Czasem mamy ogromną pustkę i siedzimy nad mapą. Wówczas nic nie przychodzi nam do głowy. Wolna niedziela kusi i zdecydowanie trzeba coś zaplanować.
I tak obracamy, przewracamy, wymyślamy i …nic, nadal ogarnia nas pustka.
Aż tu nagle przychodzi pomysł jak znaleźć kierunek. Biorę puszkę i wyznaczam cztery strony świata. Następnie zdecydowanym ruchem kręcimy nią. To ona wyznaczy nam nasze przeznaczenie.
Kiedy puszka się zatrzymała i zerknęłam na mapę, aż pisnęłam z radości i niedowierzania. Czemu te miasteczka nie przyszły mi do głowy wcześniej – pytam sama siebie.
W sumie to wiem, dlaczego, bo nie lubię zimy a puszka wyznaczyła nam kierunek typowo zimowej trasy. Jest ona dedykowana dla wszystkich narciarzy i miłośników zimowych sportów.
Jednak teraz mamy końcówkę wiosny i początek lata, zatem to idealny kierunek dla mnie.

Możemy spokojnie iść spać, mamy trasę i mamy cudowne miejsca.
Postanowiliśmy wyjechać wczesnym niedzielnym porankiem, tak by drogi były jeszcze puste. Uwielbiamy, kiedy jesteśmy sami na drodze, bo możemy autem zatrzymywać się w każdym miejscu, które nam się podoba. Później robi się ruch i już ciężko jest stanąć, gdzie tylko mamy ochotę.

Sama droga do Livadii, bo właśnie tam nas pokierowało przeznaczenie, jest bajeczna. Pełno zieleni, pól uprawnych, pasące się stada kóz. Jednym słowem – wiejska sielanka.
Otwieramy okna, puszczamy naszą muzykę i jedziemy przed siebie z uśmiechem na twarzach. Szeroka asfaltowa droga, piękne krajobrazy – nic tylko podziwiać.
Umysł zwalnia, a myśli o codziennych sprawach są schowane gdzieś mocno z tyłu.
Czujemy, słyszymy i przeżywamy każdy kilometr tego wiejskiego spokojnego krajobrazu.
Pierwsza miejscowość na naszej mapie to Livadia. Jednak zanim do niej dotarliśmy nagle przy drodze ujrzeliśmy potężną skałę a za nią ruiny wieży. Postanowiliśmy sprawdzić to miejsce.

Nietypowy zabytek znajduje się zaraz przy wjeździe do wioski Aliartos.
Jest to średniowieczna wieża obronna. Pomimo, że znacznie uszkodziło ją trzęsienie ziemi, jest jednym z najlepiej zachowanych zabytków tego typu fortyfikacji w Grecji.
Katalończycy stali się panami tego obszaru po 1318 roku (czyli w XIV wieku). Tak więc wieża, jeśli naprawdę pochodzi z XIII wieku, została zbudowana przez Franków z Księstwa Ateńskiego i była używana później, przez wieki, przez Katalończyków.
Widać ją z głównej ulicy, nie można jej przegapić.

Wchodząc do skalnej jaskini zbudziliśmy czarne kruki, które w wielkim stadzie nagle wyleciały. To było niesamowite przeżycie. Muszę przyznać, że przeszły mnie ciarki.
Aby wspiąć się na wieżę trzeba podejść do starego opuszczonego budynku i tam znajdziemy ścieżkę. Dostęp do wieży jest tylko na parter, wyżej jest niemożliwy i niebezpieczny
Po dokładnym obejściu zabytku ruszyliśmy w dalszą drogę.
Rozkoszując się widokami i zapachami z pól uprawnych, nagle w oddali zauważyłam lekki odcień fioletu wśród zbóż. Nie! niemożliwe to nie może być! A jednak!
Macham rękami do Pawła by się zatrzymał. Ku ogromnej radości naszym oczom ukazuje się piękne pole lawendy.
Zaparkowaliśmy auto przy pobliskim budynku i ruszyliśmy w pola. Już z takiej odległości było czuć piękny zapach lawendy. Zapach ten zupełnie nie przypominał lawendy, którą możemy kupić w sklepach. Teraz poczułam cudowną, słodką woń kwiatów. Jest ona naprawdę piękna.

Weszłam w pole lawendowe i wdychałam ten zapach pełną piersią. Pszczółki pracowicie latały nad polem więc nie przeszkadzałam im za długo. Jednak pamiątkowe, wymarzone zdjęcie w polu lawendowym musiałam sobie zrobić i kilka gałązek zerwać do mojego wazonu wspomnień.
Teraz mogliśmy wrócić na trasę w stronę Livadii.
Zanim jednak tam dojedziemy wspomnę o dwóch ciekawych atrakcjach w pobliżu Aliartos, które udało mi się odwiedzić przy innej okazji.
Jedna to jeziorο Mouson (Λίμνη Μουσών). Świetne miejsce na relaksującą kawę z pięknymi widokami. Można również pojeździć konno.
Druga atrakcja to piękny wodospad Petras (καταρράκτες Πέτρας) Jeżeli szukacie ciekawej wędrówki i nowych szlaków to mogę trasę polecić z czystym sumieniem. Nie należy do trudnych, ale same widoki i obcowanie z tak dziką i piękną naturą daje mnóstwo radości. Na koniec wędrówki ukazuje się wspaniały i bardzo wysoki wodospad.

