Odkąd pamiętam zawsze ciągnęło mnie do pieszych wędrówek. Na zadawane mi w latach szkolnych pytanie: „Góry, czy morze?” zdecydowanie odpowiadałam – góry. Na szczęście mieszkając obecnie w Grecji mam pod nosem i bajeczne plaże, i górzyste szlaki. Z obydwu tych atrakcji mogę korzystać, kiedy mam tylko ochotę.

Na spacer po górze Parnitha (Parnita), która usytuowana jest zaledwie godzinkę jazdy z centrum Aten, miałam apetyt już od kilku lat. Mój apetyt jeszcze bardziej się wzmógł, kiedy po przeprowadzce do nowego wynajmowanego mieszkania mogłam i nadal mogę podziwiać jej szczyty ze swojego prywatnego „tarasu”. Niestety zawsze znajdowałam wytłumaczenie, aby odkładać plan wycieczki w tamte strony – za daleko, brak czasu, problem z dojazdem itp. itd.

I tu nagle, ni stąd ni zowąd znalazłam przypadkiem tekst o 10 najlepszych wycieczkach w pobliżu Aten, z wykorzystaniem transportu publicznego. To było to !!!

W końcu nadarzała się okazja, by trochę się zadrapać, nabić kilka siniaków, zboczyć z trasy i takie tam. Bo co to za piechurowanie bez takich atrakcji? Finałem zaś miało być podziwianie przepięknych widoków, odkrywanie wyjątkowych miejsc, czy satysfakcja, że udało się pokonać obrany szlak.

Moim pierwszym celem była twierdza Fili czy Fyli (Φρούριο της Φυλής), znana też pod nazwą Phyle. Została postawiona przez Ateńczyków na północno – zachodniej skarpie na wysokości 680 m w IV wieku p.n.e. Jej położenie pełniło funkcję strategiczną, ponieważ tu znajdowała się najbardziej bezpośrednia droga łącząca Ateny z Tebami. Jej usytuowanie sprawia, że całą równinę ateńską, miasto, górę Hymet (Imittos) oraz Zatokę Sarońską mamy, jak na dłoni. Twierdza ta była jedną z najsilniejszych fortec ateńskich, którą zbudowano z prostokątnych masywnych bloków z lokalnego wapienia szarego. Pomimo, że mur obronny jest zniszczony, to jednak nadal robi ogromne wrażenie. Jednym z ważniejszych, w historii Aten, był rok 404 rok p.n.e. kiedy to miejsce zostało zajęte w bitwie pod Phyle przez Trasybulusa – lidera demokracji – i zesłańców z Aten. Od tego czasu rozpoczął on inwazyjne działania przeciw Trzydziestu Tyranom (Rada Trzydziestu), czyli pro – spartańskiej oligarchii w Atenach, która charakteryzowała się okrutnymi rządami.

Tyle historycznej dygresji. Przejdźmy do kontynuowania mojej pieszej przygody. Postanowiłam, że tą samodzielną wycieczkę odbędę w dniu swoich urodzin. Akurat tak się super złożyło, że był to poniedziałek, a ja miałam prawie cały dzień wolny. Przygotowana do drogi, zmotywowana i pełna pozytywnych myśli wyruszyłam w nieznane.

Dotarcie do punktu startowego trasy okazało się banalnie proste, lecz wcale nie takie krótkie. Zaczynając swoją wędrówkę zachwycałam się niemalże wszystkim – gajem oliwnym, kwiatami, napotkanym żółwiem, a przede wszystkim naturalnymi rzeźbami skalnymi.

Na swojej drodze spotkałam jedynie przeuroczą parę zakochanych i małą grupkę piechurów. Poza tym otaczały mnie góry, które pokryte były zielonym dywanem. Czułam się tu o dziwo bardzo wyjątkowo. W końcu byłam w tym dniu jubilatką. Z każdym krokiem przyroda odkrywała przede mną swoje niezwykłe oblicze, ale też stawiała co raz trudniejsze zadania do wykonania. Trasa do pewnego, newralgicznego punktu, była łatwa i przyjemna. Potem zaczęły się jednak „schody”. Strome zejścia i nieprzewidywalne wchodzenie do góry ciągnęły się spory kawałek. Szłam przez wydeptane ścieżki, gęsty las i ostre krzaczyska, które poharatały mi nogę niewiadomo kiedy.

