Wśród wysokich, betonowych bloków, na przeciwko szkoły, znajduje się mały betonowy domek z ogródkiem. Być może nikt na niego nie zwróciłby uwagi, gdyby nie mur, na którym jest ślicznie namalowany wiejski krajobraz Grecji. I o tej historii być może nigdy bym się nie dowiedziała i nie mogłabym jej przekazać dalej, gdyby … Posłuchajcie, a raczej przeczytajcie, cóż takiego się wydarzyło i jaka historia się za tym kryje.

Największym przyjacielem człowieka jest pies! I to właśnie spacery Sylwii R. z jej ukochanym czworonogiem zaprowadziły ich pod dom niesamowitego staruszka. Mur, który go otacza, jest tak niebywały, że większość osób, które przejdą obok będą podziwiać kunszt owego Greka. Malowidło a może rzeźba?

Starszy pan stał w ogródku. Sylwia R. przywitała się i pochwaliła jego misterną pracę, którą włożył w swój dom. Artysta spojrzał na nią trochę z podejrzliwością, gdyż nie bardzo wierzył w jej słowa. Zapytał śmiało, czy mówi poważnie, czy może czasem żartuje. I tak nawiązała się typowa, przyjemna grecka pogawędka. Ów staruszek postanowił pokazać jej wnętrze domu i resztę dzieł, które tworzył przez ostatnie lata! Przecież to jak galeria. Na ścianach wisiały ozdobione małe lustra, na podłodze malowane przez dziadkowe ręce kwiaty, a od góry po sam sufit widniały różnej wielkości obrazy przeplatające się z narysowanym bezpośrednio na ścianie greckim krajobrazem, trochę podobnym do tego jaki widziała na zewnątrz. Okolice okien i drzwi też doczekały się swoich malowideł. Tylko podziwiać i gratulować takiego talentu i tej precyzji. Każdy szczegół, nawet ten najmniejszy dało się zauważyć. Za pozwoleniem starszego pana Sylwia R. wykonała kilka fotografii a potem poświęciła swój czas na krótką rozmowę. Przekonała się, że to niezwykła postać, która tak właściwie mieszka prawie po sąsiedzku. Okazało się, że jest to miły, towarzyski człowiek lubiący mówić o swojej pasji i historii Grecji, którą widać w każdej jego pracy. Po sympatycznej pogawędce starszy pan wręczył jej swoją wizytówkę.

Sylwia R. zdecydowała podzielić się tą historią by móc uświadomić ludzi, że obok nas żyją postacie takie jak nowo poznany człowiek! Niestety ich pokolenie ma bardzo ograniczony dostęp do internetu a nawet w ogóle go nie posiada. I nie ma mocy przebicia się w dzisiejszych czasach!

Ten starszy pan przyszedł na świat w 1940 roku w uroczym mieście Mesolongi (Μεσολόγγι), w mieście, w którym zmarł jeden z największych angielskich poetów – Lord George Gordon Byron. Ale Lord nie jest tu naszym bohaterem. Naszym bohaterem jest rodowity Grek – Christos Tsintzos. Do Aten wraz z rodzicami przybył w 1949 roku. Potem „zaręczył się” z malarstwem i do dziś maluje w domu, gdziekolwiek jest to możliwe. Jego życie nie było i nie jest łatwe, lecz panuje w nim dobro i harmonia.

W latach dzieciństwa narodziło się jego wielkie marzenie jakim było rysowanie i malowanie. W pewnym momencie zaczął tworzyć obrazy pojawiające się w jego wyobraźni. Jego sztuka charakteryzuje się „dziecinną” prostotą. Pełno w niej kolorów czy elementów ludowych. Jak sam mówi, zawsze maluje ze swojej wewnętrznej potrzeby i pragnie swoją pracą dzielić się z innymi ludźmi. Na światowe salony ze swoimi pracami wkroczył dopiero w 2004 roku. Przy wsparciu i pomocy kolegi dotarli do emerytowanego profesora historii sztuki. Profesor ten stał się stróżem i promotorem jego twórczości. Na sześciu stronach napisał bardzo pochlebną recenzję i analizę dzieł, które starszy pan do tej pory stworzył. Kiedy ta profesorska ocena dobiegała ku końcowi, historyk sztuki pisze, że ten utalentowany malarz dzięki swym obrazom ukazuje nam świat, który widzi marzycielskimi oczami małego dziecka. Są pełne poetyzmu i optymizmu. Jest to interesujące, piękne, ale też bardzo wzruszające. Widz widząc te prace, w których widać najmniejszy szczegół nie powinien przejść obok nich obojętnie. Oglądając je można poczuć podziw i poruszenie.

Ta recenzja napełniła naszego bohatera wielką radością i dumą. Odwagą i siłą. Dodała skrzydeł, by mimo już swoich przeżytych lat malować dalej. Te dobre zdarzenia i motywujące spotkania z sprzyjającymi mu ludźmi sprawiło, że miał przysłowiowe 5 minut w swojej krótkiej, artystycznej karierze. Jedna z telewizji greckich zaprezentowała jego prace, w dwóch gazetach pojawiły się pozytywne opinie ze strony krytyków sztuki, w latach 2005 – 2007 jego obrazy wystawiono m.in. w Akademii Ateńskiej czy w takich miastach jak Larissa, Volos a nawet w Nowym Jorku przy ONZ (wrzesień 2006). Ostatnio jego prace zostały przedstawione w listopadzie i w grudniu w jubileuszowym roku 2020, na wystawie «Termopile-Salamina» w historycznych pomieszczeniach Generalnego Archiwum Państwowego w Atenach. Wydarzenie to, upamiętniające słynne, wojenne starcie na lądzie i na morzu z Persami w 480 roku p.n.e., miało wypromować współczesnych greckich artystów ludowych.

Nieskrępowane myśli, twórcza ekspresja, autentyczność i wrażliwość to cechy, które przypisuje się temu samoukowi, starszemu greckiemu malarzowi, któremu udało się w ostatniej chwili wybić nieco z tłumu. Czy ta historia 81-letniego pana już przygasza? Mam nadzieję, że jednak nie. Głęboko wierzę, że będzie jeszcze kontynuacja tej jego niesamowitej malarskiej przygody.

*Historia została opowiedziana przez Sylwię, która od wielu lat mieszka w Atenach.

Agnieszka Płotkowska
Witaj Grecjo