„Nie chodzi mi o to, żeby zaskakiwać publiczność, tylko o to, żeby atmosfera podczas koncertu rozszerzyła nam wszystkim świadomość” – powiedział POLONORAMIE pianista jazzowy Leszek Możdżer, który zagrał koncert z okazji stulecia stosunków dyplomatycznych w Centrum Kultury Fundacji Stavros Niarchos.

Stulecie stosunków dyplomatycznych między Polską a Grecją to wielkie wydarzenie. Jakie znaczenie w relacjach międzynarodowych ma muzyka?
Zdaję sobie sprawę, że w świecie polityki muzyka to nie tylko rodzaj uroczej biżuterii, ale także narzędzie do budowania nieformalnych relacji miedzy dyplomatami. To bardzo dobrze, bo dzięki temu artyści mogą wnikać w ten świat niepostrzeżenie i emitować wysokie wibracje, które w świecie polityki są dzisiaj bardzo potrzebne. Peleton jedzie w niewiadomym kierunku i musimy się wymieniać informacjami, dopóki możemy.

Pana dorobek jazzowy jest naprawdę imponujący a wysublimowany styl zachwyca słuchaczy na całym świecie. Jak ocenia Pan rozwój sceny jazzowej na przestrzeni ostatnich lat?
Najbliżej jestem związany z polską sceną i muszę powiedzieć, że poziom młodych muzyków jest bardzo wysoki. Scena jest skonsolidowana, dojrzali i utytułowani muzycy są bardzo życzliwie nastawieni do młodych, często ich zatrudniają do swoich przedsięwzięć więc następuje ciągła wymiana życiodajnej energii. Młodzi uczą się od starszych a starsi od młodszych dzięki czemu polska scena jazzowa kwitnie i wyrzuca z siebie soczyste owoce. Niektóre słodkie, niektóre kwaśne. A niektóre słodko-kwaśne. Tak jak trzeba.

Czy dostrzega Pan szanse na promocję polskich artystów w Europie? Są doceniani za swoje osiągnięcia czy też potrzebują wsparcia w swych projektach?
Wsparcie zawsze się przydaje, ale z tego co obserwuję sieć polskich placówek dyplomatycznych często współorganizuje występy polskich artystów dzięki czemu buduje sobie nieformalne zaplecze. Jeżeli znajomy dyplomata wychodzi z koncertu zrelaksowany i zainspirowany to tworzy w swoim biopolu pozytywne połączenie z organizatorem imprezy. Dzięki takim połączeniom można bardzo wiele zrobić w przyszłości.

Jakie są Pana dotychczasowe doświadczenia z grecką muzyką? Z którym greckim muzykiem chciałby Pan wystąpić?
Jest to mój trzeci koncert w Grecji, niestety nie mam jeszcze zbyt dużej wiedzy na temat greckiej sceny, ale dzięki takim artystom jak Apostolis Anthymos czy Jorgos Skolias mamy w Polsce otwarte serce na Grecję. Jeżeli miałbym wystąpić z jakimś greckim artystą to chciałbym, żeby to był człowiek o dobrym warsztacie, wysoko rozwiniętej duszy i sympatycznym usposobieniu.

Ważnym elementem jazzu jest improwizacja, wprowadza ona element zaskoczenia podczas występów. Czy swoją muzyką chce Pan zadziwić słuchaczy?
Nie chodzi mi o to, żeby zaskakiwać publiczność, tylko o to, żeby atmosfera podczas koncertu rozszerzyła nam wszystkim świadomość. Kiedy koncert jest dobry to pojawia się swoiste poczucie odrealnienia, dzięki któremu człowiek przestaje się identyfikować tylko i wyłącznie z własnym ciałem fizycznym i dopuszcza istnienie pewnej tajemnicy, która jest wołaniem z otchłani czystej świadomości. Wkraczanie w ten obszar wiąże się z potrzebą uzyskania wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa, a dobra muzyka zwykle pomaga w osiągnięciu takiego stanu.

Czym jest jazz dla Europejczyków czy Polaków i dlaczego tak bardzo go potrzebujemy?
Jazz to muzyka improwizowana, potrzebujemy go właściwie tylko po to, aby przeprowadzać rytuały współuczestniczenia w aktach twórczości. Takie rytuały jak i sama twórczość odróżniają nas od zwierząt i wzmagają poczucie godności, które jest potrzebne aby kroczyć przez życie z podniesioną głową. Akty twórcze i spontaniczna emisje piękna utrzymują w nas nadzieję na to, że ludzkość ciągle jest do odratowania pomimo ewidentnych oznak etycznej słabości.

Koncertuje Pan w wielu krajach na całym świecie. Jak odbiera Pana muzykę publiczność? Czy różni się ona od innych krajów? Czy istnieją wspólne jej cechy?

Nie widzę specjalnych różnic. Mam wrażenie, że to, co przeze mnie przechodzi jest zrozumiałe przez publiczność bez względu na przynależność do narodu. Muzyka to język abstrakcyjny, a szczere zaangażowanie i wprawa w obsługiwaniu instrumentu to elementy zrozumiałe dla każdego kto siedzi nieopodal sceny.

Jaki moment w swojej karierze uważa Pan za przełomowy? Gdyby mógł Pan cofnąć czas, czy zmieniłby Pan coś na jej drodze?
Nie potrafię zdefiniować terminu „kariera”. Nie wiem co oznacza to słowo i nie rozumiem jego znaczenia. Przełomowy jest każdy moment i nie widzę możliwości, aby zmienić to, co już się odbyło. Jedyne co mogę zmienić to mój stosunek do przeszłości. Dzięki docenianiu przeszłości wpadam w stany wdzięczności, a więc jestem pozytywnie nastawiony do otoczenia, a to z kolei sprawia, że moja przyszłość rysuje się w jasnych barwach.

Czy ma Pan jakieś wzory muzyczne, postacie, które Pana inspirują?
Takich postaci jest bardzo wiele, podpatruję wybitnych kolegów i staram się chłonąć ich kunszt, aby móc choć trochę zbliżyć się do ich osiągnięć. Jednak mam duże, zdrowe Ego, które ze wszystkiego co mnie fascynuje robi swoisty destylat i przejawia to po swojemu. Staram się nie przeszkadzać swojemu Ego, kiedy zabiera się do pracy. Bardzo się nawzajem lubimy, pomimo tego, że jest nadęte i zarozumiałe.

Wszystko w Pana życiu klarowane jest przez muzykę. Ma Pan jeszcze czas na inne pasje?
Fascynuje mnie natura samej świadomości, dużo czytam na ten temat i chłonę informacje z internetu. Oprócz tego lubię się krzątać po domu i majsterkować. Ostatnio naprawiłem sobie walizkę oraz zacerowałem futerał od mikrofonu i jestem bardzo z tego zadowolony. Tego typu osiągnięcia są dla mnie największym powodem do dumy.

© rozmawiała: Marzena Mavridis
zdjęcia: Marzena Mavridis

Koncert Leszka Możdżera odbył się w Centrum Kultury Fundacji Stavros Niarchos 16.03.2019 r.