W moich podróżach po Grecji był już Peloponez, była Kreta, czas zawędrować do Aten. Tam poznałam Karolinę. Chciałam Wam ją przedstawić 🙂 bo jeśli mówić o kimś wulkan energii to bardzo proszę oto Ona. To jedna z tych osób, gdzie po pierwszej rozmowie możecie iść razem „konie kraść”.
Czasami nasze losy się tak dziwnie przeplatają i napotkana osoba z którą rozmawiasz o literaturze, doświadczeniach zawodowych odsłania przed Tobą historię swojego życia i….okazuje się, że tak wiele podobnych sytuacji spotkało nas, ukształtowało i zrodziło niezwykłą determinację.

Karola musisz wiedzieć że „Karoliny” w moim życiu są mi niezwykle bliskie, z jedną nawet współpracuję.
Wszystkie Karoliny to fajne dziewczyny. A już całkiem serio – miło mi to słyszeć, chociaż przyznam, że kiedyś szczerze nie lubiłam swojego imienia, w podstawówce chciałam być Kasią, a nie jakąś poważnie brzmiącą Karoliną! Chociaż i tak każdy jakoś ją zdrabnia, w wersji greckiej doczekałam się nawet zdrobnienia Karolinaki. Musisz przyznać, że to dopiero brzmi dumnie dla 34-letniej kobiety…

Karolinaki (podoba mi się) polećmy standardem, by czytelnicy dowiedzieli się dokąd prowadzą marzenia o życiu w Grecji. Mieszkasz w Atenach, czy właśnie stolica była Twoją wymarzoną destynacją? Jak się tu właściwie znalazłaś?
Od początku mojej przygody z Grecją wymarzoną destynacją była urocza grecka wysepka, gdzie czas stoi w miejscu, życie płynie swoim leniwym rytmem. Wokół błękitne morze, w pakiecie święty spokój. Tyle że to, co świetnie wygląda jako marzenie, niekoniecznie sprawdza się w praktyce. Co miałabym tam robić? Nie jestem Greczynką, nie mam tam korzeni , rodziny czy przyjaciół, jeszcze nie wygrałam w totka, żeby kupić tam pensjonat. Grecja pozostawała więc w sferze marzeń odkładanych na przyszłość, szczególnie odkąd pojawił się kryzys. Od kilkunastu lat jeździłam co roku na długie wakacje na ukochany, piękny Półwysep Chalkidiki, na weekendy do Salonik, a Ateny w ogóle nie znajdowały się na mojej greckiej trasie. Do czasu… W ramach ucieczki przed kolejnym atakiem zimy przyleciałam na kilka dni dopiero w lutym niespełna trzy lata temu. W Polsce mróz i śnieg, w Atenach słońce, na drzewach pomarańcze, kawiarnie pełne ludzi. Uwielbiam zimowe widoki, ale szczerze nie znoszę zimna i kilogramów ubrań. Tutaj w lutym trafiłam do raju. Ateny przypadły mi do gustu, ale krótki pobyt i spotkania ze znajomymi nie pozwoliły na poznanie miasta. Wróciłam w kwietniu na tydzień i to była miłość od drugiego wejrzenia. Kilometrowe spacery po mieście, Plaka, morze. Ostatniego dnia weszłam na Akropol, bez baterii w telefonie także jestem pewnie pierwszą osobą z ery selfie bez selfie z Akropolem w tle. I błogosławię to moje roztargnienie, bo to był wspaniały spacer. Niektórym może się wydawać, że to „oklepane miejsce”, sterta kamieni i typowy zabytek turystyczny. Nawet wtedy, siedząc sobie dobrą godzinę i obserwując ludzi z selfie stickami pomyślałam, że świat zmienia się w szalonym tempie, a dumny Akropol stoi sobie dumnie na swoim miejscu. Niezwykły widok, zachwyt i poczucie, że to moje miejsce. Wtedy powiedziałam sobie, że kiedyś tu zamieszkam… Zamieszkałam rok później.

