foto. Marzena Mavridis

Istotną rolę w odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie – budowli ucieleśniającej niepodległość i świetność Rzeczypospolitej, odegrali Polacy na emigracji. Ich starania wyprzedziły nawet oficjalne, państwowe decyzje – podkreśla Bożena Radzio, historyk sztuki specjalizująca się w historii odbudowy Zamku.

Nie bez powodu decyzję o dalszych losach Zamku Królewskiego w Warszawie podjął we wrześniu 1944 r. sam Adolf Hitler: wydając rozkaz całkowitego zniszczenia tej budowli przez wysadzenie, chciał „wysadzić” symbol polskiej państwowości, niezależności i niepodległości. Uderzyć w samo serce. Mimo że niszczenie Zamku zaczęło się jeszcze we wrześniu 1939 r. i potem sukcesywnie trwało przez całą wojnę.

Rozumiejąc rolę tej budowli i zgromadzonych w niej historycznych skarbów, polscy muzealnicy z narażeniem życia od pierwszych dni wojny próbowali ratować, co się dało. Kilku nawet przypłaciło to życiem. Wiedząc, że z pewnością po wojnie zapadnie decyzja o odbudowie tej cennej budowli, „wydłubywali” wręcz całe detale architektoniczne, fragmenty murów, mozaik i ścian, aby nowy Zamek był jak najściślej złączony ze swoim oryginałem.

Jednak decyzja o odbudowie nie zapadła wcale od razu. Wiemy, że początkowo władze PRL nie chciały się na to zgodzić, a największym przeciwnikiem tego pomysłu był Władysław Gomułka. Od początku jednak samo społeczeństwo, Polacy, szczególnie zaś historycy i miłośnicy sztuki liczyli na to i dążyli do tego. Oprócz działających na miejscu już od 1945 r. społeczników wielką rolę w formowaniu się przyszłego komitetu odbudowy Zamku odegrała również polska emigracja, szczególnie ta w Londynie. To tam w 1967 r. uformował się londyński Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie, zatem było to, zanim w 1971 r. zapadła oficjalna decyzja na szczeblu państwowym.

Inicjatorzy obudowy Zamku od początku dbali o to, by było to dzieło społeczne, niefinansowane ze środków państwowych, lecz wyłącznie ze składek Polaków. Odkąd w styczniu 1971 r. uformował się oficjalny polski Komitet Odbudowy Zamku, do jego siedziby na placu Zamkowym przychodzili nawet zwykli ludzie, przynosząc różne cenne dary i pamiątki, które można było spieniężyć. Szybko zapełniały się też ustawione w dwóch punktach Warszawy wielkie skarbony. Nie brakowało też i takich, którzy przynosili pamiątki historyczne, mające w przyszłości wzbogadzić zamkowe zbiory.

Społeczny wymiar objawiał się również tym, że od początku w działania merytoryczne zaangażowane były najróżniejsze polskie środowiska, tak by dzieło to przede wszystkim łączyło. Wspólnie pracowali nad tym nieodpłatnie zarówno architekci, konserwatorzy dzieł sztuki, dekoratorzy, specjaliści od renowacji antyków, najróżniejsi rzemieślnicy, jak i historycy, etnografowie. Pracami Pracowni „Zamek” od samego początku kierował prof. Jan Bogusławski. Ich zadaniem było nie tylko wierne odtworzenie pierwotnej bryły Zamku, ale również jego wnętrz wraz z wyposażeniem. Choć pracowali właściwie już od 1956 r., to ich działania mogły nabrać tempa, dopiero gdy zgodę na odbudowę wyraziły władze państwowe.

Pierwszą cegłę na placu budowy wmurowano 17 września 1971 r., a już w lipcu 1974 r. gotowa była bryła Zamku w stanie surowym. Wtedy też uruchomiono niedziałający od 35 lat zegar zamkowy na charakterystycznej wieży zegarowej. Nietrudno dostrzec, jak wielkie było to tempo prac, zwłaszcza w kontekście czasów PRL. Dla publiczności odrestaurowane wnętrza zamkowe, wraz z wkomponowanymi w nie detalami ocalałymi dzięki przedwojennym muzealnikom, oddano w sierpniu 1984 r. Prace jednak trwały nadal, a ich ważnym elementem było oddanie do użytku Pałacu Pod Blachą kilkanaście lat później (2008), odbudowa tzw. Arkad Kubickiego zakończona w 2009 r. czy niedawne udostępnienie ogrodów zamkowych.

Gdy jednak mówimy o tzw. restytucji Zamku Królewskiego, mamy na myśli coś znacznie więcej niż tylko odbudowę gmachu czy odtworzenie historycznych wnętrz. W tym dziele chodzi przede wszystkim o odtworzenie charakteru Zamku, z jego kulturalną i społeczną funkcją. Bardzo na tym zależało zwłaszcza pierwszym inicjatorom jego odbudowy. Nie chcieli budować wielkiej makiety czy sztucznego gmachu pozbawionego życia. Chcieli Zamku wraz z tym, czym był przez wieki: symbolu prężnego, niepodległego państwa, ale też symbolu tego, co Polacy jako naród w swojej historii przeszli. Tak jak oni Zamek był okradany i niszczony, i tak jak oni – okazujący sobie solidarność w czasach zawieruchy – podniósł się dzięki ich solidarności i zaangażowaniu.

Właśnie trwają czteroletnie obchody 50. rocznicy tych wydarzeń.

Bożena Radzio – historyk sztuki, kustosz zbiorów fotograficznych i kuratorka wystaw Zamku Królewskiego w Warszawie

Tekst ukazał się na portalu „DlaPolonii”