Wróżby, tarot czy przepowiednie. Te trzy określenia budzą w ludziach skrajne emocje. Jedni są zdeklarowanymi przeciwnikami, inni przechodzą obok tego tematu obojętnie a jeszcze inni zafascynowani są czerpaniem wiedzy i odpowiedzi na pytania, które skryte są w kartach. O tajnikach tej wiedzy oraz specyfice tej pracy opowiedziała Krystyna Wojnar. Dla niej tarot stanowi nieodłączny element życia i sukcesywnie pomaga jej budować szczęśliwą codzienność.

Jak długo mieszka Pani w Grecji i co spowodowało ten wybór?
Wjechałam do Grecji z byłym mężem w 1990 roku, z wizą na 3 miesiące i planem pozostania przez pół roku w celu zarobienia pieniędzy na budowę domu w Polsce. Wróciłam do Polski po półtora roku tylko po to by zabrać dzieci i wrócić tutaj na stałe. Jednak po 5 latach ponownie podjęłam decyzję o powrocie do kraju, bo miałam nadzieję, że to w jakiś cudowny sposób zmieni mojego męża. Zmieniło na gorsze, więc po 3 latach wróciłam ponownie i od 2000 roku jestem już cały czas. I jestem z tego wyboru niezmiennie zadowolona i wdzięczna losowi, że dał mi taką możliwość.

Skąd pojawiło się u Pani zainteresowanie tarotem?
Wyskoczyło nagle jak zając zza drzewa- wiem, śmiesznie brzmi, ale tak to mniej więcej się zaczęło. Dostawałam wiele informacji w snach, że moje życie bardzo się zmieni, że odkryje w sobie coś, o czym jeszcze nie wiem. Pierwszy z nich pojawił się na kilka lat przed tym, potem kolejne były coraz częściej i częściej. Zachęcały mnie do spróbowania czegoś nowego, czegoś łatwiejszego fizycznie dla mnie. Pozostawałam głucha na te sygnały aż do pewnego momentu. Był to, tak jak teraz początek kalendarzowej wiosny.

W jakim wieku zdała Pani sobie sprawę, że tarot stanowi pani życiową drogę?
Był rok 2003, wspomniany wyżej początek wiosny. Miałam skończone 41 lat. Moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Ze strachem w sercu i umyśle prowadziłam konwersacje z Bogiem. Mówiłam- nie mam pretensji, że odebrałeś mi możliwość wykonywania dotychczasowej pracy, ale daj mi proszę coś innego, co pozwoli mi żyć i wychować córki. Tej samej (lub następnej, nie pamiętam) nocy zobaczyłam w śnie, leżący na podłodze złoty pieniądz z wyraźnym nominałem „1”. Widywałam go już w snach, ale zawsze z oddali. Pierwszy raz był tak blisko, wystarczyło zrobić 2-3 kroki i podnieść go. Numer jeden to pionier, to Mag, to ktoś kto zaczyna coś zupełnie nowego.

