„…Na placu Pigalle !” Wielu Polaków z tym właśnie miejscem kojarzy kasztany jadalne, bo kto nie pamięta sceny z popularnego polskiego serialu filmowego „Stawka większa niż życie”? I nie zaprzeczam, że to właśnie tam w Paryżu są najlepsze pieczone kasztany, ale ja swoją przygodę kulinarną z kasztanem jadalnym przeżyłam w dość odległym od Paryża miejscu.

Od kilku tygodni w Salonikach, wzdłuż wybrzeża, zapach pieczonych kasztanów kusi spacerujących mieszkańców i odwiedzających Saloniki turystów. Spoglądałam w stronę tych stoisk z pewną dozą nieśmiałości, zastanawiając się, co takiego piecze się na ruszcie, aż wreszcie któregoś dnia na ulicznym targu zobaczyłam brązowe, świecące w słońcu owoce kasztanów.

W tym samym czasie na cityportal.gr pojawiła się informacja o „Kastanou Festiwal 2019” w Livadi w gminie Thermi. I to był pretekst do tego, by zainteresować się tym specyfikiem. Zaczęłam więc przeglądać zasoby Internetu i przygotowywać do spotkania ze smakiem jadalnych kasztanów. Po pierwsze, chciałam wiedzieć od jak dawna kasztany jadalne królują w greckiej tradycji kulinarnej. Otóż są w niej obecne już od starożytności, kiedy to nazywano je „żołędziami Zeusa”, a uprawia się je głownie w rejonach: Macedonii, Tesalii, na wyspie Lesbos oraz na górzystych terenach Krety i Peloponezu. Jak wydobyć smak kasztanów? Surowe smakują podobnie jak orzech laskowy lub młody orzech włoski (bez skóry), ale najlepiej smakują prażone na rozżarzonych węglach, opiekane w drucianych bębnach obracanych, by zapobiec przypaleniu. Po upieczeniu kasztany uzyskują słodki smak i najlepiej kosztować je z czerwonym wytrawnym winem…mmm na samo wspomnienie dostałam ślinotoku 😊 Ale, ale! Kasztany jadalne poza doznaniami smakowymi niosą za sobą również właściwości lecznicze. Można w nich znaleźć znaczne ilości wzmacniających układ odpornościowy i nerwowy witamin z grupy B i sporo obniżającego ciśnienie potasu oraz innych minerałów. Choć kasztany jadalne to produkt dość kaloryczny, to ma w sobie dużo błonnika, a tłuszcz w nich zawarty to aż w 2/3 tłuszcze nienasycone. Więc jak najbardziej na zdrowie 😊

Z głową wypełnioną tymi wszystkimi ciekawostkami oraz informacjami z ogłoszenia, jak dojechać do Livadi i co nas czeka na miejscu (duża ilość kasztanów, przysmaków, wina, mnóstwa tańca i imprez), wyruszyliśmy (ja i mój niezawodny kierowca Mąż😉 oraz nasi znajomi) w niedzielne popołudnie w stronę Góry Chortiatis.

Okazało się bowiem, że miejscowość położona jest ponad 700 m n.p.m. i żeby do niej dojechać trzeba pokonać drogę pełną zakrętów, ale jaką drogę? Piękny krajobraz, wzgórza porośnięte wrzosem, przy których w rzędach stoją dziesiątki uli, spacerujące luzem krowy, w dole troszkę ograniczony, ale jednak piękny widok na okolice Salonik…po prostu cudnie!


A na miejscu? Zapach pieczonych kasztanów uderzał w nozdrza z daleka. Kłęby dymu i głośna muzyka kierowały nas w stronę centralnego placu w wiosce, gdzie odbywała się impreza. Tłumy uczestników festynu zgromadzone wokół sceny, na której prezentowali się tancerze. Następni w kolejkach do darmowych porcji kasztanów i wina, inni spacerujący wzdłuż głównej drogi i kupujący miód, nalewki, loukoumades, halvas, czy gojnik i oregano. Jeszcze inni z apetytem spożywający greckie przysmaki w tutejszej knajpce.

Na koniec Ci, którym grecka muzyka nie jest obojętna wyruszyli tanecznym krokiem, w rytm wygrywanych melodii, by w tańcu uczcić obchodzone święto. Istna feeria barw, dźwięków, zapachów i smaków….Trudno to wszystko opisać słowami. Dlatego…następne zbiory kasztanów znów będziemy świętować z mieszkańcami wioski Livadi i teraz już serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy czują takie klimaty, do spędzenia pewnego październikowego popołudnia w 2020 roku, wysoko w górach…

Teskt: Agata Synowiec
Zdjęcia Agata Synowiec, Agnieszka Baran

Wasza opinia