Kilka dobrych lat temu, mój znajomy z Peru – Hektor, wpisał do mojego kalendarza dedykację, zawierając sentencję w swoim ojczystym języku. Nie powiedział mi wówczas, co napisał. Wielokrotnie pytany – nie chciał odpowiedzieć. Do dzisiaj tego nie wiem…

Akt pisania, stawiania znaku, wszystko to, oprócz ról magicznych, związane było z funkcją pamięci. W swojej pierwotnej formie pismo piktograficzne, nie mogło jeszcze spełniać zadań zapisywania z tak wielką dokładnością, jak pismo współczesne.

Pismo piktograficzne nie mogło zatem mówić o wszystkim z taka swobodą, jak pismo współczesne. Odnotowywało raczej najważniejsze momenty w historii danej społeczności, modlitw i obrzędów, które i tak musiały być przekazywane w całości ustnie i w ten sposób przechowywane w pamięci i przekazywane następnym pokoleniom. Przekaz ustny był zatem niezbędny przy niedoskonałości zapisu graficznego.

Wiele wody musiało przepłynąć w rzekach, zanim rozmaite formy zapisu mogły powoli przejmować domenę pamięci.
Przez długie później wieki, w czasach świetności kultur greckiej i rzymskiej i później w średniowieczu, ćwiczono pamięć i proces zapamiętywania, aby móc sprostać przyswajaniu długich traktatów, nauk i obszernych przemów.

Dopiero współczesność dokonała obszernej zmiany w tym zakresie, wprowadzając ogólnie dziś dostępne środki rejestracji, powielania, powtarzania i przetwarzania.
Mechaniczny zapis dźwięku i obrazu – video, druk, internet, telewizja, film, radio, prasa, druk, ksero etc. – zaczął odgrywać rolę sztucznej pamięci. Ma to różnorakie znaczenie dla człowieka, jako jednostki: z jednej strony powiększyło to wymiernie mocno zdolności zapisu i tym samym możliwości człowieka, z drugiej jednak strony – znacznie osłabiło jego zdolności zapamiętywania. Taka to już odwrotna zależność na zasadzie – im więcej siedzisz, tym mniej stoisz.

„Pismo, nie mogąc się obyć bez zmysłowo-przestrzennego oglądu, wprowadza przestrzenność w czasowość dźwięku i myśli (…). Pismo, to niebezpieczny zalążek choroby, niszczy ono pamięć, jest trucizną dla myśli. Jeśli bowiem myśl raz zawierzy zewnętrznym znakom, to przestanie polegać na sobie samej, na własnym wnętrzu i w konsekwencji stanie się w pewien sposób nieobecna dla samej siebie”.

Niestety lub „stety” na język skazani jesteśmy – lepszego sposobu na swobodny przepływ i uzewnętrznianie myśli, póki co, nie znamy. Z niecierpliwością zatem czekajmy na rozwój komunikacji telepatycznych;-), wolnych od uziemienia w postaci pisma, czy mowy!

pami1Erna Rosenstein, polska malarska i poetka żydowskiego pochodzenia, urodzona we Lwowie w 1913r, nie żyjąca już od 10 lat, chcąc jakby zatrzymać tę „falę postępu”, w pracy zatytułowanej: „Księga wiecznej pamięci”, własnymi dłońmi dokonuje zapisu swego otoczenia. Wierszami oraz obrazami traktuje o nieodwracalnym upływie czasu, czego owa księga ma być żywym zaprzeczeniem. Artystka słowem i obrazem „zatrzymuje” odchodzące osoby, znikające słowa i wspomnienia.

Zapytana na wernisażu swoich prac („Poetyckie widzenia”, 2001r.) w poznańskiej galerii Ego, czy jest różnica między pisaniem i malowaniem, odpowiedziała: – dla mnie nie ma żadnej. Moim zdaniem wszystko się ze sobą łączy, wszystko na siebie ma wpływ. Nie może być malarstwa bez poezji, ani poezji bez malarstwa. Zawsze, kiedy chcę coś napisać, czuję, że mi to umyka. Tak samo a właściwie jeszcze trudniej jest z malowaniem obrazu (…)”.

Zarówno pismo jak i obraz stały się więc substytutem pamięci, będąc przy tym nie czynnikiem twórczym, lecz pewną formą zapisu i utrwalenia rzeczy już stworzonej.
Ale pomimo potęgi pamięci, jej rzekomej nieskończoności, istnieją „rzeczy” niemieszczące się w jej niezliczonych pokładach. Jesteśmy ich świadomi, jednak nie możemy ich objąć rozumem, tym bardziej pojąć.

Św. Augustyn mówi: – Czymże więc jestem Boże mój? Co jest moją naturą? Zmienne, różnorodne życie, straszliwie bezgraniczne. Na polach mojej pamięci, w pieczarach jej niezliczonych i przepaściach – bezmierne – nie do policzenia mnóstwo rzeczy najróżniejszych. Rzeczy materialne są tam poprzez swe obrazy. Zasady nauk trwają same przez się. Wzruszenia – poprzez jakieś idee albo zapisy, dzięki czemu dusza również wtedy, gdy ich nie doznaje, ma je w pamięci; a cokolwiek jest w pamięci, to jest i w duszy. Wszystkie te rzeczy przebiegam i przelatuję, jak zechcę, a nieraz się w nie zagłębiam dokąd zdołam, lecz nigdzie nie znajduję dna. Taka jest siła pamięci, taka jest siła życia w człowieku żyjącym – chociaż jest on śmiertelny. Cóż więc mam uczynić, o prawdziwe Życie moje, Boże mój? Wyjdę i poza tę moc, która się nazywa pamięcią, przekroczę ją, aby się wznieść do Ciebie, o Światło błogie!(…) Przekroczę więc i pamięć, aby dosięgnąć tego, który mnie oddzielił od czworonogów i uczynił mądrzejszym od ptaków niebieskich. Nawet pamięć przekroczę. Lecz gdzie Cię odnajdę, prawdziwie niezawodna słodyczy? Gdzie odnajdę Ciebie? Jeśli Cię odnajdę poza moją pamięcią, to nie będę Cie pamiętał. A jakżeż w ogóle mam Cię znaleźć, jeżeli Ciebie nie pamiętam? Kobieta, która zgubiła drachmę, szukała jej przy świetle lampy. Gdyby tej drachmy nie pamiętała, nie mogłaby jej znaleźć.”.

Człowiek nie może być więc z góry zdeterminowany, pozornie wolny, a jednak zamknięty w ramach własnej pamięci. Musi być wolny od samego siebie, gdyż jego umysł potrafi wznieść się ponad te ograniczenia. Podświadomie szuka dna, kresu, granicy, aby do niej dotrzeć lub ją przekroczyć i iść dalej.

Erna Rosenstein, podczas wspomnianego wernisażu mówiła:
„(…) Jak pan chce, trochę opowiem o tych latach, ale zaznaczam, że nie jestem odpowiedzialna za to, co mówię. Mogę pamiętać rzeczy na swój sposób. Dużo wydarzeń zaokrągliło się w mojej głowie…”

Piotr Paraniak