Wybierając w języku polskim formy „w Ukrainie” i „do Ukrainy”, podkreślamy niepodległość, niezależność i samodzielność tego kraju. Językowo obie formy są prawidłowe, ale wybór przyimka „w” będzie w obecnej sytuacji symbolicznym wsparciem, ponieważ język ma moc – pisze filolog polska i popularyzatorka popularyzatorka wiedzy o języku polskim Paulina MIKUŁA, autorka popularnego vloga „Mówiąc inaczej”.

Pierwsze informacje na temat tego, że warto mówić „w Ukrainie” i „do Ukrainy” zamiast „na Ukrainie” i „na Ukrainę” pojawiły się już kilka miesięcy temu. Gorąca dyskusja zaś rozpoczęła się zaraz po tym, jak 24 lutego 2022 roku Rosja brutalnie zaatakowała tego naszego wschodniego sąsiada.

Która forma jest zatem poprawna? Odpowiem krótko: obie. Możemy mówić „na Ukrainie”, możemy też mówić „w Ukrainie”. Decyzja należy do nas.

To, jaki przyimek wybieramy, w przypadku krajów położonych blisko Polski, wynika ze zwyczaju językowego, a nie gramatycznej zasady. Zmiany w tym zakresie następują samoistnie i nikt, nawet żadna instytucja nie musi ich „zatwierdzać”.

Z analizy korpusów językowych wynika, że dawniej, do końca XVIII wieku częściej mówiliśmy „w Ukrainie”, „w Litwie”, „w Węgrzech”. To się zaczęło zmieniać w wieku XIX, a przyimek „na” zaczął dominować w XX wieku. Warto w tym miejscu przypomnieć fragment niezwykle znanej piosenki „Hej, sokoły!”, gdzie w zwrotce słyszymy: Wiele dziewcząt jest na świecie, lecz najwięcej w Ukrainie. Biorąc pod uwagę popularność tego utworu, można stwierdzić, że duża część naszego społeczeństwa spotkała się w swoim życiu z połączeniem „w Ukrainie” i nie wzbudziło to sprzeciwu. Rozumiem też, że piosenki i wiersze rządzą się swoimi prawami, jednak z całą pewnością dzięki „Hej, sokoły!” mogliśmy się z formą „w Ukrainie” osłuchać.

Inne teksty źródłowe, w których występują przyimki „w” i „do” można znaleźć w artykule profesora Marka Łazińskiego pod tytułem: Przyimki „na”, „w” oraz „do” przed nazwami państw, krajów i krain. Historia i współczesne wahania normatywne. Cały artykuł jest godny uwagi, ponieważ autor bardzo dokładnie przedstawia całe to zagadnienie.

Warto się jednak zastanowić nad przyczynami, które spowodowały, że nazwy niektórych państw, takich jak „Litwa”, „Słowacja”, „Ukraina” i „Białoruś” zaczęliśmy łączyć z „na”. Przyimek „na” jest zwyczajowo stosowany z nazwami obszarów, które stanowiły wraz z Polską jeden organizm państwowy (stąd „na Węgrzech”, „na Słowacji”, „na Litwie”, „na Białorusi” itd.). W wielu miejscach znajdziemy informację, że zaczęliśmy mówić „na” w przypadku krajów dawniej niebędących samodzielnymi państwami, takich, którymi Polska była politycznie zainteresowana. Z Węgrami łączyła nas unia dynastyczna i to spowodowało, że zaczęliśmy łączyć Węgry z przyimkiem „na”. Nie zawsze chodziło o to, żeby podkreślić w ten sposób podległość danego kraju względem Polski. Mogło chodzić o inne aspekty, może nawet sympatię – trudno to teraz rozstrzygnąć. Dlatego przyimek „na” nie obraża.

Nawet jeśli dziś mówimy „na Ukrainę”, nie obrażamy Ukrainy i Ukraińców. Po co więc ta zmiana? Wynika ona z tego, że wybierając formy „w Ukrainie” i „do Ukrainy”, podkreślamy niepodległość, niezależność i samodzielność tego kraju. To wsparcie symboliczne, ale ważne. Pisze i mówi o tym wielu Ukraińców.