My tymczasem kierujemy się w stronę górskiej wioski.

Kiedy wjechaliśmy w uliczki Livadii oniemiałam. Jak to możliwe, że przez tyle lat mieszkając w Grecji i będąc tak blisko nigdy nie odwiedziłam tego miejsca! Według mnie jest to jedno z najpiękniejszych miasteczek w Grecji. Ma swój niepowtarzalny charakter i wygląd. Każdemu kto szukałby jakiegoś romantycznego miejsca, właśnie to miasteczko bym wskazała.
Przez całą długość wioski płynie rzeka Erkynas z naturalnymi małymi wodospadami zwanymi Zimne Źródła (Πηγές Κρύας).

W trakcie spaceru towarzyszy nam piękna muzyka szumiących wodospadów. Malowniczymi mostami możemy przechodzić z jednego brzegu na drugi. Mamy również możliwość schodzenia pod mosty a także spoczęcia na kamieniu przy brzegu, podziwiając wówczas wyobraźnię matki natury. Jedynie czego mi brakowało to jeszcze wróżek, które latają nad wodospadami, wówczas czułabym się jak w Disnejowskiej bajce.

Wczesna pora dnia pozwalała nam cieszyć się tym miejscem. Piękny mały wodny młyn, urocze kawiarenki, wodospady, mosty, gra świateł to wszystko wyglądało jak z obrazka.
Podążając pod prąd rzeki doszliśmy do końca plant i naszym oczom ukazał się starożytny, kamienny teatr (Θέατρο Κρύας). Oczywiście nikogo nie było więc cała scena należała do nas.

Nad teatrem wznoszą się potężne skały, w których ukryte są malutkie kościółki /kapliczki Agios Minas (Άγιος Μηνάς) oraz Ierousalim. Zdecydowanie jest to wyjątkowe miejsce łączące naturę z zabytkami.

Jeżeli nie macie ochoty wspinać się po schodach, by zobaczyć kapliczki z bliska, warto usiąść na scenie i popatrzeć w górę. Gdyby jednak naszła Was ochota na wspinaczkę do kapliczek dojdziecie do nich schodami, które znajdują się zaraz przy wejściu do kanionu.

My wybraliśmy drogę przez kanion, bo chcieliśmy dotrzeć do pięknego kamiennego mostu Trichino (Τρίχινο Γεφύρι). Jeden z najciekawszych zabytków Livadii „Potrójny” most z okresu osmańskiego dostarczał wodę do zamku w mieście. Szlak jest oznaczony więc nie ma trudności z dostaniem się do niego. Jednak my w połowie drogi musieliśmy zrezygnować, bo dotarcie do tego mostu zajęłoby nam jeszcze trochę czasu a chcieliśmy jeszcze pojechać w drugie miejsce. Ten szlak zostawimy sobie na jesień. Bardzo chcę zobaczyć scenerię tego miasteczka w barwach jesiennych, więc z pewnością tu wrócimy i wówczas ten most oraz szlak będą naszym celem.

Dotarliśmy do głównej drogi i wyszliśmy na asfaltową drogę, która prowadziła w dół do wodospadów. Idąc wśród domów zobaczyliśmy wejście do zamku.

Średniowieczny zamek ma długą historię. Pierwsze fortyfikacje zostały wykonane za Justiniana. Następnie Frankowie rozbudowali a ostateczną formę nadali mu Katalończycy. Podczas rewolucji greckiej zamek oblegali Turcy.


Jak widzimy zamek miał dość burzliwą przeszłość.
Jest to trochę zapomniany i niestety zaniedbany zabytek, aczkolwiek warto poświęcić trochę czasu by poszwendać się po włościach. Nam osobiście bardzo się podobał i spędziliśmy tam cudowne chwile. Udało się nam dojść do głównej wieży, ale od tyłu i aby wyjść na główny plac – planty z wodospadami musieliśmy wrócić tą samą drogą. Jednak zamek oferuje znacznie piękniejsze widoki na miasteczko, jeżeli wejdzie się na odpowiednią ścieżkę.


Kiedy już dostaliśmy się do centrum miasteczka musieliśmy zdecydować, czy jedziemy do kolejnej miejscowości czy zostajemy na jakiś posiłek w Livadii. Postanowiliśmy jednak pojechać do Arachova i tam zjeść.