Szlak pieszy jest bardzo dobrze oznakowany. Trasa wiedzie przez przyjazną dolinę i kamienisty wąwóz, a takie dodatki jak rosnące osamotnione drzewa, zardzewiała budka, czy nawet zwoje kabli wysokiego napięcia świetnie wkomponowały się w ten górski krajobraz.

Podczas wymagającego odcinka na otwartej przestrzeni miałam chwilę zwątpienia i rezygnacji. Były momenty, że sapałam jak spragniony pies i mówiłam do siebie: „Ile jeszcze?” Cień pojawiał się i znikał ustępując miejsca palącemu słońcu. To powodowało, że mój organizm trochę się buntował i musiałam, co jakiś czas, przystawać, aby przywołać swoje ciało do porządku. Cel był jednak już tak bardzo blisko, że nie zamierzałam rezygnować. Pragnęłam poczuć smak satysfakcji, jaki miał za chwilę nastąpić.
I udało się!

Dodatkowo krajobraz, który miałam przed oczami był moim najcudowniejszym, urodzinowym prezentem. W tym magicznym miejscu mogłam w końcu złapać dłuższy oddech i nabrać sił na powrót. I choć brak tu rozłożystych drzew, pod którymi można by było się schować przed słonecznymi promieniami, to zapierający dech w piersiach widok zrekompensował mi ten stan rzeczy, a napotkane żółwie z chęcią mi przy tym towarzyszyły.
Cała trasa mierzy około 15 kilometrów, a jej stopień trudności oceniam jako umiarkowany. Aby mniej więcej zorientować się jak ona przebiega, proponuję zajrzeć do interaktywnej mapy ze szlakiem.

Ile zajmuje dojście do punktu kulminacyjnego?

To zależy od trzymania się szlaku, kondycji ciała, tempa chodu czy długości przerw, jakie zamierza się robić. W moim przypadku, dojście do fortecy zajęło mi 3-3,5 godziny. Ale… dwa razy zboczyłam z trasy, narzuciłam sobie ślimacze tempo, a poza tym w moim grafiku zapisane były dłuższe przerwy na delektowanie się krajobrazami i uwiecznienie ich na karcie pamięci w komórce.

Powrót zajął mi zaś znacznie mniej czasu. Głównie dlatego, iż obrałam drogę asfaltową. Było już dość późno i wolałam nie wracać nieznaną mi trasą. Na drodze asfaltowej trzeba jednak bardzo uważać, ponieważ jest wiele ostrych zakrętów i rozpędzonych aut. Schodząc w dół polecam oczywiście iść zawsze w kierunku nadjeżdżających z naprzeciwka samochodów. Będzie to na pewno bezpieczniejsze.

Zbliżając się do miejscowości Fyli minęłam, z tego co pamiętam, trzy duże tawerny. Po wyczerpującym wysiłku, z uśmiechem na twarzy, można w nich napić się zimnego piwa, posilić się greckim jedzeniem i odpocząć przed powrotem do centrum Aten. Odcinek od fortecy do tej uroczej mieściny pokonałam w okolicach dwóch godzin.

Dojazd z centrum Aten

Aby dojechać komunikacją miejską z centrum Aten do Fyli do wyboru mamy dwie opcje. Albo skorzystać z pociągu podmiejskiego i autobusu albo z dwóch autobusów.

Pociąg podmiejski odjeżdża z głównego dworca kolejowego Stathmos Larisis i trzeba nim dojechać do stacji Ano Liossion – tak nazywa się też dzielnica Aten. Trasy pociągu to: Pireus-Ateny (Stathmos Larissis) – Kiato lub Pireus – Ateny – Lotnisko. Podróż trwa mniej więcej 15 minut i można skorzystać z normalnego biletu na metro za 1,40 euro. Szczegółowe rozkłady jazdy znajdują się tutaj: Athens Suburban Railway

Z Ano Liossia, a dokładnie z przystanku Giefira Attikis Odou / Γέφυρα Αττική Οδού (nie ważne z której strony ulicy, gdyż przystankiem początkowym i końcowym jest i tak miejscowość Fyli) trzeba wsiąść do autobusu 723. Podróż nie trwa bardzo długo. I jak tylko po prawej stronie ukaże się boisko do piłki nożnej to jest to znak, że trzeba zakończyć swoją wycieczkę komunikacją miejską. Przystanek przy boisku nazywa się Pediki Chara / Παιδική Χαρά.