Przeznaczenia nie oszukasz. 🙂 Karola piszesz ciekawe artykuły nt. życia w Grecji, miałam nadzieje na Twoją obecność podczas Trzeciego Spotkania Greckiego, ale życie pisze własne scenariusze i tym razem się nie udało…Miałam nadzieje, że opowiesz nam o życiu emigranta, może mogłabyś teraz opowiedzieć co nie co?
Nie wiem, czy mamy tyle miejsca i czasu! Życie na emigracji to materiał na książkę i wierz mi – ta grecka wersja emigracji dostarcza naprawdę wielu wątków każdego dnia. Decyzja o emigracji jest trudna i na pewno nie jest to sposób na życie dla każdego. Co innego, gdy ktoś jest niejako zmuszony do wyjazdu ze względu na sytuację materialno – życiową, co innego, gdy ma się duszę obieżyświata i chce się po prostu żyć w różnych miejscach. Co innego emigrować jako poszukujący swojej drogi dwudziestolatek, co innego zostawić dotychczasowe ustabilizowane życie i zacząć od zera w nowym miejscu. Zawsze jednak wymaga to dużej odwagi i determinacji, bo początki są trudne, gdziekolwiek byśmy nie wylądowali. Do tego dochodzi bariera językowa, czasem kulturowa, wszystko jest nowe albo po prostu inne, tęsknota za bliskimi, chociaż akurat ja jestem do niej przyzwyczajona. Już jako nastolatka zamieszkałam w internacie, potem studia. Rodzice zawsze byli daleko, a ja mam naturalną zdolność przystosowania się do każdej sytuacji, co na pewno pomaga w zaczynaniu od nowa i pomogło tym razem.

Jeśli jednak ktoś uważa, że greckie życie, zwłaszcza w Atenach, sprowadza się do picia kawy, codziennego plażowania i paradowania w zwiewnych sukniach jak dziewczyny na Instagramie – muszę go rozczarować. Kawę pijemy w nadmiernych ilościach, plaże są zatłoczone i nie ma na nie dużo czasu w ciągu tygodnia, a powabne suknie dobrze wyglądają tylko na sesji na Santorini. Codzienność jak wszędzie – praca, dom, zakupy, rachunki, obowiązki. Faktem jest jednak, że pogoda i okoliczności sprzyjają dobremu życiu w wolnym czasie. Plażowanie jest możliwe przez kilka miesięcy w roku, spacery nad morzem na wyciągnięcie ręki. Choćbym nie wiem, jak była wykończona wczesnym dyżurem w pracy, mam po niej możliwość wskoczenia w tramwaj i poleżenia z książką na plaży. Jesienią i zimą, gdy żar już nie leje się z nieba uwielbiam „łazić” po mieście, wystarczy skręcić w małą uliczkę i odkryć coś ciekawego. Ateny są fascynującym miastem, choć na pewno nie idealnym. Jeśli ma się dość miasta – niespełna godzina promem dzieli Ateny od pięknych pobliskich wysepek. Inny świat. Świadomie wybrałam Ateny – ogromne miasto z dostępem do wszelkich udogodnień, do których przyzwyczaiła mnie Warszawa. Możliwość pracy i rozwoju. Bliskość lotniska, która daje komfort szybkiego bycia w Polsce. I przede wszystkim fascynujące miasto pełne historii, którą interesuję się od zawsze.

