz tłumaczeniach podczas ich wizyt w urzędach. Czynię to do dzisiaj, o ile czas mi na to pozwala.

Pierwsze kroki zawodowe już po odbyciu aplikacji stawiałam w greckich kancelariach, szybko jednak zdecydowałam się na własną działalność i otworzyłam Kancelarię Adwokacką w Atenach. Na początku było ciężko, prawie nikt z Polaków żyjących w Grecji mnie nie znał, bo jak wspomniałam, dotąd obracałam się niemalże wyłącznie w kręgu Greków, a ci trochę nieufnie patrzyli na skorzystanie z usług adwokat mówiącej z obcym akcentem. Z czasem jednak zaczęłam zdobywać zaufanie tych drugich, a wieść o polskojęzycznej adwokat w Grecji rozniosła się także szybko z ust do ust polskiej społeczności. Dzisiaj moja kancelaria liczy siedem lat i mogę powiedzieć, że moi klienci w ponad 90 procentach to Polacy, bądź Grecy, których sprawy najczęściej zawierają jakiś element polski.

Kobieta prawnik w Grecji – wyzwania.
Zawód adwokata wobec każdej płci jest wymagający. Ja choć staram się ograniczać godziny pracy do konkretnych godzin w dni powszednie, to jednak bardzo często zdarza się, ze jestem zmuszona pracować do późnych godzin nocnych, a niekiedy i w weekendy. Bardzo często z pracą związane są wyjazdy poza Ateny i choć te lubię chyba najbardziej, szczególnie gdy jadę do miejsca, w którym jeszcze nigdy nie byłam, to jednak ograniczam się do krótkich wyjazdów. Niestety dla adwokat, która jest mamą, czy nawet „kocią mamą”, jak w moim przypadku, dłuższy wyjazd może stanowić problem. Przyznam, że zdarzyło mi się już dwa razy odmówić przyjęcia zlecenia, które wymagałoby ode mnie bycie poza domem 14 dni. Zrezygnowałam oczywiście ze względu na moje koty, nie chcąc zostawiać je same z dochodzącą opiekunką.

Jesteś nie tylko bierną miłośniczką zwierząt, ale także aktywną działaczką na rzecz ich praw. Czy mogłabyś odnieść się do tej płaszczyzny swojego życia w szerszy sposób?
Moja przygoda ze zwierzętami rozpoczęła się w 2012 roku, kiedy to w moim życiu pojawiła się Kiciunia, małe kocie niemowlę uwięzione w silniku samochodu sąsiada na osiedlu. Nikt nie reagował na przeraźliwy płacz zwierzaka, „bo to przecież tylko kot i jak zgłodnieje to sam wyjdzie” – jak usłyszałam w odpowiedzi, kiedy wypytywałam wszystkich dookoła, gdzie mogę znaleźć właściciela auta, aby uratować stworzenie. Kierowcę odnalazłam i tym samym zostałam świeżo upieczoną mamą mojego pierwszego kociego dziecka. Zaczęły się wizyty u weterynarza i w pet shop- miejscach, które dotąd były mi obce, bo nie było przecież powodu, aby tam zaglądać. Zaczęłam czytać na temat zwierząt, o ich potrzebach i bacznie obserwowałam jak moje kocie dziecko rośnie i się rozwija. Kiciunia wprowadziła mnie w nieznany mi dotąd świat zwierząt. Nagle zaczęłam zwracać uwagę na każdego kota, jakiego mijałam na swojej drodze. Zwierzęta kochałam, odkąd sięgam pamięcią, ale jak dotąd mijający mnie kot, był tylko miłym puszystym kotem. Teraz, natomiast zaczęło mnie zastanawiać, dokąd zmierza ten kot, czy nie jest głodny, czy nie jest chory. Tym samym moja rodzinka zaczęła się powiększać i z roku na rok przybywał kolejny jej członek. Pencil, Gucio, Ginger, Lola. Krąg znajomych także zaczął się poszerzać, gdy zaczęłam poszukiwać innych „kocich rodziców” do wymiany doświadczeń. I tak oto trafiłam na ludzi o podobnych zainteresowaniach.

