Można powiedzieć, że na Kefalonii sezon turystyczny rozpoczyna się ze Świętem Wielkanocy i trwa do końca października. W tym roku i poprzednim, koronawirus pokrzyżował plany wszystkim, więc rozpoczął się on o wiele później. Od połowy lipca tego roku intensywnie wszystko zaczęło działać i wskoczyło na „właściwe tory”.

Moim zdaniem najpiękniejszą porą roku na wyspie jest wiosna (chyba w każdym klimacie jest ona wyjątkowa), kiedy to wszystko budzi się do życia, powietrze jest rześkie, woda w morzu krystalicznie czysta i zimna, a wzgórza zalewa fala kolorów. Ziemia w zimie przyjęła ogromną ilość wody w czasie opadów deszczu i teraz odwdzięcza się swoim bogactwem. Intensywniej pracują owady, intensywniej śpiewają ptaki głosząc wszem wobec, że tu jest ich rejon i nikt inny nie ma prawa go zająć a wszechobecne kozy i owce mają dobrze zaopatrzoną górską stołówkę pełną oregano, szałwii, cząbru i tymianku na najbliższe miesiące a od czasu do czasu poskubią sobie liście oliwek i dębów skalnych. Zające i kuny też nie będą narzekały. 😀

W maju już a we wrześniu i październiku jeszcze, można wylegiwać się na niezliczonej ilości pięknych plaż, jak i udać się na wycieczki rowerowe czy uprawiać hiking.

Co warto zatem zobaczyć? Muszę zaznaczyć, że jest to znów moja subiektywna opinia i nie każdy, kto tu był musi się ze mną zgadzać. Jak również, nie jest to pełny opis wszystkiego, zatem wybaczcie, jeżeli coś pominęłam. Tu kłaniam się do Tych, którzy być może więcej zobaczyli aniżeli ja i mają w zanadrzu o wiele więcej wskazówek i informacji.

Wrzesień i październik są miesiącami, gdzie nadal można swobodnie wypoczywać, bez tego wielkiego zgiełku i tłumów turystów, a więc kto jeszcze nie był na wakacjach, może spróbować zobaczyć Kefalonię powiedzmy spokojniejszą.

Argostoli

To stolica wyspy, która ucierpiała w czasie trzęsienia ziemi w sierpniu 1953r. (7.2 stopni w skali Richtera). Odbudowana, nie jest pięknym miastem (ale to tylko moje osobiste odczucie). Warto jednak przejść się po tutejszym deptaku (Lithostroto) okolonym jak to wszędzie bywa sklepikami z pamiątkami z wyspy, sklepikami jubilerskimi czy kafejkami. Na tymże deptaku znajduje się cerkiew prawosławna Św. Spirydona z przepięknym, rzeźbionym w drewnie ikonostasem, starymi ikonami i polichromią. W pierzei budynków usługowych na tym samym pasażu znajdziemy też malutki kościółek katolicki pod wezwaniem Św. Mikołaja. Można go łatwo przeoczyć.

Będąc w mieście warto zajrzeć do Muzeum Historycznego wyspy. Tam zobaczymy zdjęcia Kefalonii sprzed trzęsienia w 1953 r., ubrania z końca XIX w i początku XX w., bibeloty, listy, narzędzia, którymi w tamtych czasach posługiwano się, itp….

W ostatnim roku poprawiono główny plac, na którym organizowane są w wakacje różne eventy, festiwale muzyki i tańca. Ostatnio też odbył się zlot starych, zabytkowych samochodów. Nie zabrakło uczestników z Polski. Przebudowano pasaż nadmorski a przechadzając się nim niekiedy możemy wypatrzeć pływające żółwie Careta Careta, które jak zawsze są atrakcją nie tylko dla turystów. Można też się wybrać na krótki spacer po moście wybudowanym w XIX łączącym dwa przeciwległe brzegi Zatoki Argostolskiej, nazwany od nazwiska architekta De Bosset -„Devoseto”.

