Ulica Athinas autor Savvakis Jorgios

Centrum Aten nieustannie tętni ludzką obecnością. Tutaj krzyżują się drogi wszystkich naszych potrzeb, codziennych kłopotów i ważnych spraw. Tutaj spotykają się mężczyźni, poszukujący pracy choćby na jeden dzień, umawiają się na kawę cudzoziemscy mieszkańcy Aten, w skromnych kafejkach dyskutują sami Grecy. Zarówno przy placu Omonia jak i w okolicach ulicy Athinas (Οδός Αθηνάς) – noszącej imię patronki miasta – wyczuwalny jest orientalny posmak tego europejskiego, ale przede wszystkim bałkańskiego ośrodka. Prawdziwy aromat Aten.

Przy stolikach należących do poszczególnych lokali, nie zmniejsza się liczba klientów (nie biorąc pod uwagę czasu pandemii i licznych zakazów, blokujących nasze życie towarzyskie i społeczne). W godzinach porannych wstępują tu ci, którzy mają w zwyczaju przywitać dzień filiżanką elleniko. Z bezpiecznej odległości obserwują oni zaopatrzonych w torby młodych i starszych mężczyzn, którzy wyczekują na swoich potencjalnych chlebodawców. Codziennie można tu spotkać ludzi, którzy potrzebują pracy. Kiedyś dorywczego zajęcia szukali sami Grecy, dziś są to emigranci. Kiedy zmęczy ich wypatrywanie potencjalnego źródła zarobku, oni także pójdą na kawę.

Ulica Athinas i plac Kotzia (lata 60-te XX-go)

Mężczyźni pojawiają się tu wcześnie rano, z reklamówkami w ręku wyglądając potencjalnego pracodawcy. Zwykle niewielu z nich ma szczęście. Znacznie więcej jest tu poszukujących pracy, niż osób zatrudniających. Potem już nie opłaca się im wracać do domu, czy pokojów wynajmowanych w którymś z obskurnych hoteli dookoła ulicy. Pozostają więc i dyskutując między sobą, przesiadują do wieczora. Chyba, że straż miejska postanowi „zrobić porządek” czyli polać wodą chodnik i pasaże wraz z cudzoziemcami.

Pewnego rodzaju szokiem kończy się – zwłaszcza dla zagranicznych gości – spacer wzdłuż ulicy Athinas. Zadziwieni, kręcą głowami na lewo i prawo, nie dowierzając, że okolica ta jest również cząstką Unii Europejskiej. Jakże daleko handlarzom starych, używanych aparatów telefonicznych, sprzedawców zamkniętych w klatkach psów czy rosyjskim kobietom oferującym papierosy po zaskakująco niskich cenach, do wymogów wspólnego, europejskiego rynku!

Granice ulicy greckiej bogini mądrości (pierwsza nazwa to Panellinio), wyznaczają dwa place Omonia i Monastiraki. To jedna z najstarszych części Aten. Od wielu dekad ogólny charakter tego miejsca jest praktycznie niezmienny; po odzyskaniu niepodległości w latach 30-tych XIX-go wieku również i tutaj skupiało się życie ówczesnej ludności – zarówno osób bogatych, jak i ubogich obywateli.

„…Miałem zaledwie sześć lat, kiedy podróżując kolejką Pireus – Ateny, po raz pierwszy zauważyłem istnienie dwóch odmiennych światów. Wcześniej nikt mi o tym nie mówił. Widziałem eleganckie kobiety przybrane paryskimi kapeluszami z kwiatami lub piórami. Obok stały kobiety z wyspy Kastellorizo, które nosiły grube pończochy, a ich biusty udekorowane były złotymi łańcuchami i innymi ozdobami, które zwykle zakładają w dniu zaślubin. Głowy tych kobiet przyozdobione były chustami, w których przypominały Maryję Dziewicę z ikon. Panny młode i paryżanki jechały do kościoła na nabożeństwo…” – tak zapamiętał dawne centrum stolicy jeden z mieszkańców Maroussi, kiedy sto lat temu – w okresie międzywojennym – przyjeżdżał jako dziecko na miejską agorę.