Emigracja była moim świadomym wyborem – jestem dumną Polką, od kilkunastu lat pracowałam w telewizji, miałam możliwość współtworzenia ciekawych i dobrze znanych programów z ludźmi, których cenię. Żyłam życiem, którego teoretycznie nie powinno się zostawiać zwłaszcza dla życia w kraju pogrążonym kryzysem ekonomicznym. Ale wiedziałam, że to coś czego chcę, nie chciałam żyć tylko od wakacji do wakacji. Chciałam spróbować i wiem, że zawsze mam do czego wracać. Nie będę też czekała na koniec kryzysu albo lepszy czas. Dobry czas zawsze jest teraz. Przygotowałam się do tego, znalazłam dobrą jak na greckie warunki pracę. Nie polecam nikomu rzucania się na głęboką wodę, jechania gdzieś w ciemno, albo co najgorsze ucieczki od marazmu gdzieś w nieznane. Wydaje mi się, że wtedy można się jeszcze bardziej zgubić…Tata, dzięki któremu trafiłam do Grecji zawsze powtarzał, żeby próbowała, że warto, więc i tym razem grzecznie posłuchałam rady i wylądowałam w Grecji, z której kilka tygodni później musiałam wracać…
Zamiast cieszyć się nowym rozdziałem w życiu musiałam wrócić do Polski i zmierzyć z niespodziewaną chorobą taty. Spacery na Akropol zastąpiły wizyty na onkologii i niespełna pół roku walki nie do wygrania. Choć nie jest to temat na rozmowę o radosnym greckim życiu to świadomie o tym wspominam, bo chcę powiedzieć każdemu, kto będzie czytał nasz wywiad, że życie jest krótsze niż się wydaje, że warto próbować, nie „odpuszczać” rzeczy, które są dla nas ważne. I nie odkładać życia na później. Wróciłam do Grecji na stałe pół roku później, z poczuciem straty, żalu, że życie wokół toczy się dalej, a dla mnie zmieniło się wszystko. Nie poddałam się, miałam wokół wspaniałych ludzi, którzy mnie wspierali, choć ledwie się znaliśmy. Dla mnie dziś mój dom jest tutaj.
I last but not least Aga – wierzę, że spotkamy się jeszcze na niejednym Greckim Spotkaniu, bo to świetna inicjatywa, która przybliża Grecję i łączy grekomaniaków 🙂

Karolina ja już wiem, że piszesz i to treściwie😉🙂 i fajnie się Ciebie czyta, powiedz gdzie możemy odprowadzić zainteresowanych Twoimi artykułami?
Zainteresowanych zapraszam na podróżnicze blogi na stronie rkantor.com, gdzie znajduje się kilka moich tekstów o Grecji. Wkrótce ruszę też z własnym blogiem o Grecji.

Skąd ten pociąg do pisania?
Jako gaduła i jedynaczka musiałam gdzieś znaleźć ujście dla swoich słów, dorastanie w zamierzchłych czasach bez Internetu sprzyjało przelewaniu myśli na papier. Kocham czytać, zawsze pochłaniałam książki. Moją ulubioną dyscypliną sportu jest leżenie z książką. Nawet znajomi Grecy, którzy znają mnie od pierwszych wakacji w Nea Roda żartują, że Karolina to dla nich przez lata leżak, kawa i książka. Do tego klasa humanistyczna, dziennikarstwo, lata pracy w telewizji. Efektem ubocznym jest pisanie. 🙂

Co sądzisz o Grekach i Greczynkach? Pamiętam jak opowiadałaś o specyfice wychowania mężczyzn przez mamy, sama jestem mamą pewnego gentelmana, obym uniknęła podobnych błędów.
Wchodzimy na grząski grunt ☺️ Historie o greckich matkach, a zwłaszcza teściowych to specyficzne połączenie komedii z dramatem 😁. Niektórych z nich nie chciałaby na swojej drodze spotkać żadna kobieta. Nie lubię stereotypów i nie chciałabym generalizować, faktem jest jednak, że więzi rodzinne są tu bardzo silne i to akurat cenię. Gorzej, jeśli mamy zapominają się zorientować, że na syn ma 40 lat, żonę i wizyty w celu prasowania jego koszul są już jakby trochę nie na miejscu.

