Lato! Lato w pełni i czas na plaże!
Obiecaliśmy Wam drugą część o Nafplio i tym samym chcemy pokazać wam, najpiękniejszą według nas, atrakcję tego miasta oraz kilka propozycji plażowania. Tak dobrze czytacie, kilka i każdy coś znajdzie dla siebie!

Ten sezon postanowiliśmy rozpocząć od Nafplio. Niesamowicie urokliwe miasteczko w samym sercu Peloponezu.

Nafplio było pierwszą stolicą niepodległej Grecji w latach 1823-1834, a od obecnej stolicy Grecji Aten dzieli je ok. 150 km.

Urokiem naszych wyjazdów jest to, że staramy się unikać autostrad i przemierzać te kilometry po prawdziwej Grecji.

Aby dostać się do tej miejscowości polecamy Wam boczne drogi, jeżeli jedziecie od strony Aten, bo droga jest malownicza i warta każdego dodatkowego kilometra. Krajobrazy wynagrodzą.

Zaczynamy przygodę!

W pierwszej części pisałam, że zdobyliśmy Palamidi na rowerach, ale w tym dniu ujrzeliśmy coś jeszcze!

Pedałując pod górkę w stronę Palamidi naszą uwagę przykuł rozciągający się na rozwidleniu dróg wspaniały widok. Jednak by dotrzeć do zamku musieliśmy skręcić w prawo i sprawdzenie tej panoramy zostawiliśmy na drogę powrotną.

Po zdobyciu Palamidi zjechaliśmy do skrzyżowania i skręciliśmy w prawo by sprawdzić co się kryje za tą górką. Instynkt nas nie zawiódł.

Naszym oczom ukazały się serpentyny prowadzące prosto do pięknej plaży Karathonas. Nawet nie wiecie jak bardzo chcieliśmy zjechać tymi serpentynami by dotrzeć tam jak najszybciej i zanurzyć się w tym błękicie!
To jednak musiało poczekać, ale my tu wrócimy!

Tymczasem wróciliśmy na obraną wcześniej trasę i piecio kilometrowym zjazdem dotarliśmy do miasteczka. Przejechaliśmy je całe, zwiedziliśmy najważniejsze atrakcje turystyczne miasta, o których pisałam w pierwszej części artykułu i trzeba było już wracać do Aten.

Przez kolejne dni nie mogliśmy jeść ani pić przez ten zostawiony w Nafplio widok.

Nie ma co się katować, trzeba tam wrócić i zobaczyć to z bliska – taka zapadła decyzja.

Okazja natrafiła się już po dwóch tygodniach od ostatniej wizyty w tym miasteczku.
Z ogromną radością przemierzaliśmy pola i lasy. Po uśpionych wioskach, przez pola winogron, przez sady oliwne jedziemy odkryć jedną z najcudowniejszych ścieżek jakie dotychczas wiedzieliśmy.

Wczesnym niedzielnym rankiem dotarliśmy do dawnej stolicy Grecji!

Cel był jeden! Obrać drogę w stronę plaży Arvanitias a później dalej ku przygodzie.
Drogi do tej plaży są dwie. Jedna ta najprostsza i asfaltowa dla aut znajduje się zaraz obok historycznych wrót – bramy do miasta Pili tis Ksiras (Πύλη της Ξηράς).

Warto tutaj wspomnieć, że Brama Lądowa została zbudowana w 1708 roku przez francuskiego inżyniera i zastąpiła wcześniejszą bramę pochodzącą z pierwszej okupacji weneckiej. Było to jedyne wejście do miasta drogą lądową. Brama byłaby zamykana o zachodzie słońca. Kto po tym czasie został na zewnątrz, musiał nocować poza miastem. Przed bramą znajdowała się fosa wypełniona wodą morską, która biegła wzdłuż wschodniego muru miasta. Dostęp możliwy był jedynie przez drewniany most zwodzony.
I dokładnie tam znajduje się prosta i łatwa droga na plażę.

My jednak nie idziemy na łatwiznę! Mamy swoje drogi!

Nasza ścieżka do plaży ukrywa się z tyłu za zamkiem, by do niej dotrzeć trzeba przejechać lub przejść miasteczko piękną promenadą, wzdłuż której dumnie wyznaczają kierunek palmy. Dojeżdżamy do miejsca gdzie można podziwiać po prawej stronie Bourtzi, a po lewej stronie znajduje się początek naszej przygody.

Przejeżdżamy obok murów zamku, kierujemy się w stronę Ναυτικός Όμιλος Ναυπλίου czyli Klubu żeglarskiego Nauplion.

Niech Was nie odstraszy zamknięta łańcuchem i kłódką brama. To ma zniechęcić mniej ciekawskich, czyli nas to nie dotyczy! Nam tylko dodało to więcej odwagi do tego by wstąpić na obraną ścieżkę. Wystarczy znaleźć wyjście z tej sytuacji. Złapaliśmy rowery pod pachy i wydeptaną drogą, tuż obok bramy przeszliśmy na „ciemną stronę”! Nie mogliśmy teraz odpuścić! Musimy! Musimy wejść i zobaczyć co tam jest takiego zakazanego!

