Spotkałam w swym życiu ludzi samotnych, którzy samotnie wcale się nie czuli, spotkałam i takich, którzy w otoczeniu rodziny i przyjaciół cierpieli z powodu osamotnienia. Samotność nie wybiera, może spotkać każdego z nas – malucha, który nie zna miłości rodziców, nastolatka zaszczutego przez grupę rówieśniczą, młodą kobietę, która przypomina „kościotrupa”, ale w lustrze nadal widzi spasionego prosiaka, staruszka, który przeżył już wszystko, nawet własne życie.

Samotność według najprostszej definicji to stan osoby, która żyje sama. Według Ewy Dębińskiej termin samotność sam w sobie jest martwy dopiero gdy zestawimy go z konkretnym człowiekiem, który czuje się samotny, nabiera znaczenia. Mówimy wtedy o osamotnieniu. Chociaż w potocznym języku samotność i osamotnienie bardzo często używane są zamiennie, oba te znaczenia mają różny wydźwięk emocjonalny.

Samotność może być naturalną potrzebą człowieka, doświadczeniem pozytywnym i pożytecznym, gdyż dzięki niemu możemy odnaleźć samych siebie. Natomiast osamotnienie, rozumiane jako brak kontaktu z sobą samym i innymi ludźmi, zawsze jest doświadczeniem przykrym, przynoszącym negatywne konsekwencje.
Ks. Henryk Seweryniak rozróżnił te pojęcia nadając im określenia samotność dobra i zła. Dobra to ta, dzięki której stajemy się sobą, zła to ta, która człowieka niszczy.

Istnieje wiele rodzajów samotności. Inaczej będzie ją odczuwał młody mąż i ojciec, który musiał wyjechać i zostawić swoją rodzinę, inne uczucia będą targały młodą kobietą, która wśród najbliższych nie znajduje zrozumienia. Jeszcze inaczej będzie się czuło dziecko, którego rodzice w swoim zagonieniu, nie zauważą jego smutnej buzi. A co poczuje 50-latek, kiedy runie jego cały dotychczasowy system wartości?

Generalnie samotność możemy podzielić na trzy grupy. Kryterium podziału jest płaszczyzna, na której samotność odczuwamy:
Samotność społeczna (fizyczna). Cechuje się brakiem sieci powiązań społecznych. Człowiek żyje w poczuciu izolacji rzeczywistej lub wyimaginowanej. Jego kontakty społeczne zredukowane są do minimum. Samotność psychiczna (osamotnienie). Pojawia się w wyniku braku bliskiej intymnej relacji z drugą osobą. Jest to uczucie bardzo indywidualne, spersonifikowane. Samotność moralna. Jest to poczucie braku identyfikacji z wartościami, normami, celami życiowymi, a także brak poczucia sensu własnego życia. Może być również wynikiem braku zwartego systemu wartości lub ich kryzysem.

Każdy z wymienionych rodzajów samotności, może nasze życie zamienić w przepełnione udręką cierpienie. Niestety bardzo często wszystkie trzy działają razem. Zaczyna się tak niewinnie od ograniczenia kontaktów społecznych. Następnie stwierdzamy, z lekkim zdziwieniem, że ubyło nam przyjaciół, by na koniec pogrążyć się w otchłani samotności.

Wiesław Łukaszewski wyznaczył trzy kryteria, za pomocą których możemy określić rozmiar poczucia naszego osamotnienia.
1). Kontakty z innymi ludźmi – prawie każdy człowiek w ciągu dnia wchodzi w jakieś relacje z innymi, tak więc nie ma człowieka obiektywnie samotnego. Jednak w subiektywnym odczuciu osamotnienie rodzi się wtedy, gdy relacje te stają się rzadkie i nietrwałe co ogranicza lub wręcz uniemożliwia tworzenie więzi uczuciowych.

2). Obecność w pamięci – każdy z nas pragnie by ktoś o nim myślał i pamiętał. Szczególnie zależy nam na tym, by czynili to ludzie nam bliscy. Kiedy gaśnie w nas przekonanie, że o nas pamiętają, pojawia się osamotnienie.

