Jan Lisiecki w rozmowie z Beatą Kukiel-Vraila

„God bless you Janis!” – rozległo się w sali Filharmonii Ateńskiej, kiedy 18-letni Jan Lisiecki zakończył swój recital fortepianowy. Zapowiadany przez greckie media jako „polsko-kanadyjska sensacja” pianista gościł w tym kraju po raz pierwszy. Bilety wyprzedano na długo przed koncertem. Jeden z melomanów ściskając ręce pani Anity Lisieckiej, mamy Janka, mówił wzruszony: „Nigdy nie słyszałem takiej interpretacji Chopina, a przychodzę do Megaro Mousikis od 40 lat”.

„Arystokrata fortepianu” to najczęstsze określenie używane w stosunku do Jana Lisieckiego. Spotykamy się w stylowym wnętrzu Hotelu Grande Bretagne kilka godzin przed koncertem. Nienaganne maniery, ciepło, naturalność. Przy stoliku zasiada z nami Pani Anita Lisiecka nieodłącznie towarzysząca synowi w jego trasach koncertowych. Pełna wdzięku architekt zieleni po latach pobytu w Kanadzie zaskakuje piękną polszczyzną.

O tym, jak sam młody artysta postrzega swój sukces, o dobrym dzieciństwie, „dziwnych marzeniach” i tym, co wypływa z głębi serca rozmawiamy w towarzystwie innego wielkiego miłośnika talentu Janka, a jednocześnie przyjaciela rodziny Państwa Lisieckich, Ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej w Atenach, Macieja Krycha.

Prestiżowe media światowe nazywają Cię jednym z największych talentów muzycznych naszych czasów. Krytyków zachwyca liryczność, wysublimowanie, niezwykła dojrzałość Twoich interpretacji. Można by powiedzieć: młody geniusz, ale Ty nie lubisz tego słowa. Masz jednak poczucie własnej wyjątkowości?
– Nie porównuję się z innymi ludźmi. Nie będę tego robił, bo to nie jest w porządku. Każdy robi swoje i każdy robi to w inny sposób. Ja wiem, co ja potrafię robić. I to jest najważniejsze. Na tym się skupiam, na mojej muzyce.

Ale piszą o Tobie… sensacja! Czy czujesz się sensacją? – z uśmiechem dopytuje Ambasador Maciej Krych.jan lisiecki

– W żadnym wypadku, nie! (śmiech)

Wielki talent to także wielka odpowiedzialność. Postrzegasz to czasem w ten sposób? Jako swego rodzaju misję?
– Tak. W pewnym stopniu. Bardzo cieszy mnie, kiedy na moje koncerty przychodzą młodzi ludzie, bo to jest publiczność przyszłości i to są osoby, które dopiero poznają muzykę. Czasami koncerty są dla nich za drogie, czasami nie mają czasu, ale jak już przyjdą, to się cieszą. I to mi sprawia ogromną przyjemność. Największą.

W Twojej rodzinie, z tego co wiem, nie było muzycznych tradycji. A jednak w którymś momencie zacząłeś grać. Jak to się stało? Kto Cię skierował na muzyczne ścieżki?
– Nauczycielka w szkole powiedziała rodzicom, żebym zaczął grać na pianinie albo jakimś innym instrumencie. Żebym był zajęty, ponieważ byłem dzieckiem, które miało dużo energii. W szkole byłem dobry, zajmowałem się zawsze pracą domową, więc to był taki sposób na moją energię. Nie zacząłem grać, żeby zostać wielkim muzykiem. Zacząłem grać po to, żeby tę nadmierną energię włożyć w coś innego niż bieganie po domu. I to mi się spodobało. Lubiłem grać.

Musiał być ktoś, kto pierwszy odkrył Twój talent muzyczny?
– Naprawdę nikt. Zacząłem grać z nauczycielką, która pracowała w sklepie z kawą, a dorabiała sobie dając lekcje grania. Tak zacząłem. Nie z najlepszą nauczycielką w mieście, nie w szkole muzycznej. To tak się naturalnie złożyło od początku.

Chłopcy w tym wieku zazwyczaj chcą kopać piłkę…jan lisiecki4
– Kopałem też piłkę.

Mama stawała wtedy nad Tobą i mówiła: „Janku, graj”?
– Nie! Tata pracował od rana. Zawsze wcześnie wstawaliśmy, bo mały dom, wszystko słychać i nie można było spać. Zaczynałem więc ćwiczyć już od 6-stej rano. Ćwiczyłem przed szkołą, a potem był normalny dzień: szkoła, zajęcia, praca domowa. To nie było nic zwariowanego. Ludzie mówią, że trzeba ćwiczyć 10 tys. godzin na instrumencie, żeby być dobrym. Owszem, zrobiłem te 10 tys. godzin, ale z własnej woli, nie pod przymusem. To nie było tak, że grałem obowiązkowo np. 5 godzin dziennie. Nie. Miałem dobre dzieciństwo.

Mama była tą osobą, która Cię pilnowała. Taki, dobry duch…
– Tak, dobry duch! (śmiech) Nie sądzę jednak, że pilnowała, ale pomagała. Rodzice nie mieli nigdy takiej ambicji, żebym został muzykiem, pianistą, żebym w ogóle zrobił jakąś karierę. Nie mieli takich marzeń. Po prostu widzieli, że mi to sprawia przyjemność.