Czy podejmujesz formalne lub nieformalne działania na rzecz potrzebujących zwierząt?
Wkrótce po tym, jak zdobyłam doświadczenie przy swoich przygarniętych kotkach, zaczęłam regularnie udzielać się w ramach wolontariatu także na rzecz zwierząt bezdomnych. Jestem wolontariuszką zarejestrowaną w Wydziale ds. miejskiej fauny w gminie Ateny, ale przede wszystkim działam na własną rękę. Codziennie dokarmiam bezdomne koty w kilku ich siedliskach bytowania na moim osiedlu. W przypadku, gdy zauważę chorego osobnika, odławiam go i udaję się do lecznicy, a często zabieram do siebie do momentu zakończenia leczenia i jednocześnie próbuje znaleźć mu nowy stały dom. W ramach możliwości staram się też wysterylizować jak najwięcej takich „bezdomniaków”. Jak wspomniałam, staram się robić, co mogę na własną rękę, czasami jednak zdarza się sytuacja, która mnie przerasta i jestem zmuszona poprosić o pomoc moich fejsbukowych znajomych. Tak było na przykład w zeszłym roku, kiedy to odkryłam na dzielnicy człowieka, który przetrzymywał na terenie swojej zamkniętej i niedziałającej od lat cukierni 60 kotów w opłakanym stanie. Zwierzęta należało bezzwłocznie zawieźć do weterynarza, wysterylizować i rozpocząć leczenie przeróżnych chorób. Wystosowałam apel o pomoc na Facebooku. Zgłosiło się kilka osób i z ich pomocą wysterylizowałam wszystkie dorosłe osobniki, a maluchy odchowałam i przygotowałam do adopcji.

Największą akcją, jaką pamiętam była chyba jednak akcja pomocy dla zwierząt poszkodowanych w pożarach, jakie miały miejsce latem 2018 roku w miejscowości Mati. Pamiętam jak dziś, przez kilka godzin słuchałam wiadomości, gdzie pokazywano tę straszną tragedię, liczono ofiary w ludziach, pokazywano, jak szybko organizowano pomoc dla ludzi i zabolało mnie bardzo, że nie usłyszałam jednego słowa o czworonożnych ofiarach. Spontanicznie w środku nocy chyba, wystosowałam apel na Facebooku, w którym prosiłam o zbiórkę karmy i środków farmaceutycznych, właśnie dla tych zapomnianych ofiar. Rano, gdy wstałam nie wierzyłam własnym oczom. Mój post krążył już niemal po całym Facebooku. Setki osób zaoferowało pomoc. Sprawą zainteresował się jeden dziennikarz z mojego rodzinnego Elbląga, który rozgłosił temat na Wybrzeżu. Zaraz po nim dzwoniła i telewizja. Wkrótce odezwały się liczne polskie organizacje, schroniska i osoby prywatne, ludzie znani i mniej znani, wszyscy wyrażali chęć niesienia jakiejkolwiek pomocy. W sumie do mojej kancelarii zjechała chyba blisko tona karmy i leków. Dużą pomoc zaoferowali nasi polscy przewoźnicy, jeżdżący na trasie Polska – Grecja, którzy przywozili paczki z Polski, ale i tu na miejscu pomogło mi wielu Polaków z rozwożeniem karmy i leków do lecznic, które podjęły się bezinteresownej pomocy, czy do wolontariuszy, którzy opiekowali się poparzonymi zwierzakami u siebie w domu. Do dziś jestem wzruszona tak solidarną postawą Polaków wobec niesienia pomocy także dla greckich zwierząt.

