Zapewne dla wielu z nas – Polaków w Grecji – drażniącą, a co najmniej dziwną jest ta sytuacja, że w tu dopiero teraz rozpoczyna się Wielki Post, podczas gdy w Polsce i w całym świecie zachodnim zaczął się już miesiąc temu. Teraz nasi krewni i znajomi myślą już o Wielkanocy i pewnie lada dzień zaczną nam przysyłać życzenia wielkanocne. A my? My pewnie im też, ale jakoś tak z podzielonym sercem, bo przecież u nas Wielkanoc będzie dopiero 2 maja. Do tego dochodzą jeszcze problemy związane z pandemią i ograniczeniami, które tu się na nas nakłada, większymi zresztą niż w Polsce. Kościoły pozostają zamknięte… Ostatnio na coś tam pozwolono, ale to też prawie nic… Zasadniczo uczestnictwo w nabożeństwach ogranicza się do Internetu i telewizji. I tu kolejny problem, bo wielu ogląda czy uczestniczy w nabożeństwach transmitowanych z Polski, więc tę rozbieżność kalendarzy liturgicznych jeszcze mocniej odczuwają. Powstaje niemałe zamieszanie. My sami, księża polscy też nie bardzo wiemy, jak z tego wybrnąć. Skąd jednak to wszystko to się wzięło?

fot. fotolia.com

Otóż, problemy z datą Paschy, bo tak raczej powinniśmy ją nazywać, choć w języku polskim od wieków zadomowiło się słowo „Wielkanoc”, mieli chrześcijanie od samego początku. Można by powiedzieć, że od początku diabeł nie dawał im spokoju, gdy chodzi o to historycznie pierwsze i najważniejsze święto chrześcijaństwa. Pierwsi chrześcijanie byli Żydami, więc świętowali Paschę razem z Żydami, bo trzeba pamiętać, że Pascha to nie tylko najważniejsze święto chrześcijaństwa, to także najważniejsze święto żydowskie. Żydzi świętowali Paschę od niepamiętnych czasów 14 nissan, a jest to pierwsza wiosenna pełnia księżyca. W tę noc wyszli z niewoli egipskiej i przeszli przez Morze Czerwone – przeszli z niewoli do wolności – nie przypadkiem też hebrajskie słowo „Pessah”, od którego pochodzi greckie Πάσχα, oznacza „przejście”. W tę noc paschalną zmartwychwstał Jezus. Dla chrześcijan zatem to więcej niż przejście przez Morze Czerwone, to przejście ze śmierci do życia. Tak się jednak złożyło, że tamta noc paschalna, gdy Pan Jezus zmartwychwstał, przypadła z soboty na niedzielę. I tak zrodził się dla chrześcijan pierwszy problem z datą Paschy. Czy świętować ją nadal z Żydami – 14 nissan, a więc w pierwszą wiosenną pełnię księżyca – niezależnie do tego, w jaki dzień ona wypadnie, czy świętować ją raczej z soboty na niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Problem wziął się stąd, że chrześcijanie od początku świętowali każdy Dzień Pański – niedzielę – jako pamiątkę zmartwychwstania Jezusa, tzw. małą Paschę, więc jak tu świętować Wielką Paschę w inny dzień tygodnia. Tu nastąpił pierwszy podział na tzw. czternastników i niedzielników. (To trochę takie językowe potworki, ale są dosłownym tłumaczeniem terminów starożytnych). Trwało to przez ok. 200 lat.

Nieznany włoski artysta, Papież Grzegorz XIII przewodniczy komisji do spraw reformy kalendarza, 1582 r.