Czy może nam Pani opowiedzieć, jak zaczęła się Pani przygoda z Tarotem? Jakieś wydarzenie? Pierwsze dotknięcie kart, pierwsze odczucie?
Po tym snie czułam mocno myśl o pracy z Tarotem. Bałam się, przerażało mnie to. Nie jako coś złego, ale jako coś, czego trzeba się bardzo długo uczyć a ja potrzebowałam zarabiać na już. Nie miałam pojęcia jakie te karty miały być, nie wiedziałam o nich nic – a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Taka wewnętrzna huśtawka trwała kilka dni aż mój współlokator przywiózł mi z polskiego sklepu talię kart z książką. Tak po prostu – bo tak poczuł, to był impuls. To była ciężka talia, tarot Marsylski. Na szczęście w książce zobaczyłam inne pokazowe talie i wkrótce kupiłam sobie talię Ridera White, który przez te wszystkie lata pozostał moim ukochanym twórcą kart. To z jego talią w rękach przeżyłam mocne uniesienia, to jego talia zaczęła szybko ze mną rozmawiać. Byłam bardzo szczęśliwa, bo patrzyłam na karty i rozumiałam co do mnie mówią, o czym mi opowiadają. Szybko doszły książki o tarocie zamówione z Polski i one trochę mi namieszały, bo kierowały mnie przede wszystkim w stronę psychologiczną, pracy nad sobą a ja potrzebowałam kart do odczytu przede wszystkim przyszłości klientów. Na szczęście mój praktycyzm i pytania moich „królików doświadczalnych” czyli znajomych i znajomych ich znajomych pomogły mi uziemić się odczytywać praktyczne informacje. Praktycznie z marszu zaczęłam pracę z prawdziwymi klientami i prawdziwymi tematami. Wskoczyłam na głęboką wodę, bo czułam, że tak trzeba, że to jest moja droga. Oczywiście bałam się bardzo, że źle powiem, źle pokieruję. Każdy klient był poinformowany, że się uczę dopiero, że nie mam doświadczenia, że mogę się mylić. Biedni byli ci moi pierwsi klienci (śmiech) maltretowałam ich po 3 godziny przechodząc z tematu praktycznych na psychologiczne i odwrotnie. Szybko zrozumiałam, że brakuje mi jakiegoś porządku w tym, rytmu, że za dużo czasu poświęcam, że z pewnością można szybciej prowadzić sesję. Zapisałam się na kurs tarota u znanego greckiego tarocisty. Dopiero po nim zrozumiałam na czym polega rytm tej pracy. Nie bałam się o znajomość kart, bo wiedza spłynęła na mnie bardzo szybko. Wszechświat pozwolił mi sobie przypomnieć wszystko to, co już znałam, co wiedziałam, bo z tarotem pracowałam w wielu innych wcieleniach. Tak więc doszliśmy do porozumienia szybciutko. Wkrótce potem zaproponowano mi pracę na astrologicznych liniach telefonicznych. Był stres, wielka obawa, bo miałam tego kogoś tylko słyszeć. Ale poszło sprawnie i bardzo łatwo dla mnie. Zrozumiałam wtedy, że tak nawet jest mi dużo łatwiej. Głos wystarczał mi całkowicie do tego by szybko „wejść” w temat i podać odpowiedzi. Praca ta jednak była męcząca, bo całodobowa i mało płatna. Po około 3 latach zrezygnowałam z niej otwierając własne biuro. Ale to dzięki tamtej pracy właśnie zgromadziłam wokół siebie klientki, z których niektóre są wokół mnie do teraz.

Czy uważa Pani, że czytanie kart to dar czy można się tego nauczyć? A może każdy z nas nosi w sobie moc wróżenia i odczytywania energii?
Czytanie kart to z pewnością dar, ale nosi go każdy z nas. Tylko nie każdy jest w tym wcieleniu na takim etapie, że chce ten dar rozwijać, wykorzystywać. Bo jest to nie tylko dar, ale i mega odpowiedzialność. Na sesję z Tarotem przychodzą przede wszystkim ludzie smutni, rozczarowani. A wraz z nimi chmury ciężkiej energii. Trzeba chcieć się przez te chmury przebijać i równocześnie uważać co i jak powiedzieć, gdy już się odnajdzie to, o co pytają. Każdy kto poczuje zainteresowanie tymi kartami może się nauczyć interpretacji kart. Ja również prowadzę kursy, szkolenia, warsztaty. Ale oprócz znaczenia kart trzeba umieć odnaleźć sytuację, o którą klient pyta. I przede wszystkim trzeba umieć i chcieć go słuchać całym sobą, bo tylko wtedy potrafimy przenieść się na odpowiedni poziom i odczytać odpowiedź. Koniecznym elementem każdego tarocisty jest empatia. Bez niej tej pracy wykonywać się nie da.