Jest to najdłuższy kamienny most wybudowany przez morze na świecie. Zamknięty jest dla ruchu kołowego. Ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy tym mostem jeździliśmy samochodem. Zawsze się zastanawiałam, czy w którymś momencie nie spadniemy do morza, bo jak dla mnie, wtedy jeszcze nie prowadzącej samochodu wydawał się on bardzo wąski w czasie gdy samochody wymijały się, ale dzięki Bogu nie spadliśmy. 😀

Teraz jest odrestaurowywany w kilku miejscach, bo również ucierpiał w ubiegłorocznym huraganie. Dzięki budowie tego mostu powstało jezioro z woda słoną i słodką (limnothalassa) ze specyficznym mikroklimatem, fauna i florą. Można sobie wypożyczyć rowerek wodny i zrobić rundkę dookoła jeziorka. Być może napotkasz czaple lub towarzyszyć Ci będą w przejażdżce rybitwy, łabędzie czy dzikie gęsi wychodzące czasem na brzeg i pasące się w parku.

Kilka kilometrów za miastem, jadąc w stronę miejscowości Poros znajdują się ruiny weneckiego zamku Św. Georgiosa. Tam kiedyś znajdowała się pierwotnie stolica wyspy. Niedaleko warto zahaczyć o klasztor Św. Andreasa (Św.Andrzeja) i zwiedzić Muzeum Bizantyjskie ze zbiorem starych ikon.

Klasztor Św. Gerasimosa niedaleko wsi Valsamata

Położony 15 km od Argostoli. Odbywa się tu co roku 16 sierpnia najważniejsze święto ku czci Patrona wyspy. Architektura głównej cerkwi może z zewnątrz nie zachwyca, ale w środku jest na co patrzeć. Nieco dalej znajduje się mniejsza cerkiew, w której to zazwyczaj spoczywają relikwie Świętego. Pod cerkwią zachowała się pustelnia, do której można się dostać, schodząc po drabinie o wysokości trzech metrów. Prowadzi ona do jaskini podzielonej wąskim otworem na dwie komory. Tam właśnie żył i modlił się Św. Gerasimos.

Na terenie klasztoru zachowały się również dwa duże platany zasadzone przez Świętego, trzy studnie z 37 mniejszymi wykopanymi przez Niego własnymi rękami. Wieść niesie, że po każdym święcie na Jego cześć, Święty zostawia klasztor i udaje się na obchód nie tylko wyspy, ale i świata, niosąc pomoc potrzebującym i jak co roku zmieniane są na nowe, jego wychodzone i zdarte buty. I to nie zawsze można otworzyć jego trumnę, by pokłonić się relikwiom. Wytłumaczeniem może być to, że Święty wtedy podróżuje. Kto wie?😉

Kourkoumelata

Ta wioska została całkowicie zniszczona w czasie trzęsienia ziemi, jak wiele innych wsi na tej wyspie. Jednak odbudowano ją dokładnie taką, jaką była przed 1953 r. dzięki dotacjom Rodziny Vergotti, która wywodzi się z tych terenów. Domy w neoklasycznym stylu, ogrody cieszą oko i aż trudno uwierzyć, że ta miejscowość była zrównana z ziemią.

Palia Vlahata

Takiego szczęścia jak Kourkoumelata nie miała wieś położona niedaleko Sami. Zniszczona również w czasie trzęsienia ziemia w 1953r, nie została nigdy podniesiona z ruin, mimo, że była siedzibą wielu możnych rodzin tej wyspy. Do życia, ale artystycznego została ponownie zwrócona w 2012. Na 3 dni, na początku sierpnia każdego roku organizowany jest tutaj festiwal sztuki alternatywnej „Saristra” (nazwa wzięta od głównego placu wsi). Tu spotykają się artyści z całego świata by grać koncerty, wystawiać sztuki, prowadzić warsztaty yogi, śpiewu czy warsztaty teatralne. Wtedy ściągają tłumy turystów i mieszkańców wyspy i wieś znów żyje.

W 2020 i 2021 roku ze względu na pandemię, festiwal nie odbył się. Ale można przyjechać i pochodzić wśród ruin i wyobrazić sobie, jak to kiedyś było, jak żyli mieszkańcy tej wsi. Wyobrażam sobie ulice pełne dziecięcych śmiechów, sąsiedzkich gromkich powitań „Kalimera, ti kaneis” (Dzień dobry. Co tam u Ciebie?), beczenie owiec i kóz w zagrodach, krzątanie się gospodarzy, koty leniwie wylegujące się na kamiennych murach gospodarstw.

Tu rodziły się pierwsze miłości, tu też umierały, podobnie jak ludzie. Na progach domów kobiety z utęsknieniem wyczekiwały mężów i synów powracających dalekich, morskich wypraw lub ich żegnały ze łzami w oczach odchodzących na wojny. Patrząc na oliwki rosnące na placu, na ogromne cyprysy zastanawiam się ile wydarzeń i ile pokoleń te drzewa widziały i przeżyły.