Jak każdy z nas może zaangażować się w pomoc potrzebującym zwierzętom?
Pomagać zwierzętom bezdomnym możemy wszyscy, każdy wedle swoich możliwości. Można je dokarmiać, pamiętając zawsze o zachowaniu czystości w miejscach dokarmiania. Można wspomóc organizacje czy wolontariuszy, którzy opiekują się konkretnymi siedliskami bytowania i znają najlepiej żyjące tam zwierzęta. Pamiętajmy także o tym jak ważna jest sterylizacja. Sterylizując jedną bezdomną kotkę, ratujemy tym samym kilkaset jej potomków, które zrodziłyby się w przeciągu zaledwie dwóch, trzech lat.

Czy prawo greckie reguluje w jakiś sposób kwestie dotyczące zwierząt?
W Grecji w chwili obecnej oczekujemy na obwieszczenie do publicznej debaty projektu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt domowych. Projekt ten pochwalam w całości, a szczególnie przepis zakładający zakaz sprzedaży zwierząt w petshop, aczkolwiek obawiam się, że po zatwierdzeniu ustawa pozostanie kolejną super ustawą, niemożliwą do zastosowania. Przykładowo, zastanawiam się, jak ustawodawca wyobraża sobie kontrolę i egzekwowanie obowiązku sterylizacji wszystkich zwierząt domowych.
Dla mnie oczywiście sprawa ochrony praw zwierząt nie kończy się na tzw. zwierzętach domowych, czyli naszych pupilach pieskach, kotkach i innych, które żyją w naszych domach.

Od 2014 roku jestem także weganką – aktywistką walczącą o prawa wszystkich zwierząt. Tych, które człowiek zjada, eksploatuje w przemyśle mleczarskim, wykorzystuje do eksperymentów, rozrywki itp.
Wstąpiłam także do greckiej Partii dla Zwierząt i w tym roku zostałam wybrana do organu doradczego partii, tzw. Panelladiko.
W zeszłym roku rozpoczęłam też studia magisterskie drugiego stopnia pod tytułem: Zwierzęta- etyka, dobrostan i prawo, gdzie poznaję problematykę praw zwierząt od strony filozoficznej i etycznej, które z całą pewnością dostarczą mi cennej wiedzy do argumentacji w moich staraniach o poprawę losu wszystkich zwierząt.

Porozmawiajmy o twojej diecie: czym ona się charakteryzuje i skąd taka decyzja? Czy trudno utrzymać tego typu styl żywieniowy żyjąc w Grecji?
Od 1994 roku nie spożywam mięsa, natomiast w lutym 2014 roku przeszłam na weganizm. Weganizm nie jest dietą, to filozofia, to sposób na życie, gdzie człowiek nie tylko rezygnuje ze spożywania produktów zwierzęcych, tj. mięsa, ryb, nabiału, jajek, miodu, ale także ze wszystkiego, co wiąże się z eksploatacją i wykorzystywaniem zwierząt. Odkąd stałam się weganką nie kupuję już odzieży z dodatkami skóry, wełny, pierza ani jedwabiu. Używam kosmetyków i środków czystości nietestowanych na zwierzętach. Skrupulatnie czytam etykietki i staram się wybierać wyłącznie certyfikowane wegańskie produkty. Weganin to człowiek, który przestaje uważać siebie za pana i władcę reszty królestwa zwierzęcego i uznaje wszystkie żyjące stworzenia za równe.

Czy jest mi ciężko? Nie, wcale, wręcz przeciwnie. Moje codzienne posiłki są tak zróżnicowane i wielokolorowe. Na greckich bazarkach przez okrągły rok znajduję tyle wyśmienitych świeżych owoców i warzyw. Jestem zwolenniczką nieprzetworzonej żywności. Staram się nie spożywać żadnych sztucznych gotowców, czy tzw. wegańskich substytutów w postaci sojowych parówek, burgerów itp. Gotuję zazwyczaj greckie tradycyjne dania, które w większości są wegańskie, jak np. gigantes, spanakorizo, dolmadakia, revythada, briam, chorta, fava, gemista i wiele innych.