Obecny okres jest dla nas wszystkich trudny, czy mogłaby Pani wskazać skąd czerpać dobrą energie i pozytywne myślenie. Jak sobie radzić by zachować równowagę ciała i duszy?
Najlepiej z najwyższego Źródła – źródła najwyższej i najczystszej miłości. Jedni nazywają to miejsce Bogiem, inni Górą- ja najczęściej używam słowa „Źródło”, ale bez względu na to jak go nazwiemy chodzi o bezgraniczną, bezwarunkową miłość, szacunek, empatię i dobro. Wielu ludzi, bardzo wielu ma bezpośrednie połączenie z tym Źródłem. Inni potrzebują prowadzenia przez Anioły czy ziemskie Anioły-terapeutów. Takich terapeutów jest obecnie bardzo dużo. Można skorzystać z ich filmików na YouTube i zaczynając od prostej techniki oddechów wprowadzić powoli równowagę w swój umysł, wyciszyć gonitwę myśli i powoli, krok po kroku medytując wraz z prowadzącą, podnosić swoje wibracje. Tym startującym od zera, całkowicie początkującym proponuję oglądanie wesołych filmików, które wywołują lawinę śmiechu, bo śmiech to podnoszenie wibracji. Taniec to również podnoszenie wibracji. A wibracja w wielkim uproszczeniu to jak pietra w bloku. Można również wyobrażać sobie wznoszenie się w gorę jak po spirali- co komu wygodniej zobrazować. Można przenieść się w wyobraźni w ulubione miejsce pełne słońca i zieleni, kolorowych kwiatów i tam czerpać energie z przyrody. Planować, wyznaczać sobie cele, widzieć się szczęśliwym i spełnionym to również podnoszenie wibracji a podnosząc wibracje wychodzimy coraz wyżej i wyżej. A wiadomo, że z wysoka są wspaniale widoki, czyste powietrze i więcej swobody. Tak też się dzieje w świecie energii. Tam również nie docierają byle jakie energie, a więc w praktyce stajemy się niezauważalni dla ludzi-wampirów energetycznych. Stajemy się niewidzialni dla energetycznych podczepów i robaków astralnych. I nie tylko to. Mając wyższe wibracje mamy możliwość korzystania z lepszych możliwości, tych z „wyższej półki”. Dla lepszego zobrazowania tematu osobom zupełnie nie zorientowanym w temacie energii podam prosty przykład. Jeżeli chcesz kupić drogą markową kurtkę czy sprzęt nie jedziesz po nią do ubogiej dzielnicy czy wioski, bo tam takich sklepów nie ma, prawda? To samo i z poziomem wibracji. Im więcej krzyku, przekleństw alkoholu, wyzywania się, wyzysku, tym niższy poziom. Reasumując- chcesz lepiej żyć, podnoś swoje wibracje, zacznij odwiedzać „wysokie pietra” a spotkasz niespotykane możliwości.

Czym kieruje się tarocista podczas interpretacji odczytu kart?
Po pierwsze -empatią do pytającego. Po drugie – obiektywnością. Po trzecie- pragnieniem niesienia pomocy. Wszystkie trzy są bardzo ważne. Nie wolno nam zapomnieć o żadnym z nich. My tarociści też jesteśmy ludźmi i mamy własne odczucia. Gdy na przykład przychodzi kobieta w starszym wieku, która za wszelką cenę chce utrzymać przy sobie mężczyznę młodszego od jej własnego syna, gdy wykrzykuje, że on musi z nią być i nie może jej zostawić, bo ona go kocha i życie sobie odbierze jak ją zostawi, ciężko prowadzić sesję. Ciężko, bo sprowadza się to spotkanie do jej błagania by zrobić jakieś magiczne rytuały, których ja nigdy nie robię. Ciężko, bo nie docierają do niej żadne logiczne tłumaczenia. Pozostaje jedynie uspokajanie, dawanie nadziei na zaistnienie jeszcze jednej rozmowy ich dwoje, na jeszcze jedno ich spotkanie. Często jest to niestety kłamstwo zapakowane w papierek nadziei. Dlaczego tak? Dlatego, że nie mamy prawa odbierać komuś nadziei. Dlatego, że musimy brać pod uwagę jej stan psychiczny i czas jaki minął od rozstania. To co świeże boli najbardziej.

