29 maja roku pańskiego 1453, po niemal dwumiesięcznym oblężeniu, stolica Bizancjum została zdobyta przez Turków. Dziś z okazji rocznicy zdobycia przez Turków Konstantynopola spróbuję przybliżyć i wyjaśnić najbardziej pogmatwany i niedomówiony okres z dziejów Grecji. Czas okupacji tureckiej. Odwiedzając Grecję wciąż słyszymy o Wenecjanach, ciągle natrafiamy na ślady ich obecności, więc ta obecność musiała być dłuższa niż czas jakiegoś krótkiego podboju, albo wyprawy łupieżczej. Większość z nas ma w głowie pewien prosty obraz. Ot w XV wieku przyszli Turcy i zajęli na 400 lat Grecję. No to skąd te budowle weneckie? Mi to się mówiąc wprost, nie trzymało kupy. To mi nie grało. A jak mi coś nie gra, to badam i badam aż się wyjaśni. Proszę Państwa, te 400 lat tak naprawdę było okresem panowania Turków i Wenecjan. Nie samych Turków. Upadające Cesarstwo Bizantyńskie było rozdzierane przez Wenecjan, Serbów, Bułgarów, Turków i wielu innych. Jedni przybywali by złupić, inni by się osiedlić, jeszcze inni by przyłączyć ziemie upadającego cesarstwa do swojego państwa. Między wiekiem XIII a XV, wiele miast, z Konstantynopolem włącznie, wielokrotnie przechodziło z rąk do rąk. Patrząc na 9000 lat historii Grecji, to był najbardziej burzliwy okres. Na terenie Grecji swoje księstwa chcieli zakładać rycerze francuscy czy najemnicy hiszpańscy. Republiki kupieckie takie jak Genua czy Wenecja chciały mieć swoje porty i miasta. Sąsiedzi, z Turkami i Serbami na czele, chcieli Grecję po prostu podbić. Do tego mamy rajdy łupieżcze Normanów, Arabów i Rusinów. Takie było ostanie 200 lat istnienia Bizancjum. Cesarstwo upadało, a akurat na terenie Grecji skrzyżowały się interesy wszystkich co chcieli coś z niego urwać. Przecież na terenie Kapadocji czy Anatolii tak nie było. Weszli Turcy i podbili. Może Bizancjum czasowo coś odzyskało albo krzyżowcy zajęli, ale więcej tam się nie działo. To ewenement na skalę historii. Nigdzie nie spotkałem się z takim miejscem, o które tak dużo państw by walczyło jednocześnie i to przez dwa wieki.

Ostatecznie w XV wieku na placu boju pozostali Turcy i Wenecjanie, i to oni podzielili ziemie Grecji między siebie. Były też ziemie nigdy przez obcych niezdobyte. Zazwyczaj górzyste regiony Pindosu, Epiru czy Półwysep Manii na Peloponezie. Turcy i Wenecjanie nie ustalili jakichś trwałych obszarów panowania i nieustannie toczyli ze sobą wojny. Kreta dostała się w ręce tureckie ponad 200 lat po zdobyciu Konstantynopola, a na Kefaloni panowali tylko przez 11 lat. Korfu nie zdobyli nigdy. Wenecjanie w tych zmaganiach nie byli sami, bo z poparciem papieża co chwila tworzyli Świętą Ligę państw chrześcijańskich. W miarę spokojnie było tylko w głębi lądu, który Wenecjan nie interesował, czyli w Macedonii, Tesalii czy Beocji. Tam Turcy rozgościli się na dobre. W miarę, bo co chwila wybuchały powstania. Grecy nigdy nie pogodzili się z panowaniem tureckim. Za broń łapali szybko i nie liczyli się ze stratami. Gdy tylko było okazja, dołączali do Świętej Ligi albo koordynowali z nią swoje działania. To nie byli potulni poddani. Krwawe represje nigdy Greków ani nie złamały, ani nie zmusiły do posłuszeństwa. Starali się przetrwać trudny czas z dumą. Czasami szli na pewne kompromisy, ale nigdy nie zapomnieli kim są i wykorzystywali każą okazję do tego by zrzucić znienawidzone panowanie. Kiedyś spotkałem się z opinią, że weneckie panowanie było dla Greków gorsze z uwagi na wyższe podatki, ale jak na razie nie