3). Przedmiotowość-podmiotowość – kiedy jesteśmy przekonani, że inni zaczynają nas traktować jak przedmiot, towarzyszący im w codziennym życiu, nasze uczucie osamotnienia wzrasta.

Gdy samotność staje się chorobą
Samotność, jak pisze Tony Lake, to podstępna choroba. Bardzo często przegapiamy jej pierwsze objawy. Ignorujemy początkowe symptomy, a kiedy zauważamy, że coś jest nie tak, jest ona już bardzo zaawansowana.
Samotność atakuje naszą osobowość poprzez system wzajemnego komunikowania się. System komunikowania to te zachowania, które pomagają nam w nawiązywaniu i utrzymywaniu kontaktów osobistych i społecznych.

Początku choroby zwanej samotnością należy upatrywać w czynnikach zewnętrznych. Może do nich należeć utrata bliskiej osoby (w wyniku śmierci lub porzucenia), praca w nowym miejscu lub w nietypowych godzinach, brak okazji do zawierania i utrzymania znajomości, bariery kulturowe… Okoliczności te odcinają człowieka od kontaktów z innymi, pozbawiając go zachowań wynikających ze wzajemności. W okresie tym większość ludzi nie dostrzega, że dzieje się coś złego. Wmawiają sobie, że to wynik takich, a nie innych okoliczności i kiedy miną, wszystko wróci do normy. Nie zauważają jak powoli umiera w nich potrzeba czułości i akceptacji. A to przecież od nich zależy, czy czują się lubiani i potrzebni. Etap ten często dotyka osób, które przeżyły stratę ukochanej osoby. Czasami jest im on potrzebny i wychodzą z niego, kiedy minie potrzeba izolacji.

W wielu przypadkach po pierwszym etapie samotności, następuje drugi, bardziej niszczący. Cechuje go utrata zaufania do siebie i innych. W wyniku braku kontaktów z innymi ludźmi tracimy zdolność do okazywania uczuć. Zapominamy jak okazywać sympatię, przez co ludzie nie okazują nam jej również, a po pewnym czasie okazuje się, że wokół nas nie ma nikogo, komu moglibyśmy ją ofiarować. Tracimy wówczas wiarę we własne możliwości nawiązywania kontaktów. Wynikiem tego jest albo obwinianie otoczenia, albo samego siebie. Obie drogi prowadzą do nikąd.

Po tym etapie następuje ostatni, w którym nasza zdolność do interakcji przestaje istnieć. Zamykamy się całkowicie w swoim własnym świecie, pojawiają się symptomy takie jak apatia, smutek, depresja. To właśnie w tym okresie ludzie uświadamiają sobie jak daleko zabrnęli w swoim osamotnieniu. Pojawiają się myśli, że nikogo nie obchodzimy i niezależnie od tego, co się z nami stanie, nikt się tym nie przejmie. Ten trzeci etap bywa śmiertelny ponieważ może zakończyć się samobójstwem.

Nie wszyscy, których dotyka samotność, przechodzą przez te trzy etapy. Niektórzy w porę znajdują siłę, by przerwać krąg samotności. Są i tacy, którzy wprawdzie dotrą do trzeciego etapu, ale znajdują siłę, by go przetrwać i wyjść obronną ręką. Niestety nie wszyscy to potrafią. Niektórzy poddają się, nie znajdując nic, co pomogłoby im w walce o własne życie.

Czy istnieje lekarstwo na samotność?
Istnieje. Czasami bardzo proste jak uśmiech i okazanie czułości. Kiedy indziej wymaga poważniejszych zabiegów i więcej czasu. Niekiedy potrzebna jest wizyta u specjalisty. Jednak niezależnie od tego jaki rodzaj „kuracji” jest nam potrzebny, łączy je jeden wspólny element. To MY SAMI musimy sobie ją zaaplikować. To, czy uda się nam wyrwać z kręgu samotności, zależy tylko od nas. Przyznaję, czasami walka jest trudna, a perspektywa poprawy oddalona w czasie. Ale czy poczucie bycia kochanym i kochania samemu nie jest tego warte?

http://www.charaktery.eu/

Wasza opinia