Kierować musimy się obiektywnością, by móc zobaczyć jak naprawdę wygląda sytuacja. Jeżeli zaczniemy współczuć, łączyć się w bólu z pytającą, to nie będziemy w stanie dać jej prawdziwej odpowiedzi. Pamiętam jak dziś sytuację sprzed około 10 lat. Przyszła do mnie młoda dziewczyna. Opuchnięta od płaczu, roztrzęsiona, nie umiejąca zaakceptować nagłego odejścia jej chłopaka. Szlochała zadając w kółko te same dwa pytania-czy wróci i czy ją kocha. Rozłożyłam karty próbując się przebić przez jej histerię i zobaczyć co się tak naprawdę wydarzyło i jak się to skończy. Zawsze, aby upewnić się czy dobrze się „wbiłam” zadaje jedno lub więcej pytań. Pytania dotyczą tego co widzę a co już zaistniało więc może potwierdzić. Dopiero wtedy wiem, że i dalszy ciąg zdarzeń, który odczytałam, powiązany z przyszłością jest prawdziwy. Odpowiedziała mi twierdząco na podany opis rozmowy więc dołożyłam kolejne karty by odczytać więcej. Gdy zaczęłam mówić, a zdążyłam powiedzieć zaledwie kilka słów, krzyknęła do mnie- ja wiem, że panią to g… obchodzi, ale mnie to boli, słyszy pani – boli mnie. Zatkało mnie. I musiałam zacząć rozmowę od wyjaśnienia jej pewnych kwestii. Minęło kilkanaście minut zanim zrozumiała, dlaczego chłodno i spokojnie zasiadłam do kart zamiast razem z nią płakać nad nią i ucieczką jej partnera. Uspokoiła się i przyznała, że przyszła do mnie po radę a od wypłakiwania się ma koleżanki i mamę. Kawaler wrócił po kilku dniach i sytuacja się wyjaśniła tak, jak pokazały karty, ale to co się wtedy wydarzyło sprawiło, że płaczącym dziewczynom już na wstępie wyjaśniam, dlaczego musze zachowywać taki zimny dystans w takich momentach. Wtedy, dobrze, że zdążyłam zobaczyć to, czego szukałam, bo po jej wybuchu nie byłabym w stanie już wejść w te energie. Rozbiła mnie na drobne kawałeczki swoim oskarżeniem pełnym bólu i skargi do całego świata. Oczywiście nie mam jej tego za złe, rozumiem ciężar emocji, a wspominam o tym tylko dlatego, by dać wam obraz odczuwania i od strony tarocisty.

Czy zdolności parapsychiczne są obecne w każdym z nas?
Nasze Dusze są jak twardy dysk w komputerze. Na nich zapisanych jest wiele doświadczeń i wypracowanych talentów. Zdolności takowe mamy zapewne wszyscy, ale u niektórych mogą być przez wiele wcieleń nieużywane, stąd też nieaktywne. Czasy, w których obecnie żyjemy są czasem wielkiego budzenia się ludzi. Otwierania na coś, co jeszcze do niedawna wydawało się jak z filmów science fiction. Bardzo dużo osób zaczyna dostrzegać i interesować się własnym rozwojem duchowym, wybiera sobie prowadzących i wspólnie z nimi przepracowuje trudne schematy własne i rodzinne. Uczestniczy w warsztatach indywidualnych lub grupowych. Jest coraz więcej fantastycznych mentorów prowadzących cudowne terapie duchowe. Można rozpocząć od tych bezpłatnych spotkań i budzić się swoim własnym rytmem.

Czego zatem dokładnie możemy dowiedzieć się z kart tarota?
Na spotkaniu z tarotem można pytać o wszystko co nas dotyczy. Nie wolno natomiast pytać o sprawy osób trzecich, z którymi to sprawami nie jesteśmy związani. Kobieta będąca kochanką ma prawo zapytać czy on się rozwiedzie i jak naprawdę wygląda jego życie z żoną, ale nie ma prawa dopytywać o to, czy jeżeli ona go zostawi, to on znajdzie inną. To już bowiem jest temat, który wtedy będzie poza jej obszarem. Pytamy więc o uczucia, o czas wydarzeń, ale i od najlepszą z dróg, o najłatwiejszy sposób. Pytamy o to co robimy źle, co powinniśmy zmienić. Pytamy o sprawy karmiczne.