Wchodzimy w przestrzeń ulicy Athinas od strony placu Omonia (Zgoda) czyli centralnego placu miasta – niezależnie od pory dnia i roku, wypełnionego samochodami i przechodniami. Przed nami w oddali wznosi się dumna skała Akropol, zwieńczona wspaniałymi ruinami. Po prawej i lewej stronie mijamy niewielkie sklepiki, wystawiające swe towary na zewnątrz. Maksymalnie zwężone chodniki nie pozwalają na swobodny ruch; często sami sprzedawcy blokują przejścia swoimi dobrami!

Pełno tu ubrań, zegarków, budzików, toreb podróżnych, walizek, taniego sprzętu domowego, talerzy i noży, kolorowych zabawek, pieczywa – to dopiero początek wyliczanki. Na przenośnych wózkach, wyglądający na Azjatów (względnie Cyganów) handlarze głośno zachwalają swe wyroby ze złota. Znów okazyjne ceny, zaskakująco niskie sumy. Nic dziwnego, że nie narzekają oni na brak zainteresowania…

Co parę kroków wyrastają bary z rozmaitymi przekąskami. Chociaż wszystkie punkty oferują bardzo podobne dania, sprzedawcy nie mają problemu ze zbytem. Można tu zakupić souvlaki, posilić się imponującymi kanapkami czy pizzą. Ale najważniejszym elementem tutejszej kuchni są pity, wypełnione różnym nadzieniem: szpinakiem, fetą, ziemniakami, żółtym serem, boczkiem. Nie brakuje soków, piwa, wody i rozmaitych napojów gazowanych. Przy barach zatrzymują się na przekąskę Grecy, emigranci i poszukujący wrażeń turyści.

Idziemy dalej – w głąb ulicy Athinas: wspomniani wyżej sprzedawcy nie są zbyt nachalni. Jeśli damy się namówić na chwilę postoju, do handlarzy dołączą żebracy, wyciągający rękę po skromną jałmużnę. Zwykle siedzą oni ze spuszczoną głową pod kolumnami bloków – stare kobiety, młode dziewczyny z niemowlakami na ręku, kalecy mężczyźni.

zdj. Arkadiusz Dudziński

Pod hotelem – legendą, niegdyś nazywanym „El Greco”, dziś funkcjonującym jako 5-gwiazdkowy „Athena Grand Hotel de Luxe”(obecnie czyli w lutym 2021 roku nieczynnym) – wciąż trwa rosyjski handel. Gazety, książki, kosmetyki, wędliny, konserwy, biżuteria…Dominuje język rosyjski, a zainteresowanie tym fragmentem ulicy Athinas, wzrasta podczas weekendów.

Kilka kroków dalej znaleźli swe miejsce emigranci z krajów arabskich. Okupują chodniki, klomby, ławeczki i mury – niegdyś byli to niemal wyłącznie sami mężczyźni, demonstracyjnie okazujący swe przywiązanie do stojących obok znajomych. Często są to niezwykle liczne i wielopokoleniowe rodziny. Ich nieustająca obecność wpływa również na tutejszych sprzedawców. Ze sklepu dochodzą dźwięki arabskich melodii, a niewielki magazyn z artykułami spożywczymi to głównie oferta egzotycznych w Europie towarów z Bliskiego Wschodu.

zdj. Arkadiusz Dudziński

Po serii spostrzeżeń z rozmaitymi obcymi nacjami w roli głównej, należy się nam coś typowo greckiego. Przed naszymi oczami otwiera się imponujący plac z fontannami i zadbanymi klombami. To plac Kotzia – ulubione miejsce spacerów, rozgrywek sportowych oraz sesji fotograficznych goszczących w Atenach wyżej wspomnianych muzułmańskich familii. Tym samym widokiem cieszy się ze swych okien prezydent Aten; przy ulicy Athinas znajduje się neoklasyczny gmach miejskiego Ratusza, w którym urzędują ojcowie miasta. Stolica długo musiała czekać na tak reprezentacyjny skwer w tej części metropolii. Na tle działającej od czasu do czasu fontanny, fotografują się również przyjeżdżający z prowincji Grecy. Szczególnie ciekawe efekty można tu oglądać w nocy, kiedy kolorowe światła dodają strumieniom wody czarujących barw.

