Choć obecna sytuacja na świecie, wywołana pandemią koronowirusa, odsunęła na bok plany wakacyjne – marzenia o skąpanych w słońcu greckich plażach – to, wbrew wszystkiemu, przyroda budzi się do życia i zbliża nas do tej wyczekiwanej pory roku.😊
Warto zatem, przed wyjazdem na wakacje lub choćby po to, by pomarzyć, poznać najciekawsze smaki, jakie czekają na nas po przyjeździe do Grecji. I choć dzisiejsza bohaterka to przysmak kreteński, możesz jej spróbować w całej Grecji. Mam nadzieję, że nawet jeśli wybierzesz wczasy all inclusive, podejmiesz próbę zjedzenia choćby raz tej drobnej przekąski, jaką jest paximadia, w prawdziwej greckiej tawernie.

Ten rodzaj pieczywa został nazwany na cześć dwóch małych, niezamieszkanych wysp u południowego wybrzeża Krety. Jego obecność na greckich stołach jest prawie tak samo długa jak historia Grecji.

Suche, pikantne grzanki są również znane jako dipyros, czyli dwukrotnie upieczone. Dlaczego? W czasach starożytnych były chlebem powszednim rodzin, które nie mógły regularnie piec. Chleb pieczono, gdy było wystarczająco mąki i czasu (głównie w rodzinach wiejskich, gdzie kobieta zajmowała się również rolnictwem). Wymagało to ugniatania ciasta chlebowego i pieczenia chleba raz, w dużej ilości. Trzymano go potem w świeżości przez 2-3 dni. Potem ponownie wkładano go do pieca w niskiej temperaturze, aby wyeliminować wilgoć i zapewnić dłuższy czas przechowywania. Był to chleb rolników, pasterzy i żeglarzy z Krety, którzy opracowali skuteczne techniki produkcji, przezwyciężając w ten sposób trudności wynikające z zamieszkiwania wyspy. Tak powstał popularny od stuleci ze względu na długi okres trwałości, odporność na pleśń i łatwość transportu, bez utraty jakości, chleb. Pasterze i żeglarze zmuszeni do opuszczenia domów na długi czas zaopatrywali się w paximadia.

Tradycyjne, twarde i ciemne paximadia często były pieczone z jęczmienia, wszechobecnego na Krecie.

Współcześnie mogą być wykonane z różnych ziaren: pszenicy, żyta, jęczmienia, kukurydzy, chleba świętojańskiego i mąki z ciecierzycy. Można je nawet przygotować z kombinacji różnych rodzajów mąki, co oznacza, że przy wyrobie paximadia nic w kuchni się nie marnuje.

Co ciekawe paximadia można zjeść na słodko i wytrawnie. Mogą być deserem, ale również przystawką lub dodatkiem do zup – sprawdzają się idealnie, bo długo nie nasiąkają i trzymają formę. Można je jeść z mlekiem, ale także z oliwą i miodem, z oliwą i czosnkiem lub w sosie pomidorowym. Pokruszone można dodawać jako grzanki do sałatek. Paximadia można zrobić w wersji słodkiej z migdałami – wtedy są bardzo podobne do włoskich biscotti. Można także w nieco bardziej wytrawnej wersji – wtedy przypominają włoską bruscettę. Efekt jest zawsze ten sam – każdy kęs pobudza nasze kubki smakowe i daje radość z chrupania.😊

Moje pierwsze spotkanie z paximadia to dakos (ντακος). Zamówiłam ją, bo chciałam zjeść coś innego, niż popularna grecka sałatka (którą w Grecji z resztą uwielbiam). Jakież było moje zdziwienie, gdy na stole stanęła grzanka utopiona w złocistej oliwie i pomidorach, obficie posypana pokruszoną fetą i oregano oraz oliwkami. Pierwszy kęs był dla mnie dość zaskakujący. Nie spodziewałam się, że mój widelec poczuje opór na talerzu. Gdy jednak pomidory i oliwa z oliwek zaczęły działać, paximadia nieco zmiękła, lecz zachowała swój kształt i chrupkość, tym samym zapewniając mi sycącą, zdrową i bogatą w wrażenia smakowe przekąskę. Pisząc ten tekst musiałam wyjść do kuchni i przygotować sobie tę szybką, ale jakże pyszną grzaneczkę. Swoją drogą, kto by pomyślał, że można coś tak wspaniałego wyczarować z suchara.😉

opr. Agata Synowiec

Źródło: greekreporter.com , paximadi.gr

Wasza opinia