Jaka jest dla Pani różnica pomiędzy wróżką a tarocistką? Dla wielu ludzi określenia te wydają się tożsame. Jakie jest Pani zdanie na ten temat?
Wróżka to osoba, która wróży korzystając z wielu dziedzin dywinacji. Tarocistka to osoba pracująca przede wszystkim z Tarotem. Ale w praktyce, w dzisiejszym czasie każda prawie tarocistka używa kilku technik, więc wróżka i tarocistka, to prawie to samo. Prawie, bo każda tarocistka może być wróżką, ale nie każda wróżka musi pracować z Tarotem. Dzisiaj bardziej używa się określenia doradca duchowy, bo doradzamy, kierujemy, podpowiadamy, ale pamiętać należy zawsze, że każdy z nas ma wolną wolę i od niego zależy jak ostatecznie zadziała.

Jakimi taliami posługuje się Pani? Dlaczego taki wybór?
Pracuję przede wszystkim z talią Ridera Whaita i od 2 lat z moja własną talią- tarot Omphalos. Jednak od czasu do czasu w zależności od sytuacji korzystam z wielu innych znanych talii jak „Złoty Tarot”, czy „Ghost Tarot” – gdy chodzi o tematy powiązane z dziwnymi odwiedzinami istot nie mających ciała. Każda talia jest inna i swoimi obrazami naprowadza mnie w odpowiednim kierunku. To, jeżeli chodzi o tarotowe talie. Oprócz nich pracuje również z kartami Lenormand i kartami Diament Duszy.

Jest Pani autorką I i II tomu podręcznika do nauki kart Lenormand. Czym one się wyróżniają od tali Tarota?
Karty Lenormand mają spokojniejszą, lżejszą energię. Są łatwiejsze w odczycie, bo pomagają w tym proste obrazki nasuwające proste, konkretne życiowe skojarzenia. Pracuje z nimi tak jak z tarotem prawie 18 lat. Darze je taka samą miłością jak Tarot. Te podręczniki zawierają ogrom wiedzy potrzebnej i nowicjuszowi i średnio zaawansowanym.

Pięknie Pani opowiada o kartach, widać, że są częścią Pani życia.
Kocham pomagać ludziom, a dzięki nim mam to ułatwione. Kocham rozmowy z ludźmi, uwielbiam obserwować, jak się uczą, pokonują trudności. Jak się dzięki spotkaniom z kartami rozwijają, doskonalą. Jak uczą się siebie, jak rozpoznają własne lekcje karmiczne, jak się od nich uwalniają i jak stają się szczęśliwsi i radośniejsi. Dodatkowo pracując z tymi, którzy chcą się uczyć, mam to szczęście przekazywać im swoje doświadczenie i zarażać miłością do tej pracy i szacunkiem do klientów. Poza tym, jestem zwykłym prostym człowiekiem kochającym śmiech i morze. Rozmowy są na luzie, nie przeszkadza mi ani piżama, ani wałki na głowie klientki.

W jaki sposób można intuicję, czucie energii kart w sobie rozwinąć? Czy ma to związek również z czakrami?
Intuicje, odczuwanie wydarzeń można rozwijać zaczynając od prostych ćwiczeń – na przykład zastanawiając się nad tym jak będzie ze mną rozmawiał dziś partner czy partnerka. Podstawą jest obiektywne skupienie się na sprawie i wylosowanie kart- odpowiedniej, wcześniej ustalonej ilości. Im mniej tym lepiej. I próba ich odczytu. Im więcej takich prób tym lepszy wynik. Tym łatwiejszy odczyt za każdym razem. Czakry są bardzo ważne dla każdego człowieka. Jeżeli są oczyszczone a przepływ energii przez nie jest swobodny to łatwiej nam żyć i chłonąć wiedzę, również tą ezoteryczną, duchową. Za intuicje odpowiada czakra Trzeciego Oka, ale aby ona mogła dobrze pracować potrzebna jest czysta czakra Serca i Korony. Tak naprawdę tylko dobra współpraca wszystkich 7 czakr w ciele człowieka daje pewność, że będzie dobrze pracował z kartami i czerpał z tego radość i szczęście również dla siebie.