Budynki – wznoszące się dookoła ratusza na wysokość siedmiu pięter – mieszczą w swych przepastnych wnętrzach rozmaite instytucje i biura. Swe siedziby mają tutaj urzędy państwowe, drobne zakłady usługowe, sklepy z futrami i błamami, biura tłumaczeń, kancelarie adwokackie, gabinety lekarskie, agencje turystyczne, siedziby rozmaitych stowarzyszeń, związków i ugrupowań. Wejścia do kamienic udekorowane są całym wachlarzem miedzianych tabliczek, wskazujących, w jakim kierunku powinni udać się zainteresowani. Zabytkowe windy z odsłoniętą kabiną przypominają sceny ze starych filmów. To drugi – po ratuszu – a zarazem ostatni ślad europejskiej cywilizacji na przestrzeni ulicy Athinas.

Zatrzymujemy się przy sklepach zoologicznych, które sąsiadują z Ratuszem. W drzwiach prowadzących do przepastnego wnętrza powita nas kolorowa papuga, mówiąca różnymi językami świata. Zna także kilka słów mowy polskiej, ale opanowane przez ptaka słowa, nie nadają się do cytowania w tym tekście.

Na zewnątrz magazynu wystawiono w klatkach kury, gęsi, kaczki, chomiki, domowe szczury, świnki morskie, miniaturowe króliki, wiewiórki, kanarki, papugi, żółwie, psy i koty. Całą okolicę zdominowały odgłosy dochodzące ze zwierzyńca. Przy zwierzętach ciągle kręcą się nowi, potencjalni klienci. Sprzedawcy, chcąc pozbyć się „towaru”, wyciągają go z zamknięcia, pozwalają głaskać, brać na ręce, dotykać.

zdj. Arkadiusz Dudziński

Ta „chodnikowa” prezentacja punktów handlowych jest typowa dla ulicy Athinas. Dwa kolejne sklepy oferują dwa inne asortymenty: mięso i wędliny. W tej części alei zdecydowanie dominuje pożywienie. Wyłożone w dużych, plastikowych skrzyniach, jest niemalże podtykane przechodniom pod nos. Długie kiełbasy dosłownie zwisają na głowami wchodzących do środka. W powietrzu unosi się zapach wędlin. W najbliższym sąsiedztwie rozłożono na straganach drobiowe wnętrzności, indycze piersi i kurze nóżki – wszystko ma kusić zaskakująco niską ceną. Tuż obok, w następnym pomieszczeniu, możemy zakupić przynajmniej dziesięć rodzajów oliwek, tyle samo warzyw w zaprawie octowej, a także sałatki i przekąski – typowe dla greckich stołów. I chociaż towar „wzbogacony” został ołowiem z komunikacyjnych spalin, sprzedawcy utrzymują, że wszystko jest świeże, prosto z lodówki. Niezależnie od pory roku, tutejszy handel ma zawsze ów orientalny posmak. Jeśli w okresie zimowym nie rażą nas rozmaite mięsa, pozbawione na kilka godzin odpowiedniej temperatury, to w lecie trudno sobie wyobrazić, że nasypywane do skrzynek kilogramy lodu, są w stanie utrzymać produkty w świeżości, przy temperaturze przekraczającej 30 stopni C! Jakimi kryteriami kieruje się tutejsza służba kontroli? Wśród owych kramów i straganów nie ma miejsca dla osób o delikatnych nozdrzach oraz wrażliwym usposobieniu.

Ulica Ateny w 1987; gdyby nie przestarzałe modele pojazdów, można by rzec, że to ulica Ateny współcześnie;

Docieramy w końcu do Varvaiko – najstarszego targowiska w Atenach, założonego w XIX-tym wieku z rozkazu samego Ottona I – pierwszego króla nowożytnej Grecji, który miał być zarazem pierwszym klientem tego handlowiska! Ulica Athinas dzieli ten rynek na dwie części – halę z mięsem, rybami i owocami morza oraz plac, gdzie można zaopatrzyć się w płody rolne. Do bazaru – podobnie jak dawniej – prowadzi nas specyficzny bukiet zapachów. Już na pierwszy rzut oka tutejsze stragany przypominają nas raczej średniowieczne jatki i rzeźnie, niż nowoczesne sklepy garmażeryjne.