Niektórzy twierdzą, że zmiana przyimka nie uratuje żadnego życia ani budynku, że to zajmowanie się rzeczami zbędnymi, podczas gdy tak blisko toczy się krwawa wojna. Nie mogę się z tym zgodzić. Język ma moc, wpływa na rzeczywistość, wpływa na to, jak my tę rzeczywistość odbieramy. Co więcej, dziś każdy gest ma znaczenie, nawet gest symboliczny. Z tego też powodu pewnego dnia w wielu polskich miastach zamiast charakterystycznych dla nich hejnałów zabrzmiał hymn Ukrainy. Dzięki temu żadne życie nie zostało uratowane, żaden budynek nie przetrwał, ale mimo to zdecydowano się na taki gest. Jest to okazanie wsparcia, szacunku, sympatii, dodanie otuchy, wzmocnienie morale walczących.

Dla mnie zatem wybór jest oczywisty, ale jeśli ktoś z czytelników nie do końca to rozumie albo widzi tę kwestię zupełnie inaczej, w porządku, niech zostanie przy dawnej łączliwości. Pamiętajmy, że w języku nie można niczego nikomu narzuci

Każdy więc sam zdecyduje, z jakim przyimkiem będzie łączyć nazwę „Ukraina”.

Podsumowując to zagadnienie, pragnę zaznaczyć, że z językowego punktu widzenia zarówno forma „w Ukrainie”, jak i „na Ukrainie” jest formą poprawną.

Za formami „w Ukrainie” i „do Ukrainy” przemawiają argumenty pozajęzykowe, które według mnie odgrywają kluczową rolę. Wiele osób myśli podobnie, w tym dziennikarzy, dlatego coraz częściej właśnie te formy będziemy spotykać w mediach. Zarówno tradycyjnych, jak i internetowych.

Druga kwestia, którą chcę poruszyć, dotyczy pierogów ruskich. Zauważyłam, że niektórzy się buntują i zmieniają nazwę „pierogi ruskie” na „pierogi ukraińskie” albo „pierogi swojskie”. Spotkałam się też z nazwą „pierogi zagraniczne”! Oczywiście rozumiem te emocje, tym bardziej że określenie „ruskie” nie kojarzy nam się zbyt dobrze. Mimo wszystko widzę tu pewnego rodzaju niebezpieczeństwo.

Określenie „ruskie” w tym przypadku pochodzi od „Rusi”, nie „Rosji”. Kilka tygodni temu nagrałam film poświęcony polonizmom, czyli polskim słowom, które zapożyczyły inne języki. W nim opowiedziałam o językach ruskich, z których wywodzi się język białoruski i ukraiński. Polonizmy w języku rosyjskim omówiłam oddzielnie. „Języki ruskie” bowiem, tak samo jak „pierogi ruskie”, mają związek z „Rusią”, nie „Rosją”.

W Ukrainie w obwodzie lwowskim jest miasto Rawa Ruska. Nazwa tego miasta również nawiązuje do Rusi, nie Rosji. Gdyby było inaczej, raczej to miasto już by się tak nie nazywało.

Z tego, co wiem, Ukraińcy są dumni ze swojej historii i ze swoich związków z Rusią. Jeśli my, Polacy, uznamy, że wszystko co ruskie równa się rosyjskie, to trochę tak, jakbyśmy tę część historii Ukraińcom zabrali. Jakbyśmy zrównali ich korzenie z korzeniami rosyjskimi. Uznali, że to to samo. Boję się więc tej zmiany, boję się też skutków, jakie ta zmiana nam przyniesie. Pisząc „nam”, mam na myśli zarówno Polaków, jak i Ukraińców.

Język jest żywą tkanką, wciąż się zmienia, próbuje nadążyć na otaczająca nas rzeczywistością. I to bardzo cieszy! Tyle że zanim zmienimy nazwę pierogów, kierując się głównie emocjami, poznajmy jej pochodzenie i historię.

Tego typu zmiany w języku lepiej wprowadzać na podstawie wiedzy niż niewiedzy.

Autor: Paulina Mikuła – popularyzatorka wiedzy o języku polskim, absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, autorka językowego programu poradniczego „Mówiąc Inaczej” na platformie YouTube, w którym prowadzi działalność popularyzatorską z zakresu kultury języka polskiego i jego kodyfikacji.

Tekst ukazał się na portalu „DlaPolonii”