Wyobraźnia Wasza na pewno nie pozwoli Wam przejść obojętnie obok ruin domów, których tu pełno. 😉 Fantazja fantazją ,ale na pewno trzeba zwracać uwagę na studnie zbierające wodę deszczową, których otwory czasem nie są przykryte i znajdują się na poziomie powierzchni ziemi.

Trzeba przyznać, że na mnie ta wieś zrobiła ogromne wrażenie.

Niedaleko od Palia Vlahata znajdują się warte odwiedzenia Jaskinia Drogarati i Jaskinia Melissani. Ta ostatnia ze wspaniałym jeziorkiem, odkryta została w 1951 r przez greckiego speleologa Giannisa Petrocheilosa. Tam też odkryto figurki bożka Pana i nimfy Melissani,co świadczy, o tym, że już w czasach starożytnych wiedziano o tej jaskini. Znajduje się ona 20 metrów pod powierzchnia ziemi. Górna warstwa jaskini zapadła się odsłaniając przepięknie błękitne wody głębokie na 40 metrów i szerokie na ok. 160m. W głębi jaskini można tez podziwiać podobnie jak w Drogarati stalaktyty i stalagmity.

Sami

Portowe miasteczko, do którego dobijają statki z Patry i portów włoskich. Mimo, że miasteczko portowe i tętniące w centrum życiem turystycznym, to przechadzając się po jego wąskich uliczkach, można odnieść wrażenie, że ludzie tu żyją wg zasady ”siga- siga”, siedzą w ogródkach lub na zadaszonych werandach swoich kolorowych domków cały dzień popijając grecką kawę, słuchają radia lub wystawionego telewizora. Czasem śmieję się do siebie widząc kolory tych domów (fuksja, pomarańcz czy żółty electric), bo one (te kolory) według mnie pokrywają się z opinią o Kefalończykach , że są „treli” czyli szaleni. Ale jest to miłe szaleństwo w tym przypadku.

Za miastem, na otaczających je wzgórzach znajduje się Akropol, na którym w czasach starożytnych powstało antyczne Sami. Teraz praktycznie pozostało tylko brama wejściowa, jak i mur cyklopowy po drugiej stronie wzgórza. Spodziewałam się więcej. Rozczarowanie moje zrekompensował mi jednak przepiękny widok na port i daleko widniejącą Itakę.

Choćby dla tego widoku warto tam zajechać. Jadąc dalej można dotrzeć do ruin klasztoru Św. Fanenton. Tu jest więcej do oglądania.

W drodze powrotnej można też zahaczyć o klasztor M. B. Agrilion skąd również rozpościera się przewspaniały widok na plażę Antisamos, Itakę i Morze Jońskie.

Assos

Chyba najpiękniejsza wioska na terenie Kefalonii. Pomimo kataklizmu, jaki przeżyła w poprzednim roku, to uczta dla oczu. I znów wita nas feeria kolorów, która tak wszechobecna jest na tej wyspie.

Nad wsią górują ruiny zamku weneckiego z XVI w., do którego można dojść dwoma zboczami i podziwiać z góry malownicze Assos i Morze Jońskie, a także zachody słońca. A kiedy się zmęczymy, możemy odpocząć na plażach zatoczki, nad którą rozłożyło się to miasteczko/wieś.

Fiskardo

Miasteczko portowe, które jako jedyne ocalało w 1953 r i które budzi się wiosną a zamiera późną jesienią. W poprzednim roku, podobnie jak Assos sponiewierane przez huragan Ianos, dziś w te letnie dni pandemii tętni życiem nawet ze zdwojoną siłą tak, jakby nic się nie stało.

Znane jest wśród celebrytów z całego świata i często przez nich odwiedzane. Stopę swoją postawili tu Giorgio Armani, Sarah Jessica Parker, Jon Bon Jovi, Steven Spielberg i wielu wielu innych. Szejkowie arabscy też chętnie pojawiają się na swych mega luksusowych jachtach w tymże porcie, pełnym sklepików z pamiątkami, kafejek, tawern zapraszających do siebie od rana do późnego wieczora.