Sprawę rozstrzygnął dopiero Sobór Nicejski w 325 roku na korzyść niedzielników. Tak więc od tamtego czasu wszyscy chrześcijanie – Wschód i Zachód – świętowali Paschę w tym samym dniu, a więc w noc z soboty na niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Według używanego wówczas kalendarza juliańskiego pierwszy dzień wiosny przypadał 21 marca. Kiedy w 46 roku przed Chrystusem Juliusz Cezar wprowadzał ten kalendarz, początek wiosny faktycznie wypadał 21 marca. Jednakże kalendarz juliański, choć w tamtych czasach był niezwykłym osiągnieciem starożytnych astronomów, okazał się niedokładny. Opierał się on na założeniu, że ziemia obiega słońce w ciągu 365 dni i 6 godzin. Tymczasem okrąża je ona w ciągu 365 dni, 6 godzin, 9 minut i 9,54 sekund. Ta z pozoru drobna różnica przez wieki nabierała coraz większego znaczenia. Doszło do tego, że w XVI wieku różnica między początkiem wiosny według kalendarza juliańskiego a faktycznym jej początkiem wynosiła już 10 dni. W roku 1582 papież Grzegorz XIII zdecydował o wprowadzeniu nowego, dokładniejszego kalendarza, który od jego imienia nazwano gregoriańskim. Przyjął go cały świat zachodni. Mówiono wtedy: „Papież ukradł nam 10 dni!”, gdyż następnym dniem po czwartku 4 października był piątek… 15 października. Jednakże świat prawosławny, nieuznający władzy papieskiej, nie zgodził się na jego przyjęcie i pozostał przy starym kalendarzu juliańskim z jego niedokładnością. I tak jest do dziś. Co więcej, różnica pomiędzy kalendarzem gregoriańskim i juliańskim stale się powiększa. Co 128 lat przybywa 1 dzień. Jak łatwo obliczyć, teraz wynosi już nie 10 – jak w XVI wieku – ale 13 dni.

Tu jest źródło naszych dzisiejszych problemów z polską i grecką Paschą – Wielkanocą. W Polsce też mamy ten problem, bo prawosławni i greko-katolicy i w naszym kraju trzymają się kalendarza juliańskiego. Ponieważ jednak są niewielką mniejszością, nie rzuca się on tak bardzo w oczy jak tutaj. Inaczej było w dawnej Rzeczypospolitej czy nawet przed II wojną światową. Mówiło się wtedy o polskich i ruskich świętach. Przyzwyczajono się do tego, a niektórzy nawet żartowali, że obchodzą dwa razy Boże Narodzenie i dwa razy Wielkanoc. W Grecji problem ten rozwiązano inaczej. Jak wiemy, zarówno Święta Bożego Narodzenia jak i Paschy Grecy obchodzą razem. Na Boże Narodzenie to prawosławni przystosowują się do katolików, a na Paschę katolicy do prawosławnych. Z jednej strony to piękne, bo to jakiś krok ku jedności, ale dla nas kłopotliwe, zwłaszcza w obecnej pandemicznej sytuacji. Jesteśmy tu jednak ich gośćmi, więc wypada szanować zwyczaje i rozwiązania gospodarzy, zwłaszcza że idą w dobrą stronę. Może więc, tak jak to było kiedyś w dawnej Rzeczypospolitej świętujmy obydwa święta: i polskie, i greckie, oczywiście, tak żeby szanować prawa i zwyczaje gospodarzy…

Na koniec jeszcze pytanie: czy nie da się tych dat świętowania Paschy-Wielkanocy jakoś pogodzić, tak jak to się stało w roku 325. Sobór watykański II w konstytucji o liturgii świętej Sacrosanctum concilium dopuszcza zmianę kalendarza i daty Wielkanocy pod warunkiem, że będzie to posunięcie ekumeniczne: Sobór święty nie sprzeciwia się temu, aby uroczystość Paschy została wyznaczona na określoną niedzielę w kalendarzu gregoriańskim, jeśli zgodzą się na to wszyscy zainteresowani, zwłaszcza bracia odłączeni od wspólnoty ze Stolicą Apostolską. Podejmowane jest wielu prób, ale póki co nie widać żadnych konkretnych efektów, z wyjątkiem Grecji. Może kiedyś do tego dojdzie, ale zapewne sporo upłynie jeszcze czasu, zanim znikną opory i wzajemne uprzedzenia.

O. Stanisław
Duszpasterz Polonii Ateńskiej