Weganizm przyczynił się do wielu innych pozytywnych zmian w moim życiu. Wyciszyłam się wewnętrznie i stałam się dużo wrażliwsza na otaczające mnie środowisko. Można powiedzieć, że właśnie poprzez weganizm zaczęłam się interesować także ochroną przyrody i kwestią kryzysu klimatycznego, którego powodem w bardzo dużej mierze jest właśnie przemysłowa hodowla zwierząt.
Wgłębiając się w te tematy, zostałam przy okazji propagatorką Zero Waste stylu życia.

Ochrona środowiska w Grecji – jak wygląda? Jaki jest stosunek Greków do kwestii dbania o otaczające nas środowisko?
Niestety Grecja posiada wiele uchybień środowiskowych i niejednokrotnie zostały nałożone na to Państwo wysokie kary pieniężne, dla przykładu za nielegalne i niekontrolowane składowiska odpadów. Dziś w Grecji pali się bądź zakopuje 80% odpadów miejskich. Grecy nie są skłonni do segregacji odpadów. W wielu miejscowościach, czy na wyspach nawet nie ma koszy do segregacji.

Często dochodzi tu do naruszeń dyrektywy siedliskowej albo jak obecnie, w przypadku głośnego projektu, przeciwko któremu złożyło sprzeciw 30 organizacji na rzecz ochrony środowiska i dziesiątki tysięcy osób fizycznych, próbuje wprowadzić się przepisy ułatwiające inwestycje w strefach chronionych Natura 2000.

Nie podoba mi się, cały ten system ciągłych legalizacji samowoli budowlanych. Grecy przywykli, że mogą budować co chcą i gdzie chcą, bo prawo i tak potraktuje ich łagodnie i po uiszczeniu drobnej kary pieniężnej, nieruchomość nie będzie musiała być zburzona.
Wraz z organizacją Aegean Rebreath, w której także jestem wolontariuszką działam na rzecz czystości greckich mórz i plaż. Wraz z nurkami z naszej grupy jeździmy po całej Grecji i sprzątamy dno greckich wód, które niestety jest bardzo zanieczyszczone. W reklamach, które kuszą turystów do spędzenia wakacji na plażach przy turkusowej wodzie nie zobaczymy oczywiście tego, co tak naprawdę kryje dno morskie. Tymczasem greckie wody są pełne plastiku i innych zanieczyszczeń, które w niektórych miejscach wydają się wyglądać jak kolorowe rafy, które jednak nie są koralowe, ale plastikowe.

zdjęcie: Aegean Rebreath

Podobna sytuacja zresztą jest nie tylko tutaj, ale i w wielu innych krajach. Dopóki rządzący nie zaczną traktować kryzysu klimatycznego, jako takiego i brać go na poważnie, obawiam się, że musimy być przygotowani na to, że Matka Natura będzie się nam przypominała poprzez coraz to częstsze ekstremalne zjawiska pogodowe, mające katastrofalne skutki dla otoczenia i naszego gatunku.

Jakimi wartościami się kierujesz?
Moim mottem życiowym jest zasada Mahatmy Gandhi: „Jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie.” Staram się pamiętać o niej na każdym moim kroku. Cenię sobie ponad wszystko: lojalność, uczciwość, tolerancję i sprawiedliwość.

Czego brakuje ci w Grecji a co zostało w Polsce?
Polska zawsze pozostanie w moim sercu, tam się wychowałam, spędziłam swoje dzieciństwo, tam pozostali rodzice i rodzeństwo i będę chciała odwiedzać swój dom rodzinny jak najczęściej to możliwe, aczkolwiek Grecja jest zdecydowanie krajem, gdzie pragnę się zestarzeć. Czemu? Bo ma to coś. Coś, czego nie potrafię ubrać w słowa, ale bez czego nie potrafię być szczęśliwa nigdzie indziej. Zawdzięczam jej tak wiele. W Grecji spędziłam już ponad połowę swojego życia. Dwa lata temu przyjęłam greckie obywatelstwo i dumnie nazywam ten kraj moją Helladą.

Dziekuję za rozmowę i trzymam kciuki za dalsze sukcesy.
Dziękuję.

rozmawiała Marzena Mavridis
zdjęcia: archiwum prywatne