Tu znajduje się dom rodzinny znanego greckiego poety Nikosa Kavvadiasa. Tu również ok.30 lat temu dzięki pracom archeologicznym odkryto cmentarz rzymski, datowany na II w p.n.e-IV w n.e. W kolejnych latach obszar archeologicznych odkryć zwiększył się o kolejne wykopaliska. W 2013 r. w wodach wprowadzających do portu odkryto zatopiony statek z ok. 6000 amforami pochodzących również z czasów rzymskich.

Po przeciwnej stronie zabudowy mieszkalnej u wejścia do portu, znajduje się latarnia morska z czasów weneckich z odrestaurowanym domkiem latarnika (obecnie udostępniany do organizowania wystaw) i latarnia morska wybudowana przez Brytyjczyków, idąc dalej wąską ścieżką dochodzimy do ruiny kościoła z czasów probizantyjskich z VI w n.e.

Lixouri

Jest miasteczkiem położonym po przeciwnej stronie Argostoli. Między nimi kursują promy, które skracają podróż udającym się tam samochodem czy motocyklem, gdyby nie chciało się wybrać drogi lądowej.

Szczerze mówiąc, osobiście lubię to miasto bardziej od stolicy, być może dlatego, że jest spokojniejsze, zbudowane w skali, która nie przytłacza. Domy czasem są często kiczowate, ukryte są w ogrodach pełnych oleandrów, fig czy drzewek cytrusowych, uliczki są wąskie i ciche, i to wszystko razem wzięte sprawia, że albo polubisz to miasto albo więcej się w nim nie pojawisz. Ja je polubiłam ale przyznam szczerze chyba dopiero za trzecim razem, kiedy „zapuściłam się” w jego głąb. Taka „miłość od trzeciego wejrzenia”. 😀

Między dwoma miastami – Argostoli i Lixouri – toczyła się przez wiele lat „niepisana” wojna o prymat na wyspie. Jako, że Lixouri nie zostało stolicą wyspy i jako, że mieszkańcy tej części czują się „wybrańcami”, reszta wyspy mówi, że Lixouri to nie Kefalonia. W miasteczku na znak protestu i „braku poszanowania” reszty wyspy i stolicy postawiono nawet pomnik jednego z poetów greckich A. Laskaratou plecami do powyższych.

Może w tym coś jest, bo wjeżdżając na tę część wyspy widać ogromną różnicę w ukształtowaniu terenu, w przyrodzie, jak i architekturze. Ta ostatnia szczególnie przyprawia o zawrót głowy, gdy zaczniemy zwiedzać półwysep po drogach ciągnących się między wzgórzami. Można by powiedzieć, że fantazja i „szaleństwo mieszkańców” widać jak na dłoni. Nam takie przejazdy poprawiają niesamowicie humor, bo nigdzie indziej na wyspie tego zlepku elementów architektonicznych nie uświadczysz tak bardzo jak tam. 😀

Półwysep liksuryjski był zawsze biedniejszym kawałkiem, co widać nawet i teraz. Ten brak jednak rekompensowany pięknymi plażami. Nie da się wymienić wszystkich, ale najciekawszymi są Xi z czerwonym piaskiem (właściwie to pomarańczowy i niestety leżak na leżaku), Petanii – można powiedzieć drugie Myrtos, Porto Atheras, Platia Ammos – do której zejście schodami po zboczu wzgórza zostało zniszczone po ostatnim trzęsieniu ziemi w 2014 r.,ale istnieją śmiałkowie, którzy schodzą po niebezpiecznych zboczach na plażę.

A chyba najpiękniejszą plażą półwyspu, jak nie całej Kefalonii jest Agia Eleni (dzięki Bogu, tam komercja nie dojdzie na pewno), ale turystów dojedzie sporo i każdy znajdzie sobie zaciszne miejsce do plażowania. Zapomniałam dodać też malowniczą Fteri- plaża do której można zejść w ciągu godziny zboczem wzgórza lub dopłynąć łódką albo wodną taksówką z miejscowości Zola, a konkretnie z plaży Agia Kyriaki.

Skala

Miejscowość „zawojowana” przez Anglików. Komercja chyba największa na wyspie. Co warte jest zobaczenia, to willa rzymska z III w. z mozaikami. Niedaleko miasteczka plaża Mounda – największa piaszczysta plaża, gdzie żółwie Caretta Caretta składają jaja. A reszta? Jak to bywa-przepełniona hotelami, barami i turystami, podobnie jak Lassi niedaleko od Argostoli. Ale co kto lubi.

