Wiele osób może to uznać za zwykły zabobon, nieprawdę czy też wymysł ale tutaj, w Grecji „to kako mati” – czyli złe oko/spojrzenie – jest czymś więcej niż tylko historią o magicznym zabarwieniu… Można rzec, że to rodzaj obrzędu, który odprawiany jest przez konkretne osoby.

Jak to się stało, że prawie wszyscy w to wierzą?
„To kako mati” to zjawisko popularne nie tylko w greckim społeczeństwie lecz wielu innych narodach Bliskiego Wchodu, Północnej Afryki czy generalnie krajów basenu Morza Śródziemnego. Jest ono mocno zakorzenione w świadomości Greków już od starożytności. Próby logicznego wytłumaczenia „złego spojrzenia” podejmowali tacy filozofowie jak Demokryt, Plutarch, Arystoteles czy Iliodoros.

Ze względu na fakt, że większość ludności południa posiada ciemny kolor oczu, „złe spojrzenie” zostało przypisane głównie osobom o jasnym kolorze oczu. Mówiono, że ten jasny a szczególnie niebieski kolor posiada większą zdolność rzucania złego uroku. Dlatego też w Grecji jak i w Turcji amulety w kształcie oka mają kolor niebieski, by chronić przed złym, wręcz przeszywającym spojrzeniem, które nie wróży nic dobrego. Zły urok może dotyczyć dzieci, osób młodych i o ładnej aparycji, zdolnych. Czasami trafia także na zwierzęta.

Popularnym stwierdzeniem w Grecji – gdy ktoś chce kogoś pochwalić bądź wyrazić podziw i jednocześnie nie rzucić uroku, jest «Φτου σου να μη σε ματιάσω» („Ftou sou” na mi se matiaso=„symboliczne splunięcie” by nie zauroczyć).

Dlaczego ksematiasma jest zaakceptowane przez kościół prawosławny?
Całe zjawisko rzucania uroku „matiasma” według kościoła prawosławnego jest aktem mocy nieczystych. Symbolizuje ich obecność i uznaję się, że to właśnie przez takie praktyki uroków zaznaczają swoją obecność na tym świecie. Wiarę temu przyznał również Bazyli Wielki (inaczej Bazyli z Cezarei – biskup, doktor Kościoła, święty katolicki i prawosławny) pochodzący z Kapadocji spisując specjalne modlitwy/zaklęcia i inne formy ochrony przed złym spojrzeniem.

Czy naprawdę występuje to w życiu codziennym? Co sądzą o tym sami Grecy?
Istnieje. To właściwie jedyna odpowiedź jakiej mogę udzielić przywołując w tym miejscu pewną sytuację i towarzyszącą jej rozmowę…

Pewnego razu, dość późnym wieczorem byłam umówiona z przyjaciółką na spotkanie. Ze względu na jej próbę taneczną spotkałyśmy się gdzieś koło północy… Zanim znalazłyśmy odpowiednie miejsce zeszłyśmy prawie całe centrum Salonik… Ale jak już usiadłyśmy rozmowom nie było końca… W pewnym momencie Anastasija, zapytała mnie czy często miewam bóle głowy. Odpowiedziałam, że czasami owszem albo jak zmienia się pogoda albo że jest to po prostu migrena. Zapytała: Wiesz, co to jest ksematiasma? Wiesz, co to jest „kako mati”?

mati1

Cóż… odpowiedziałam, że słyszałam o tym ale jakoś nigdy nie wdawałam się w szczegóły, nie pytałam o co tak naprawdę w tym chodzi… Wtedy zaczęła mi opowiadać…

„W moim domu, na Chios zawsze to babcia trzymała pewne rzeczy w tajemnicy. Ze względu na to, że bywają tam różne owady, miałam kiedyś dziwną historię. Po ukąszeniu przez pewnego owada miałam na dłoni pewne znamię. Pewnie słyszałaś o takich sytuacjach gdzieś w bardziej tropikalnych krajach ale ze względu na klimat tu też się zdarzają. Próbowałam różnych maści żeby pozbyć się „tego czegoś” co zostało po ugryzieniu, odwiedzałam różnych lekarzy itd… Nic nie pomagało, a znamię stawało się coraz większe i widoczne. Pewnego dnia moja babcia stwierdziła, że być może jest to znamię po ugryzieniu ale to, że się nie goi to już sprawa innej wagi. Wtedy nie wiedziałam co tak naprawdę miała na myśli… Zrozumiałam to z czasem. – dodała Anastasija… Wtedy jednak, spróbowała tego na czym znała się najlepiej a ponieważ była najstarszą z sióstr (jest to dość ważny element tego obrzędu) wiedziała wszystko, co należało zrobić odtwarzając obrzęd „ksematisma” („Kse” – od „matiazo” – rzucać urok spojrzeniem) – tylko pierworodny/a może przekazać w następnym pokoleniu wiedzę o zauroczeniach również osobie, która jest najstarsza z rodu…

Odprawienie obrzędu zaczyna się od dwóch łyżeczek wody wlanych do filiżanki bądź innego naczynia oraz wlania odrobiny oliwy do małego garnka. W trakcie ksematiasma osoba, która to wykonuje wypowiada odpowiednie słowa: „W imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego dla ciebie … (tu pada imię tego, który jest pod wpływem czaru). Potem nadchodzi chwila zaklęcia, których oczywiście jest wiele i każdy zna zupełnie inne np. „Jezus Chrystus zwycięża i całe zło przezwycięża” („Ιησούς Χριστός νικά κι όλα τα κακά σκορπά”). W chwili wypowiadania zaklęcia należy wrzucić kroplę oliwy do wody. Ponownie dwa razy wypowiadane jest zaklęcie wraz z kolejnymi dwoma kroplami oliwy do tej samej wody. Jeżeli na powierzchni wody owe trzy krople oliwy się złączą oznacza to, że osoba jest pod wpływem uroku i wtedy następuje modlitwa/zaklęcie mające na celu wypędzenie zła z ciała i duszy owej osoby. Co ważne w chwili zakończenia obrzędu osoba, która jest pod działaniem uroku musi wylać zawartość filiżanki ale nie patrząc na nią, inaczej urok powraca i należy powtórzyć wszystko od nowa…”

Słuchałam jej z takim wielkim zainteresowaniem ale i zdziwieniem. To, co mówiła i w co wierzyła, jak przyznała, jest prawdą. Dodała, że Grecy są prawdopodobnie jedynym narodem na świecie, który potrafi rozróżnić urok od zwykłego bólu głowy, pecha czy natarczywych dolegliwości… Gdy skończyła opowiadać, zamyśliła się… Była na tyle poważna, że w pewnej chwili zaczęłam się zastanawiać, co ją tak naprawdę gnębi?

Powiedziała tylko wtedy, że jakkolwiek dziwnie to brzmi, ona jako wychowanka takiej kultury jest przekonana o sile uroku „złego spojrzenia” (kako mati)… i nie ma to znaczenia, czy ktoś jest wykształcony czy też nie. Popiera to sam Kościół Prawosławny, którego zaklęcia są wymawiane w języku starogreckim, a to poświadcza długą historię tego obrzędu i pokazuje jak bardzo zakorzeniony jest w kulturze współczesnych Greków…

Tekst: Karolina Swat