Greków uważam za naród pięknych ludzi. Piękne kobiety, przystojni mężczyźni. Więzi społeczne to dla nich podstawa. Rodzina i przyjaciele są na pierwszym miejscu. Lubią spędzać czas razem, samotne eskapady to nie jest ulubiona forma rozrywki dla Greka. Trzy lata temu poleciałam sama na wakacje na moją grecką wieś, bo to była jedyna okazja, żeby w tym terminie spotkać się z przyjaciółką Greczynką mieszkającą w Londynie. Chciała odwiedzić rodzinę, a ja ją i Grecję. Wynajęłam sobie pokój, nie chciałam robić kłopotu w i tak pełnym ludzi domu jej babci. Babcia, lat 80, z energią, której możemy jej obie pozazdrościć nie mogła przeżyć faktu, że ja jestem sama i na pewno będę przymierała głodem, chociaż byłam toczona tawernami z pysznym jedzeniem. Codziennie więc musiałam meldować się na obiedzie albo gdy jechałyśmy na odległą plażę, dostawałam obiad od babci. Tacy są Grecy. Tu nigdy nie będziesz sam, ani tym bardziej głodny 😋
Są też bardzo otwarci – dla nas, bardziej skrytych i znacznie bardziej wyważonych w gestach ich zachowanie może być zadziwiające. W Polsce obejmowanie czy przytulanie kolegi czy koleżanki może zakończyć się scenami zazdrości, tutaj to oznaka troski czy sympatii bez żadnych podtekstów. Grecy są wylewni i szczerzy, nie ma tu tematów tabu, opowiedzą ci o wszystkim i zapytają o historię życia do trzeciego pokolenia wstecz. Kochają kawę i dobre jedzenie, są dumni ze swojego kraju i historii, co akurat nas łączy. Są bardzo gościnni. Mają na te cechy swoje określenie – filotimo, czyli połączenie dumy, szacunku i bezinteresowności.

Po tym co piszesz trudno mi uwierzyć że nie płynie we mnie grecka krew, a może właśnie dlatego tak dobrze się tam czuję. Karolina Grecję już masz w zasięgu wzroku, zatem gdzie wybierasz się na wakacje?
Zdecydowanie do Polski! 🙂 To jest mój dom, kilka ulubionych miejsc do odwiedzenia. Mieszkając w Polsce tęskniłam za Grecją, mieszkając w Grecji – promuję Polskę. To chyba urok życia na emigracji, że żyje się trochę pomiędzy.

Czy czujesz się jak osoba która spełniła marzenia?
Na pewno tak, chociaż nie wstaję rano i nie przeglądam się w lustrze z myślą „brawo ja”😎 Wiem, że moja szalona decyzja wywołała małą falę komentarzy wśród znajomych, wręcz można się poczuć jak celebryta, który w sumie nic wielkiego nie zrobił, a wszyscy o nim gadają 🤭.
Miałam jednak ogromne wsparcie w rodzicach, cioci i w kilku przyjaciołach, którzy kibicowali i codziennie sprawdzali jak mi idzie na nowym greckim gruncie. Rozbawił mnie komentarz, że skoro to zrobiłam to, cytując kolegę ”mam jaja”. Sprawdziłam – nie mam 🙃 i w sumie nie wiem, czemu normalna, odważna decyzja ma być przypisana tylko panom. Po prostu zrobiłam coś, co chciałam, o czym marzyłam, jak tysiące innych dziewczyn. Dałam radę, choć bywało i czasem bywa trudno. Życie nie daje taryfy ulgowej, gdy zmienia się szerokość geograficzną. Zmiana i zrobienie czegoś dla siebie daje za to ogromną satysfakcję.

Brawo Karolina, podziwiam Cię, podziwiam osoby, które w imię swoich przekonań i słuszności wyborów łamią stereotypy i gotowe są czasami pod prąd, wbrew utartym schematom walczyć o spełnienie marzeń. Opowiedz nam jakie są Twoje dalsze plany?
Nie lubię planować, zwłaszcza długofalowo. Miałam na Grecję zupełnie inny plan, choroba taty szybko go zweryfikowała, ale powoli wracam na właściwe tory, czyli po pierwsze blog, po drugie współpraca z polonijnym portalem w Grecji. Powstał z pasji i zaangażowania jednej osoby, która uważała, że taka forma jest greckiej Polonii potrzebna. Podzielam tę opinię i pasję do robienia czegoś dla innych. Takie filotimo w polskiej wersji. Codzienny plan minimum to natomiast spokojne, szczęśliwe życie w wersji greckiej. Najważniejsze jest zdrowie, z całą resztą dam radę.