spotkałem się z informacjami o powstaniach anty weneckich. Zresztą przez 400 lat obecności Turków na Bałkanach, Wenecjanie i Grecy mieli wspólnego wroga, a tuż przed udanym powstaniem anty tureckim, Wenecja została zdobyta przez Napoleona i wcielona do Austro-Węgier. To, co Grecy mogą wypominać Wenecjanom, to ich udział w IV krucjacie, która zdobyła w 1204 roku Konstantynopol i późniejsze rozbiory cesarstwa. Zresztą Bizancjum i Wenecję łączyło coś więcej niż handel i wojny. Wenecja powstała dzięki Bizancjum. Gdy w V wieku naszej ery Italię plądrowały hordy barbarzyńskich Germanów, grupa ludzi schroniła się na niedostępnych bagnach i wysepkach Laguny Weneckiej. Pierwszą pomoc otrzymali od Bizancjum i dzięki Bizancjum się rozwijali. To Bizancjum stworzyło Wenecję i to w Wenecji zamieszkało wielu członków elit Bizancjum, uchodząc przed Turkami. Niezależnie od tego, że Wenecjanie też byli okupantem, Grecy zdecydowanie woleli ich panowanie, o czym dobrze świadczy przykład Monemwazji, która po prostu oddała się pod władze republiki kupieckiej chcąc uniknąć tureckiego panowania. A teraz jak to było pod Turkiem. Turcy wchodząc na ziemie Grecji w XV wieku nie mieli jakiegoś trudnego przeciwnika. Na dobrą sprawę, mieli przeciwko sobie miasta albo jakie skłócone ze sobą księstewka. Lokalni panowie feudalni albo sprzedawali Turkom swoje ziemie, albo płacili im haracze, albo przechodzili na islam. Miasta, które próbowały się bronić czekał straszny los. Zgodnie z tureckim prawem wojennym, miasto, które nie otwarło bram przed armią i było oblegane, po zdobyciu było oddawane żołnierzom. Mogli niszczyć, rabować, mordować czy brać mieszkańców w niewolę.

Saloniki po zdobyciu było tak wyludnione, że sułtan najpierw nakazał mieszkańcom okolicznych wiosek przeprowadzkę do miasta. To jednak nie wystarczyło, więc z własnej kasy wyłożył pieniądze na wykup z niewoli mieszkańców, porwanych po jego zdobyciu. Janina poddała się. Zresztą pod miasto podszedł ten sam turecki generał, który zdobył Saloniki. W mieście wprowadzono ogólne tureckie prawa, bo lokalnych nie zmieniano. Ustalono stawki podatków, wyznaczono gubernatora i zainstalowano turecki garnizon. Greckie miasta pod panowaniem tureckim albo miały tureckiego gubernatora, albo władze sprawował lokalny samorząd. Ziemie wiejskie pozostawione przez bizantyńskich feudałów lub konfiskowane w czasie powstań zagarniał sułtan i rozdzielał jako lenno dla swoich rycerzy. Tak, Turcja miała taką grupę arystokracji wojskowej podobnej do rycerstwa europejskiego. Grecy na wsiach zachowali swoja ziemię, mieli swoich naczelników i mieli płacić podatki. Wszyscy chrześcijanie na terenie Imperium Osmańskiego, poza podatkami handlowymi czy gruntowymi musieli też płacić podatek od bycia nie muzułmaninem, czyli tak zwaną dżizję. Olbrzymią rolę w zarządzaniu ziemiami greckimi odgrywał kościół. Przedstawicielem Greków wobec sułtana był patriarcha Konstantynopola, a duchowni zbierali na wsiach podatki od chłopów. Turcy nie byli dobrymi organizatorami, kwitła korupcja i nepotyzm więc Grecja pod ich panowaniem biedniała. Podatki były czasem tak wysokie, że mieszkańcy uciekali w niedostępne góry. Tak było w przypadku Teb, których okolica jest żyzna i wydawałby się że powinna kwitnąć. Oczywistym ciężarem były wojny nieustannie prowadzone przez Turcję, bo co wojna to nowe obciążenia i nowe podatki. W miarę rozwijały się nabrzeżne miasta czy wyspy, które utrzymywały się głównie z handlu.