Kto obierze właśnie tę drogę zrozumie co poczuliśmy. Cała ścieżka, którą będziemy jechać znajduje się pomiędzy morzem a górą, na której dumnie stoi Palamidi.

Wsiadamy na rowery i zaczynamy zwiedzać. Daleko nie pojechaliśmy, bo już po kilkunastu metrach mamy pierwszą atrakcję.

Kościół Panagitsa (Ναός Παναγίτσα). Malownicza i zabytkowa kaplica. Niestety kapliczka była zamknięta.

Jednak krajobraz jaki ujrzeliśmy z tego miejsca jest wart każdego schodka, który prowadzi do tej kaplicy. Nawet drzwi i samo wejście robi niezapomniane wrażenie. To trzeba zobaczyć!

Po zachwytach krajobrazowych wróciliśmy na trasę. Wsiadamy na rowery by po chwili znów z nich zejść, bo zaraz za rogiem ukazał nam się kolejnym piękny widok, który trzeba uwiecznić w pamięci.

Tunel w skale! Stanęliśmy i podziwialiśmy.

Można usiąść na betonowych ławeczkach i zatopić się w horyzont! Moglibyśmy tu tak siedzieć godzinami, ale czujemy, że im dalej tym bedzie piękniej.

Kolejna próba jazdy na rowerze,ale tym razem mogliśmy jechać i podziwiać. Po naszej lewej stronie mieliśmy potężne skały, na których figlarnie rosły kaktusy. Porośnięte niezliczoną ilością kaktusów skały ukazywały piękna symbiozę w naturze. Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy.

Ale trzeba być bardzo czujnym, bo krajobraz zmieniał się z każdym pokonanym metrem.
Z tunelu w skale po chwili wjechaliśmy w tunel utworzony przez drzewa, które dały nam trochę osłony przed słońcem. W tak zacienionym, zielonym i naturalnym tunelu dojechaliśmy do kolejnej zamkniętej na łańcuch bramy. Jednak nie ma co się martwić, tuż obok znajduje się mocno udeptana ścieżka, która prowadzi prosto na wspomnianą wcześniej plażę Arvanitias. Tu możecie zakończyć swoją przygodę i zejść w dół do kamienistej plaży rozłożyć ręczniki i cieszyć się dniem. Ale jak macie jeszcze siłę to zapraszam do mniej znanej części tej ścieżki.

My wyjeżdżamy na główny parking. Z tego miejsca można wrócić droga asfaltową prosto do wspomnianych wcześniej wrót miasta lub tak jak my ruszyć na prawo i znów wrócić na ścieżkę przygód krajoznawczych.

Już na samym początku wita nas rząd kłaniających się morzu drzew, dający spacerującym cień i ochronę przed palącym słońcem. Droga robi się bardziej dzika. Pod kołami czujemy ubitą ziemię i malutkie kamienie. Na każdym kroku widzimy rzędy krzewów z różnokolorowymi kwiatami. Dziką alejką kierujemy się w wzdłuż wybrzeża do upragnionego celu.

Co jakiś czas stajemy i siadamy na ławeczkach by podziwiać to piękno natury.
Po drodze widzimy ukryte małe ścieżki, które prowadzą do kilku dzikich plaż.

Neraki beach mała ustronna dzika plaża, z której roztaczają się piękne widoki na morze. Jeżeli wam się poszczęści może być to wasza prywatna plaża z wspaniałą scenerią. A w jesiennej odsłonie można tu spotkać stado delfinów.

Nudist corner wejście na tą plażę znajduje się tuż obok rzędów małych palm.

Small beach malutka kameralna plaża, gdzie można odnaleźć wytchnienie.

Rocky Unnamed Beach to już ostatnia propozycja z dzikich plaż, które widzieliśmy podczas jazdy.

Jak widzicie jest w czym wybierać od dużej dobrze zorganizowanej plaży, aż po totalnie dziką skalistą. Znajdują się one praktycznie jedna obok drugiej.

My jednak mamy ochotę dokończyć naszą przygodę na wcześniej już upatrzonej plaży, która jest na końcu tej naturalnej promenady.
Sceneria się zmieniła i teraz mamy bardziej surowy krajobraz. Skały, kamienie i morze.

Zjechaliśmy z małej górki i w oddali zobaczyliśmy nasz cel!

Karathonas (Καραθώνας) plaża, która zauroczyła nas od pierwszego momentu kiedy ją ujrzeliśmy.

Początkowo plaża nie robi dużego wrażenia, choć liczne drzewa zachęcały do położenia się u ich stóp i odpoczynku w cieniu. Małe rybackie łódki przycumowane do portu i lokalni rybacy upatrzyli sobie to miejsce jako bazę. Jedziemy dalej szukać naszego miejsca do odpoczynku.