Zanim jednak dotrzemy do górskiego kurortu narciarskiego mam dla czytelników, którzy dotarli do mojej opowieści aż tu, małą ciekawostkę.

W tym malowniczym zakątku Grecji znajduje się bardzo mało znane miejsce, jednak nasycone mitologią. To miejsce znajduje się niedaleko kamiennego teatru – Archaeological Site Oracle Trophonius – jaskinia /wyrocznia Trofoniosa.

Trofonios z ulem

Trofonios, półbóg w starożytnych mitach greckich jest mało znaną postacią, aczkolwiek odgrywającą dość dużą rolę w starożytnej mitologii.

Wraz ze swoim przyjacielem Agamedesem, Trofonios był architektem bogów.
Homerycki hymn do Apolla, napisany przez nieznanego autora około VIII wieku pne głosi, że Trofonios i Agamedes zbudowali świątynię, w której znajdowała się największa wyrocznia starożytnego świata: Wyrocznia Delficka. Ten autor, a także Cyceron i Plutarch, wszyscy dyktują, że Trofonios i Agamedes otrzymali wszystko, czego zapragnęli, siedem dni po ukończeniu świątyni. W tych mitach spełnionym życzeniem była śmierć w pokoju.
Śmierć Agamedesa (i upadek Trofoniosa) przyszedł po tym, jak król Hyrieus polecił im zbudować skarbiec.

Jaskinia Herkynyw 1813 roku.

Ich wielkie architektoniczne zdolności, doprowadziły do zguby. Wspólnie z Agamedesem wybudowali skarbiec króla Hyrieusa.
Zobaczywszy bogactwo króla zbudzili w sobie chciwość. Zbudowali skarbiec z tajnym tunelem. Planowali wsunąć się do skarbca w środku nocy i ukraść kosztowności, po czym wyślizgnąć się przez tunel.

Niestety Hyrieus sprawdził każde zakamarki skarbca i odkrył tajny tunel. Założył pułapkę z kuszy na linę, aby złapać złodzieja. Chciał się dowiedzieć, kto planuje go okraść.
Gdy złodzieje wyszli z tunelu ze skarbem, Trofonios uruchomił pułapkę, nie zdając sobie z tego sprawy. W rezultacie Agamedes został uwięziony w tunelu, zgnieciony belką. Trofonios nie mógł wyciągnąć przyjaciela i zaczął modlić się do swego ojca, Apolla, o ratowanie swego druha. Jednak Apollo odmówił pomocy. Bóg powiedział synowi, że on i Agamedes zrobili coś złego, więc zasłużyli na karę.

Agamedes postanowił poświęcić swoje życie. Powiedział Trofoniosowi aby odciął mu głowę, by król nie mógł odkryć tożsamości złodzieja i uciekał, co też uczynił.
Król nie dawał za wygraną i posłał Dedala w pościg za złodziejem. Trofonios ukrył się w jaskini w Livadii i zamieszkał tam.

Nie tak dawno znaleziono resztki okrągłej budowli, z której — jak podają źródła — miała prowadzić droga do jaskini. Chcąc udać się do wyroczni, należało obmyć się w niżej położonych strumieniach, które zwano źródłem Zapomnienia i źródłem Pamięci.
Pauzaniasz w roku 150 n.e. opisywał wyrocznię Trofoniosa.

„W jaskini są źródła rzeki i stojące obrazy, a węże owija się wokół ich bereł. Można przypuszczać, że są to obrazy Asklepiosa i Higeji, ale mogą to być Trophonios i Herkyna, ponieważ uważają, że węże są tak samo święte dla Trofoniosa, jak Asklepiosa.
– Pausanias, Opis Grecji, 9.39.2

Relacja Pauzaniasza jednoznacznie pokazuje, że mamy tu do czynienia z odmiennym typem wyroczni niż ta w Delfach. Sam rzymski historyk przyznaje, że opuścił wyrocznię w stanie kompletnego przerażenia, nie bardzo zdając sobie sprawę z tego, gdzie się w ogóle znajduje.

Wydaje się dziwne, że kult Trofoniosa jest lepiej zapamiętany niż ta historia. Oprócz mitologicznych początków życia Trofoniosa jego wyrocznia jest dobrze udokumentowana ze względu na jej niezwykłą naturę. Nazywane w niektórych regionach „Jaskinią Koszmarów”.
Wyrocznię w Jaskini Trofoniosa – budzi równie strach, jak i cześć. I tą jaskinię możemy odwiedzić i zobaczyć w pięknym miasteczku Livadia.

A my tymczasem ruszamy do kolejnego miejsca.
Ale o tym opowiemy w następnym artykule.

Pozdrowerek Paweł i Sylwia
Zdjęcia prywatne autorów tekstu

Więcej o Livadii możemy przeczytać poniżej.

icon checkLiwadia i jej zimne źródła