W miastach potworzyły się enklawy. Osobne dzielnice dla Greków, Turków, czy Żydów, którzy w olbrzymiej ilości migrowali do Grecji uciekając przed prześladowaniami w zachodniej Europie. Ludzie żyli jakby obok siebie. Każda nacja miała swoje świątynie, swoje miejsca spotkań, swoje szkoły i żyła wedle swoich praw. Każda z nacji miała tez swoje sądy. Turcy wkraczali dopiero, gdy doszło do konfliktu między przedstawicielami różnych nacji. Mieszania się w zasadzie nie nie było, bo ktoś by musiał zmienić wyznanie. Wtedy to było nie do pomyślenia. Chrześcijanom i Żydom za odejście od wiary groził ostracyzm i odrzucenie, a muzułmanom śmierć. Przypadki przejścia na islam jednak były. Rzadkie, ale były. Gdy Turcy zajmowali ziemie Bizancjum to arystokracja wojskowa cesarstwa albo musiała zmienić zajęcie czy stracić majątek, albo przejść na islam. Na islam więc przeszli nawet ludzie z rodów cesarskich w tym Kommenów i Paleologów. W Janinie i okolicach właściciele ziemscy przeszli na islam po pewnym powstaniu, bo Turcy w ramach represji konfiskowali ziemię. Czasem przechodzili na islam kupcy chcąc uniknąć podatku od wyznania, czasem ludzie chcący uniknąć surowego wyroku. Poza sporadycznymi przypadkami nadgorliwych gubernatorów czy paru sułtanów, Turcy ani nie zmuszali do przechodzenia na islam, ani nie turczyli podbitych narodów. Zachęcali, ale nie zmuszali. Kto chciał służyć w wojsku, robić karierę w administracji to sobie na islam przechodził. Zresztą na dworze sułtana byli ludzie różnych narodowości co przeszli na islam by robić tam karierę w administracji czy wojskowości, w tym Polacy. Obowiązkowo na islam musiały przejść dziewczęta z haremów albo chłopcy wcielani do janczarów, czyli gwardii sułtana. To była danina dzieci. Z każdej wioski czy miasta co jakiś czas chrześcijanie musieli oddać Turkom pewien procent dziewczynek i chłopców. Kościoły i klasztory funkcjonowały normalnie, autonomia państwa kościelnego na Atos była przez Turków uszanowana. Jednak najpiękniejsze kościoły Turcy przekształcali w meczety, a w tych istniejących nie wolno było zawieszać dzwonów. Stąd przed niektórymi starymi kościołami i w Meteorach, drewniane i metalowe sztaby w jakich używano zamiast dzwonów. Zgodnie z prawem islamu, chrześcijanom nie wolno było jeździć konno, ani nosić miecza. Dawali Turcy odczuć narodom podbitym, kto tu jest panem. Chrześcijanie czy Żydzi czuli się ludźmi gorszej kategorii. Z okresu jaki teraz sobie omawiamy wychodzi obraz Grecji jako kraju wolnych pasterzy, rolników, kupców i rybaków. brak w nim elit. Co się stało z tymi elitami Bizancjum? Przecież bez elit ludzi tracą swoją tożsamość i poczucie kim są. Wielu migrowało uciekając przed Turkami, głównie do Italii, Francji albo na wyspy pod panowaniem Wenecjan. Ale byli tacy, co zostali. Jako że nie chcieli przejść na islam mogli początkowo zajmować się tylko kupiectwem. Najbardziej znani to Fanarioci z Konstantynopola. To z nich wywodzili się patriarchowie i metropolici, a z czasem, w co trudno uwierzyć, tureccy dyplomaci i gubernatorzy na terenach Rumunii i Mołdawii. W pewnym momencie Turcy zrobili wyłom w swoich zasadach i zaczęli zatrudniać prawosławnych Greków w swojej administracji. Jakim cudem? Proszę Państwa, od czasów klasycznych, Grecy byli najlepiej wykształconymi ludźmi świata śródziemnomorskiego. Byli elitą intelektualną i w Rzymie, i w Imperium Osmańskim. Sułtan chciał mieć namiestników i dyplomatów sprawnych, a nie satrapów co będą mordować wsie i palić miasta, bo się nie umieją ułożyć z poddanymi. Sułtan szukał gubernatorów i bejów pośród lokalnych elit. Zasada była taka. Proponowano rodom szlacheckim na przykład Serbii czy Bośni by przeszli na islam i objęli wysokie stołki w prowincji, ale to się nie sprawdzało. Serbowie przechodzili na islam pozornie, a jak była okazji to sprzyjali wrogom Turcji. Albańczycy, którzy jako cały naród przeszli na islam dbali tak na prawdę tylko o siebie. Służyli w armii, w administracji, ale jak tylko mieli okazję buntowali się, jak Ali Pasza z Epiru. Sułtan więc zaczął polegać na elitach greckich z Konstantynopola czy Smyrny. Grecy to dobrze rozegrali, bo rozłożyli sprawę pozbycia się okupanta w czasie. Dbali o edukację, o świadomość narodową swoich rodaków i tylko pozornie sprzyjali sułtanowi. Czekali na właściwy moment. Skoro mowa o greckich elitach czas w ogóle wspomnieć o kulturze tamtego okresu. Upadek Bizancjum pociągnął za sobą obniżenie poziomu edukacji i kultury, zwłaszcza na terenach wiejskich, opanowanych przez Turków. Jednak Grecy w dużych miastach i na emigracji starali się kulturę utrzymywać na wysokim poziomie.