A może Spotkanie Miłośników Grecji w Atenach?
Jestem bardzo na tak i jest to na liście moich planów – mam nadzieję, że wspólnie uda nam się wcielić go w życie. Jest tutaj nadal liczna grupa Polaków, którzy z pewnością wzięliby w nim udział. Przyznaj, że posiedzenie wyjazdowe Miłośników Grecji z widokiem na Akropol brzmi zachęcająco!
To kiedy się widzimy, by ustalić szczegóły?
Mam nadzieję, że w Katowicach, na Waszym kolejnym spotkaniu!

Już niedługo Święta i Sylwester, jak to wygląda w Atenach? Rozpatrywaliśmy pomysł powitania roku w Grecji, ale mamy pewien problem organizacyjny. Czy dużo nas ominie?
Może Was zaskoczę, ale jeśli chodzi o wieczór sylwestrowy niewiele Was ominie. Nie ma tu masowej tradycji balu sylwestrowego. Gdy w Polsce zabawa trwa w najlepsze, w Grecji albo nie trwa wcale, albo dopiero zaczynają się domowe posiadówki z przyjaciółmi i kolacje z rodziną. Tradycją jest pokrojenie Vasilopity – noworocznego ciasta z monetą w środku. Ten, któremu przypadnie kawałek z monetą może się spodziewać pomyślnego, szczęśliwego roku. Na imprezę sylwestrową wychodzi się grubo…po północy. Zazwyczaj do tawerny, klubu czy baru. I to na pełnym luzie – rok temu jedyną osobą w zaprzyjaźnionym barze w sylwestrowym outficie byłam ja. Wszyscy na czarno, wtedy wchodzę ja, cała na cekinowo – złoto. Miny zgromadzonych – bezcenne. 😁

Święta w Grecji spędzałam tylko raz. Przede wszystkim nie ma tu mojej ulubionej, wyjątkowej Wigilii. Dla mnie święta to właśnie ten wieczór, czas dla najbliższych spędzany w domu. W ten wieczór, raz w roku, smakuje nawet karp. W Grecji świątecznymi kulinarnymi symbolami są wypieki – pachnące goździkami i cynamonem melomakarona i białe od cukru pudru kourabiedes. Poza tym święta to czas wyjazdów i…imprez. Po północy, w Boże Narodzenie, Grecy tłumnie ruszają do klubów – po 40 dniach postu czas na zabawę. I last but not least, w święta nie ma tutaj prezentów! Chociaż Grecy uwielbiają choinki i świąteczne dekoracje to zapomnij o prezentach pod choinką – te dostaniesz 1 stycznia.

Karolina wpadniesz latem na Kretę, na nasze Eat Crete? Tu muszę Ci zadać lawinę pytań 🙂 Wolisz jeść czy karmić? Jak Ci podchodzi kuchnia grecka? Tęsknisz za polskim żarełkiem? Za czym najbardziej?
Czuję się oficjalnie zaproszona 😊– widzimy się na Krecie. Pod warunkiem, że zrobisz mi pyszne polskie pierogi 🤣. Za pierogi oddam wszystko! Kocham jeść i lubię gotować. Uwielbiam grecką kuchnię, w Warszawie znam wszystkie greckie restauracje i mam swoją ulubioną. W Grecji gotuję i po grecku, i po polsku. Uwielbiam lokalne greckie targi z warzywami i owocami, tutaj mocno stawia się na sezonowość potraw. Bakłażany, cukinie, pomidory mają tutaj smak nie do podrobienia. Lubię jesień i zimę, bo to sezon na granaty, pomarańcze i mandarynki. Niestety uwielbiam greckie souvlaki, co w połączeniu z moją ulubioną książkową dyscypliną sportu wkrótce może się zemścić na wadze. 😆

Ja sądzę że nadwaga póki co Ci nie grozi, przy Twojej aktywności zawodowej i świadomości jesteś o jeden krok do przodu w uniknięciu problemu 😉
Tymczasem bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę, która jak zawsze rozwinęła nam się do granic. 😊😄

rozmawiała: Agnieszka Smolińska – Mikos, miłośniczka Grecji, poświęca każdą wolną chwilę na poznawanie kultury, historii, ale jej życiową pasją są kulinaria z umiłowaniem kuchni greckiej.

fot. zdjęcia prywatne

Wasza opinia