Już trochę dalej coraz więcej ludzi, kamperów, namiotów. W samym środku plaży znajdziemy całkowicie zorganizowane miejsca do plażowania z mnóstwem atrakcji wodnych sportów, tawerny, kawiarnie, leżaki. Długa i szeroka piaszczysta plaża z krystalicznie czystą wodą. My pojechaliśmy, aż na drugi koniec plaży , tak by dokładnie poznać to miejsce i postanowiliśmy wrócić na początek plaży gdzie znajdowały się wysokie potężne drzewa więc mogliśmy schować się pod nimi przed upałem.

Usiedliśmy, uśmiechnęliśmy się do siebie i wskoczyliśmy do morza! Cudowne uczucie!
Na plaży spędziliśmy ponad dwie godziny a później ruszyliśmy w drogę powrotną.
Perspektywa dzikiej promenady w drodze powrotnej jest całkowicie inna. Ujrzycie całkiem nowe oblicze tej ścieżki. Bądźcie czujni na krajobraz, bo tylko w drodze powrotnej ujrzycie taki widok na klify i plaże leżące u ich stóp.

Przepiękne naturalne obrazy ukazujące jedność morza, gór i nieba.

Nawet nie wiem kiedy dojechaliśmy do głównego parkingu przy plaży Arvanitias.
Cała trasa w jedną stronę od samego klubu żeglarskiego ma około 6 km. Czyli dzisiaj pokonaliśmy tylko lub aż 12 najpiękniejszych kilometrów w Nafplio.

Wydawałoby się, że nasza podróż tutaj już się kończy i powinniśmy obrać drogę w dół do miasteczka by powrócić do centrum.

Jednak nasz wzrok padł na tabliczkę Akronauplia (Ακροναυπλία) i na drogę prowadzącą ku górze. Jeszcze mieliśmy niedosyt tych pięknych widoków, które zobaczyliśmy na ścieżce. Nasza ciekawość pchała do tego by odkrywać i odkrywać coraz więcej.

Postanowiliśmy się wspiąć pod tę górkę i zobaczyć co tam się kryje. Nasze wysiłki zostały nagrodzone najwspanialszymi widokami na miasto.

Nafplio można było podziwiać z każdej strony! Spędziliśmy w tym miejscu ponad godzinę, zachwycając się piękną panoramą. Każda kropla potu była warta tych chwil, emocji i wrażeń których doznaliśmy podczas zwiedzania tego miejsca. Są to mury obronne całego miasta więc z tego punktu wydaje mi się, że są tam najpiękniejsze widoki jakie możecie znaleźć.

Nie jest sztuką odwiedzić miasto lub miejsce, region i zobaczyć jego największe atrakcje a później stwierdzić, że już tam byłem, widziałem wszystko. Sztuką jest znaleźć wśród najpopularniejszych atrakcji coś, czego inni jeszcze nie odkryli i mało kto o tym słyszał.

Uwielbiamy odkrywać właśnie takie miejsca.

A jeżeli uda nam się odkryć coś tak fascynującego, w tak bardzo popularnym miejscu, tym większą mamy z tego radość.

Są miejsca, o których praktycznie było napisane wszystko. Wydawało by się, że takie miejsce już niczym nie może nas zaskoczyć.

A jednak czasem los się uśmiecha do tych co głębiej zatopią się w poszukiwaniach i można poczuć wielkie zaskoczenie odkryciem czegoś pięknego w miejscu gdzie wydawałoby się, że już wszyscy wszystko okryli.

Dla nas jest to taka nagroda za trud włożony w poszukiwanie takich miejsc. Kiedy do nich dotrzemy mamy nieopisaną radość i to wspaniałe odczucie małego odkrywcy. Chyba właśnie dla tych odczuć poszukujemy takich miejsc.

Grecja to same diamenty, perły i unikatowe krajobrazy. Kiedy się nas pytają, co warto zwiedzić w Grecji, jest to jedno z najtrudniejszych pytań. Jak można wybrać najpiękniejszy klejnot w całej koronie? Całość jest najpiękniejsza, dlatego uważamy, że Grecja to korona Europy, jeżeli chodzi o wakacje. I nigdy nie odpowiemy Wam na pytanie co warto zwiedzić!

Gdzie byście nie pojechali zawsze można znaleźć perłę, diament, który później przypomina wam najpiękniejsze momenty waszego pobytu w tym kraju. To jest właśnie magia całej Grecji. Przyjeżdżajcie, odkrywacie i zakochujcie się w niej! Im więcej energii dajecie w odkrycia tym więcej piękna Grecja Wam pokaże!

Pozdrawiamy
Paweł i Sylwia

Nafplio – znane i nieznane atrakcje turystyczne pierwszej stolicy Grecji cz.I