Do dawnym rodów arystokratycznych dołączyli kupcy, którzy fundowali dla zdolnych uczniów stypendia zagraniczne. Tutaj celowały w tym Janina i Samos. Kupcy z Janiny fundowali mieście szkoły wyższe i drukarnie we Włoszech. I właśnie przez Janinę docierała do kraju literatura grecka, podręczniki czy rozprawy naukowe, które rozsyłano później po całym kraju. Już około roku 1700 opracowano Katarevousę, czyli grekę oczyszczoną z naleciałości tureckich czy słowiańskich. Język naukowy i literacki. To było greckie oświecenie. Kolejną niezwykle ważną sprawa jest fakt, że wraz z epoką renesansu, Europa sobie przypomniała o Grecji. Zaczęto czytać greckich filozofów, rzeźbić i budować jak Grecy i wielka w tym rola elit Bizancjum, głownie uczonych i artystów, którzy schronili się we Włoszech. To one wywołały w Europie modę na kulturę Grecji antycznej. Wykształceni Europejczycy poznają dzieje wojny trojańskiej, dowiadują się o Termopilach, o Atenach i przypominają sobie, że Grecja jest kolebka ich kultury. Gdy wybuchło antytureckie powstanie, Manioci na swoim sztandarze, obok krzyża mieli motto starożytnych Spartan. Z tarczą lub na tarczy. Wiedzieli kim są, kim byli ich przodkowie i kulturę jakiego narodu kontynuują. A wpływ kulturowy Turcji? To Bizancjum wpłynęło na kulturę turecką, nie odwrotnie. Sztuka turecka ma się tak do bizantyńskiej jak gotyk do rzymskiej, po prostu powstała w oparci o nią. Turcy rozwijają sztukę Bizancjum dodając do niej zaczerpnięcia z perskiej. Meczet Sulejmana w Konstantynopolu, zbudowany przez Mimara Sinana jest wzniesiony na wzór Hagia Sophii. Meczet Błękitny zbudował z kolej Mehmet Aga, uczeń Sinana, też na wzór Hagia Sophii i to 1000 lat po jej wzniesieniu! Więc jaki mógł być wpływ kulturowy Turcji na Grecję? Upadek Konstantynopola, nie zniszczył kultury greckiej. Z jednej strony rozwinęła się ona jako sztuka turecka, z drugiej migracja artystów i naukowców greckich do Włoch wywołała renesans. Taka jest siła tej kultury, że zdobywcy się jej poddają. Żeby zobaczyć sobie Grecję turecką, najlepiej wybrać się do Janiny. To miasto chyba najlepiej zachowało ten charakter. Meczety ocalały, jest i medresa i parę dobrych muzeów. I bardzo dobra jaskinia jak się komuś dzieci znudzą łażeniem po zabytkach. Wspominając rocznice upadku Konstantynopola, proszę się szykować na odcinek kolejny, o wyzwoleniu spod panowania Turków. Od Wenecjan nie trzeba było…

Tekst: Christian Arnidis, badacz dziejów Grecji, autor przewodnika „Moja Grecja”

Wasza opinia