Poros

Kolejny port, do którego dobijają statki z Kilini położonego w części Półwyspu Peloponeskiego. Z długą kamienną plażą i błękitną wodą. W zimie po drodze z Poros do Skala pojawiają się wodospady Potisti, warte więc są zobaczenia w okresie zimowym. Niestety w lecie wysychają. Również wzdłuż tej drogi rozsianych jest pełno piaszczystych plaż i na pewno wartych odwiedzenia.

Niedaleko miasteczka, kierując się w stronę Sami we wsi Tzanata, zbaczając z drogi głównej znajdziemy dobrze zachowany grobowiec z czasów mykeńskich odkryty w 1991r. Pomimo, że uważany jest przez Kefalonczyków za miejsce pochówku Odyseusza, najprawdopodobniej jest to grobowiec królewski z ok.1400r p.n.e.

Agia Effimia

Podobnie jak Sami i Poros to port dla jachtów i żaglówek. Po drodze z Sami do Agia Effimia można się zatrzymać na jednej z nielicznych kamiennych plaż położonych pomiędzy skalnymi płytami, gdzie ich biel znika pod taflą lazuru morza. Ta miejscowość również od kilku lat boryka się z humorzastą przyrodą. Dość dotkliwie odczuła to w czasie huraganu „Ianos”.

Jest to miejscowość, z której już niedługo do jednej z najpiękniejszych plaż w Europie, jaką jest Myrtos. Wystarczy przejechać kilka kilometrów do wsi Divarata (czasem nazywaną Siniori) i z drogi na Fiskardo, skręcić w lewo, ze dwa kilometry krętej drogi i przed nami ukazuje się piękny widok. I tu znów subiektywna opinia-wolę ją oglądać z dwóch pkt widokowych, z których pierwszy położony jest na drodze do Fiskardo a drugi na drodze do Lixouri. Atrakcją letnią są paralotniarskie tandemy nad plażą. Jeszcze nie próbowałam, ale może kiedyś i ja się odważę.

Enos (Ainos)

Najwyższa góra na Archipelagu Wysp Jońskich 1628m n.p.m. Warta zobaczenia i „schodzenia”. Wśród jedynej w swoim rodzaju jodły kefalońskiej można wędrować wyznaczonymi szlakami górskimi i podziwiać faunę i florę Narodowego Parku, ze wspaniałym mikroklimatem, niesamowitymi widokami na Jońskie Wybrzeże. Być może spotkacie po drodze dziko żyjące konie, na zboczach góry od strony Katelios. Te pojawiły się tu po II W.Ś. Obecne są potomkami koni, które po wojnie stały się bezpańskie i tak zdziczały, pasąc się na zboczach góry przez dziesiątki lat.

Nie zapominajcie o winiarniach!!! Każdy znajdzie sobie tę, w której zaopatrzyć się może w butelkę lokalnego, czerwonego wina, jak i słynnego białego znanego pod nazwą „Robola”. To wytwarzane jest tylko tu. Nazwa związana jest z terenem pochodzenia. Mówisz „Robola” i wiesz, że to wino z Kefalonii.

Wymieniłam kilka tylko miejsc wartych obejrzenia. Ale uwierzcie mi, jest ich o wiele więcej, więc trzeba podjąć decyzję, kupić bilet do Grecji, wsiąść w samolot, samochód czy statek, przybyć na wyspę i po prostu odkrywać ją po swojemu i dla siebie. A może drogi nas zaprowadzą do miejsc, których nikt przed nami jeszcze nie zwiedził. Może kryją się i czekają na nas niespodzianki, tak jak kamienny most we wsi Grizata, o którym wiedzieli miejscowi, a turyści jeszcze do końca o nim nie wiedzą? Albo szalone domki ukryte wśród wzgórz w części liksuryjskiej?

Nie zastanawiajcie się więc i spróbujcie przygody, tu na tej wyspie, jakże rożnej od tych ogólnie znanych – Santorini, Rodos czy Krety. Przyjedźcie a przekonacie się, że Kefalonia skradnie Wasze serca i pozostanie w nim na zawsze, tak jak to stało się i w moim przypadku.

Ciąg dalszy nastąpi. 🙂

zdjęcia, tekst: Jolanta Kuderska Kavvadia

Kefalonia – jedna z najpiękniejszych wysp Morza Jońskiego cz.I