W ostatnim czasie wydała Pani terapeutyczne bajki dla dzieci, skąd taki pomysł? Czy dzieci mogą się uczyć terapii siebie?
O tych bajkach myślałam od dłuższego czasu, ale dopiero w 2020 udało mi się je napisać. Byłam wtedy u wnuczki w Anglii. Pojechałam tam wcześniej niż pierwotnie planowałam i zostałam dużo dłużej z racji ograniczeń w przemieszczaniu się. Dzięki temu miałam dość czasu by poćwiczyć pewne tematy z 5 letnią wtedy wnuczką. Ona sama już w drodze ze szkoły poddawała mi kolejny temat, kolejne zagadnienie. Dzieci, mając jeszcze mocne połączenie ze Źródłem Światła, z którego niedawno przyszły, uczą się bardzo szybko wszystkiego a tym bardziej tego, co nawiązuje do sfery Duszy i energii. Bajki napisane są w formie dialogów pomiędzy mną i wnuczką. W każdej bajce ukazują się magiczne moce, które dzieci tak kochają. Dzięki zamiłowaniom do magicznych słów i działań, dziecko szybko i bardzo skutecznie tworzy ochronę wokół siebie i uczy się utrzymywać swoje pole energetyczne czyste. To, co zostaje stworzone energetycznie w umyśle, nie musi być widoczne dla oka, aby działać skutecznie. Bajki są napisane w 3 językach- polskim, greckim i angielskim, a więc rodziny wielojęzykowe mogą czytać te bajki w języku ojczystym i języku kraju, w którym mieszkają. Bajki można czytać dzieciom od 4-5 roku życia. Dobrze jest ćwiczyć z dzieckiem bajkowe tworzenie, bo dzięki temu i rodzic uczy się tego od podstaw. Z pewnością niejedną mamusię czy babcię, dziecko pięknie poprowadzi przez ten świat, pomimo iż to dorosły będzie mu czytał polecenia. Bajki można zamawiać u mnie, wysyłam na cały świat.

Czym oprócz Tarota jeszcze się Pani zajmuje? Jakieś pasje?
Od ponad 20 lat interpretuję sny- swoje, znajomych, klientów i na różnych grupach. Fruwam sobie w OOBE (eksterioryzacja) wykonując przy tym wiele energetycznych prac dla siebie i klientów. Zwiedzam świat istniejący poza naszą planetą Ziemią, ciągle się uczę i doskonalę dla dobra własnego, moich bliskich i oczywiście moich klientów. Z myślą o osobach, których nie interesują wróżby, ale pragną nawiązać kontakt z własną Duszą, z opiekunem Duchowym, że swoim wewnętrznym dzieckiem, stworzyłam karty Diament Duszy. Może rozmawiać z nimi każdy, bez względu na wiek.

Czy jest coś, o czym marzy tarocistka Krystyna?
Jako tarocistka marzę o wydaniu tak dobrego podręcznika Tarota jakim jest dwutomowy podręcznik Lenormand. Marzę również o przetłumaczeniu moich podręczników i na język grecki. Natomiast jako doradca duchowy marzę o tym by jak najwięcej ludzi obudziło się na czas, byśmy mogli uratować naszą matkę Ziemię, zanim ona ratując się sama, przywali nas falami swoich wód. Marzę o tym, by coraz więcej osób spojrzało na to, co dzieje się w ich życiu przez pryzmat Duszy, swoich błędów i lekcji i zechciało te tematy przepracować.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.
Dziękuję

rozmawiała: Marzena Mavridis
zdjęcia: archiwum prywatne