Nie masz więc poczucia, że musiałeś coś poświęcić? Nie postrzegasz czasem swego sukcesu jako wyrzeczenia? Bo Twoi koledzy mogli w tym czasie…
– … Moi koledzy nigdy nie mogli podróżować po świecie w taki sposób, w jaki ja podróżuję. Nie mogli grać takich koncertów. Ale tak w życiu jest, że nie można nigdy robić wszystkiego. Zawsze jest coś za coś. Rodzice wiele razy pytali mnie, czy jestem pewien, że chcę robić to, co robię. Dla mnie jest to obłędne: bycie w tylu miejscach na świecie, żeby za każdym razem zobaczyć coś innego. Zawsze więc odpowiadałem, że oczywiście, chcę. Tyle już wiem o świecie, tyle jeżdżę. Nie mógłbym tego wszystkiego robić, gdybym nie grał na fortepianie.

jan lisiecki1A kim czujesz się naprawdę koncertując po całym świecie? Urodzony i wychowany w Kanadzie, rodzice Polacy. Canadian-Polish jak podają media?

Podają Polish-Canadian! – poprawia Pan Ambasador.

– Tak, Polish-Canadian. Czuję się i Kanadyjczykiem, i Polakiem. Mam ogromne szczęście, że żyję w Kanadzie, uwielbiam Kanadę. Czuję się tam jak w domu, ale w Polsce także czuję się jak w domu. Mówię po polsku, mam wszystkich dziadków, kuzynów w Polsce, rozumiem kulturę, znam ludzi. To wszystko jest ważne. Kanada jest jednak młodym krajem, nie ma swojej historii, większej kultury. Kulturę Kanady tworzą ci, którzy przyjeżdżają z różnych stron świata i przywożą kulturę swego kraju. Mam więc w Kanadzie tę polską kulturę, polskie tradycje, ale jestem w dalszym ciągu Kanadyjczykiem.

Myślisz, że to polskie korzenie pozwalają Ci tak, a nie inaczej odczuwać i interpretować myzykę?
– Ludzie mówią, że to, że jestem Polakiem pomaga mi interpretować Chopina, ale nie sądzę, żeby to była prawda. Chopina czuję dlatego, że tak go czuję, to jest mój sposób i każdy dzień mojego życia kształci sposób, w jaki gram. Nie tylko Chopina, ale innych kompozytorów także. Każda rzecz, którą robię – coś we mnie zmienia, wywołuje jakieś myśli i wspomnienia, to wszystko wkładam w muzykę. Muzyka nie jest pozbawiona treści, muzyka opowiada o tym, co się czuje w środku. Tylko wtedy jest to prawdziwe. Ja czuję muzykę bardzo naturalnie. Każda rzecz, która przychodzi, pochodzi z serca. Tak, po prostu.

A zdarza Ci się stres przed koncertem?
– Nie. Przedwczoraj miałem występ w Ambasadzie Kanady i właśnie Ambasador kanadyjski powiedział mi, że w ogóle nie widać po mnie tremy. Po co się denerwować? Ja się cieszę, że gram! I że mogę dzielić się tą muzyką z innymi ludźmi.

Grałeś już nawet przed królową brytyjską. Jest jeszcze taka osoba dla której bardzo chciałbyś zagrać?
– Tak, na pewno. Chociaż nie ma dla mnie znaczenia, czy gram przed królową, czy przed dziećmi, które nigdy nie słyszały muzyki klasycznej. Dla mnie jest to tak samo ważna publiczność. Liczy się komunikacja. Ja gram, a sala odpowiada na to. To może być cisza. Gram, a na sali nikt się nie rusza. I nie chodzi o ilość dźwięków, bo zadzwoni telefon albo komuś spadnie program, bo tak bardzo mnie słuchał. Chodzi o odbiór z sali.

Jakie masz jeszcze marzenia?
– Nie mam dużo marzeń, ale mam takie dziwne marzenia. Prosiłem Pana Ambasadora, żeby mnie zaprosił do Północnej Korei i on się nie zgodził (śmiech), więc moje marzenia są takie trochę inne…

No, ale obiecałem, że zaproszę ambasadora Północnej Korei na Twój koncert w Warszawie – przekomarza się Ambasador Maciej Krych.

– Zgoda. I chciałbym też zobaczyć Dubaj, nie salę w której gram, tylko miejsce.

jan lisiecki2Wszystko w Twoim życiu filtrowane jest przez muzykę. Masz jeszcze czas na inne pasje?
– Dużo gram, podróżuję i wokół muzyki oczywiście wszystko to się kręci, ale w dalszym ciągu ciekawią mnie też inne rzeczy np. to, że dzisiaj pójdziemy zobaczyć Akropol.

Jeśli zdążymy zanim zamkną… – dodaje Pan Ambasador.

– Jeśli nie zamkną. Zawsze więc chcę zobaczyć nowy kraj, miasto, poznać inną kulturę. Ciekawi mnie wszystko. Jeżdżę też na nartach, na rowerze, pływam…

A skoro już goni nas czas, to – jak sądzisz, co będziesz robił za 20 lat?
– Jeśli to, co robię, będzie dalej sprawiało mi przyjemność – będę to robić. Jeśli przestanie – nie będę. Mam jednak nadzieję, że będzie.

Skąd w Tobie taka dojrzałość?
– Niektórzy mówią, że mam starą duszę.

Dziękuję za rozmowę.

© rozmawiała:
Beata Kukiel-Vraila

foto: Marzena Mavridis

Koncert Jana Lisieckiego odbył się w Megaro Mousikis 20.05.2013 r.