Druga możliwość to skorzystanie z autobusu B12, który przejeżdża tuż przy metrze czerwonej linii Attiki na ulicy Liosion. Autobus jedzie w kierunku Ano Liossia (Panorama/Πανόραμα). Trzeba mieć jednak na uwadze, że zarówno B12 jak i 723, jeżdżą rzadko (mniej więcej co pół godziny). B12 dojeżdża na ten sam przystanek w Ano Liossia czyli Giefira Attikis Odou i potem trzeba postępować jak wyżej wspomniałam.

Dla kogo ta wycieczka?

icon checkDla młodzieży z doświadczonym opiekunem 😉
icon checkDla tych, co nie boją się kilku zadrapań i nie mają problemu czasami siknąć na szlaku 😀
icon checkDla miłośników przygód i piechurów.
icon checkDla aktywnych.
icon checkDla tych, którzy posiadają niezłą orientację przestrzenną w razie zboczenia z trasy.
icon checkDla tych, co nie panikują, jak się zgubią i stracą zasięg w telefonie.
icon checkDla wytrwałych i cierpliwych.

Jak się przygotować, co ze sobą zabrać i inne sugestie

• Dokładnie przestudiuj sobie trasę. Dobrym pomysłem jest też ewentualnie zainstalowanie sobie danego szlaku na jakieś aplikacji, która będzie nam wskazywać ścieżkę nawet wtedy, gdy stracimy zasięg. Dodatkowo może przydać się także power bank do naszego telefonu komórkowego.

• Przynajmniej 1,5 – 2 litry wody na osobę. W cieplejsze dni będzie Ci naprawdę potrzebna. Do plecaka proponuję zapakować drobne przekąski, jakieś owoce i/lub kanapkę, które na pewno ze smakiem skonsumujesz będąc już na szczycie. I nie zapomnij o „cuksach” lub jakiś pastylkach do ssania – mogą uratować Cię przed brakiem wody.

• Przed wyjściem z domu, nawet jeśli wyda Ci się, że nie ma takiej potrzeby, posmaruj się kremem z filtrem. Słońce Cię może mile zaskoczyć. No chyba, że chcesz, aby twoja twarz wyglądała jak czerwony pomidor. Okulary przeciwsłoneczne, czy czapka też się przydadzą.

• Można także pomyśleć o kijkach turystycznych, które na pewnych odcinkach pomogą zachować równowagę ciała. W zależności od sezonu załóż odpowiednie obuwie i ubranie. Długie spodnie też by wypadało wciągnąć na pupcie, choć wiem, że wiosną czy latem nie każdy za nimi przepada, np. Ja.

• Proponuję wybrać się w teren we wczesnych godzinach porannych, aby później nie wracać po zmroku.

• Jeśli zdecydujesz się pójść na taką wycieczkę sam i/lub nie posiadasz zbytnio doświadczenia w tego rodzaju aktywności, radzę, aby zawsze poinformować osoby trzecie, gdzie się wybierasz. Tak na wszelki wypadek, gdyby Twoja przygoda na szlaku poszła nie po Twojej myśli. Tfu tfu tfu.

Grecja opanowana jest przez góry. Jeśli włączymy w to także wyspy można powiedzieć, że stanowią one aż 80% całkowitej powierzchni tego kraju. Dodatkowo te górskie tereny często współgrają z greckim morzem, które jak wiemy mieni się w różnych odcieniach niebieskiego. Czyż to nie jest cudowne?

Jeśli zatrzymasz się na dłużej w Atenach spróbuj swoich sił na zaproponowanym szlaku i oceń sam czy było warto. 😉

Agnieszka Płotkowska
Witaj Grecjo