Ruch wokół Varvaiko zaczyna się bladym świtem, kiedy przybywają tu właściciele restauracji i tawern. Od wczesnego popołudnia do godziny trzeciej, kiedy powoli kończy się liczba kupujących, w hali oraz w jej bocznych alejkach krzyżują się drogi ateńskich gospodyń domowych, urzędników, emerytów, cudzoziemców, turystów. Podobno każdego dnia robi tu zakupy około 30 tysięcy ludzi. Codzienna ikona tutejszego handlu podsuwa nam pomysł na osobny artykuł o Varvaiko.

Przed nami ostatni fragment ulicy Athinas, gwarantujący równie malowniczy kalejdoskop wrażeń, jak poprzednie odcinki trasy. W dwóch niewielkich tawernach króluje proste, niewyszukane jedzenie – klasyka greckiej kuchni czyli souvlaki, smażone na węglu drzewnym mięso, wiejska sałatka, jogurt z czosnkiem i świeżym ogórkiem, wino sprzedawane na kilogramy. Chociaż zwykle posilają się tu każdego dnia setki osób (w tym również turyści), tawerny nie nabrały jeszcze negatywnych cech lokali z pobliskiej dzielnicy Plaka.

Posiłkowi towarzyszy muzyka – greckie rytmy dobiegają nas z sąsiedniego sklepu. Właściciel nie uwzględnił innych preferencji niż tradycyjne rytmy. Można tu kupić głównie stare, zakurzone kasety i płyty analogowe z melodiami greckimi. Brudne opakowania zajmują każdą wolną przestrzeń magazynu; ta oryginalna dekoracja zapełnia ściany od podłogi do sufitu. Dla prawdziwych entuzjastów sprzedawca wystawił na zewnątrz imponujące pudła z nagraniami; można w nich szperać do woli, może uda się trafić na greckiego „białego kruka”?

Nozdrza potencjalnych klientów tego punktu są wystawione na kolejną cierpliwość – znajdujący się obok sklep z przyprawami intensywnie pachnie Bliskim Wschodem. Niewielka przestrzeń handlowa, zapchana do granic możliwości torebkami i woreczkami z ziołami, przywołuje na myśl bazary w niedalekiej Turcji. A może Izraelu? W każdym bądź razie na myśl przychodzi nam smakowita, pikantna gastronomia basenu Morza Śródziemnego. Jesteśmy w domu!

Na prawdziwie greckiej ulicy Athinas nie może zabraknąć nawet kościoła. Właściwie niewielkiej kapliczki, oddanej pod opiekę świętej Kiriaki; w wnętrzu cerkwi z trudem mieści się pięć osób. Ubrana na czarno starsza kobieta porządkuje tu świece. Pochylając często głowę ku ziemi, cichutko modli się podczas swej pracy.

Grube, bizantyjskie mury kościoła są doskonałą blokadą, tamującą zgiełk z ulicy. Wnętrze przesiąknięte jest zapachem wosku i kadzidła. Ascetyczne twarze świętych rozjaśnia ciepłe światło małych płomieni. Kościółek ozdobiony jest setkami srebrnych tabliczek, przedstawiających rozmaite części ludzkiego ciała. Znak to, że przed świętymi ikonami dokonują się cuda ozdrowień.

Wychodząc na zewnątrz, z miejsca zostajemy pochłonięci przez wrzawę ulicy Ateny. Sprzedawcy pobliskich sklepów – przesiadując całymi dniami w swoim asortymencie wystawionym na chodniki – głośno zachęcają do zakupów. Wśród ich przebogatej oferty znajdują się nasiona, sadzonki, świeża ziemia; a w punkcie obok można zaopatrzyć się w odzież roboczą i obuwie. Nie brakuje toreb podróżnych, walizek i plecaków. Na ulicy bogini mądrości można także kupić namioty, śpiwory, materace i inne elementy sprzętu turystycznego. Dla gości z zagranicy znajdą się typowe greckie sandały ze skóry, pierwowzory tych, którymi mieli się niegdyś zachwycić między innymi John Lennon i Jackie Kennedy – Onassis. Dziesiątki par butów – rozmaite wzory i kolory, zawieszone na specjalnych stelażach, ozdabiają ściany, tarasują wejście do sklepu, zajmują pół chodnika. Nie sposób ich nie zauważyć. Podobnie jak nieskończonego strumienia oferty tej ulicy. Trudno być obojętnym na ulicę Athinas, która od długich dekad dokumentuje niespotykaną wyjątkowość tego prawdziwego serca greckiej stolicy.

Katarzyna Jakielaszek