Kallikantzaros, któż to taki? Myślę, że każdy z nas zna ponadczasowa opowieść na podstawie książki Charlesa Dickensa: „Opowieść wigilijna”. Głównym bohaterem jest stary skąpiec, Scrooge, który musi stawić czoła trzem duchom Świąt Bożego Narodzenia. Każdy z nich prezentuje osobny czas. Te okresy to przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Dzieje się tak dlatego, aby w sercu skąpca z powrotem zagościła życzliwość. Duchy przypominają bohaterowi o tym, jakim był prawym człowiekiem dawniej. Wskazują także na to jak wygląda współczesny świat, co się stanie, jeśli bohater nie będzie dążyć, do tego aby stać się lepszym. W najbardziej radosny dzień roku Scrooge zdaje sobie sprawę z tego, jaka jest jego osobowość. To właśnie „Opowieść wigilijna” najbardziej przypomina mi postać greckiego Kallikantzaros.

Kallikantzaros, zgodnie z wierzeniami w południowo-wschodniej Europie jest wrogim goblinem. Historie o kallikantzaros lub jego odpowiednikach można znaleźć w Grecji, Bułgarii, Turcji, Serbii, Albanii, Bośni i na Cyprze. Uważa się, że Kallikantzaroi mieszkają pod ziemią, ale wychodzą na powierzchnię podczas dwunastu dni Bożego Narodzenia – od przesilenia zimowego przez dwa tygodnie, bowiem w tym czasie słońce przestaje poruszać się sezonowo. Wśród znanych etymologii tego słowa, wskazuje się, że termin kallikantzaros pochodzi od greckiego kalos-kentauros („piękny centaur”), chociaż teoria ta spotkała się z wieloma zastrzeżeniami. Druga teoria sugeruje, że słowo to pochodzi od tureckiego kara-kondjolos „wilkołak, wampir”, od kara „czarny” i koncolos „krwiopijca, wilkołak”. Uważa się, że stwory te pozostają pod ziemią, przecinając pień drzewa świata. Robią to po to aby zawaliła się Ziemia. Jednak zgodnie z folklorem, gdy mają już dokonać swojego okropnego dzieła, nadchodzi Boże Narodzenie. Dlatego też małe potworki są w stanie wyjść na powierzchnię. Zapominają o drzewie i przychodzą, by sprowadzić kłopoty na ludzi. Jednak ich psoty nie trwają długo, bowiem, w Święto Trzech Króli (6 stycznia), słońce znów zaczyna się poruszać i muszą wrócić pod ziemię, aby kontynuować swoje piłowanie. Jednak, podczas ich nieobecności drzewo świata samo się zagoiło. Dlatego też muszą zacząć działać od nowa. Uważa się, że ta sama historia powtarza się każdego roku.

Warto wskazać, że nie ma standardowego opisu wyglądu tych stworzeń. Natomiast istnieją różnice w sposobie opisu ich wyglądu, w zależności od regionu. Niektórzy greccy ilustratorzy wyobrażali je sobie z poszczególnymi częściami ciała pochodzącymi od zwierząt. Miały ich charakteryzować takie cechy jak: owłosione ciało, końskie nogi czy kły dzika. Czasami są ogromne, innym razem maleńkie. Inni wskazują, że są to malutkie postacie ludzkie płci męskiej. Wielu Greków wyobrażało ich sobie jako wysokich, czarnych i włochatych, z płonącymi czerwonymi oczami, uszami kóz lub osłów, ramionami małp, wywieszonymi językami i ogromnymi głowami. Niemniej jednak, najczęstszym przekonaniem jest to, że są to małe, czarne stworzenia. Mówi się, że są one humanoidalne poza długimi czarnymi ogonami i podobno przypominają małe czarne diabełki.

Uważa się, że są stworzeniami nocy. Według folkloru istniało wiele sposobów, w jakie ludzie mogli się chronić w czasach, gdy kallikantzaros byli na wolności. Jedną z takich metod było pozostawienie durszlaka na progu, aby oszukać odwiedzających kallikantzaros. Wierzono, że skoro nie potrafili policzyć powyżej dwóch to nie mogli wejść do domu. A dlaczego nie mogli policzyć powyżej dwóch? Bowiem liczbę trzy uznawali za świętą i jej wymówienie kończyło się dla nich śmiercią. Zgodnie z innymi legendami kallikantzaros przesiedział całą noc na progu, licząc każdy otwór durszlaka, dopóki słońce nie wzeszło i musieli się ukryć.

W niektórych kulturach coroczną tradycją jest rzucanie na dach loukoumades i kiełbasek oraz śpiewanie określonej piosenki. Uważa się, że gdy to się stanie, małe potworki zjedzą je i odejdą, wracając do swojej pracy pod ziemią.

Jeszcze inną metodą ochrony było pozostawienie ognia płonącego w kominku przez całą noc, aby nie mogli przez niego wejść. Dodatkowymi sposobami trzymania ich z daleka od domów było oznaczanie swoich drzwi czarnym krzyżem w Wigilię i palenie kadzideł.

Legendy w tym zakresie potrafiły być naprawdę straszne. Według niektórych podań ludowych każdemu dziecku urodzonemu w ciągu dwunastu dni Bożego Narodzenia groziło przekształcenie się w kallikantzaros podczas każdego okresu Bożego Narodzenia, począwszy od dorosłości. Wierzono, że antidotum zapobiegające tej przemianie polega na związaniu dziecku odrobiny czosnku, zapach ten miał odstraszyć nocne potworki. Według, jeszcze innej legendy każdy urodzony w sobotę mógł zobaczyć i porozmawiać z tymi stworzeniami.

Kończąc rozważania na temat tych zadziwiających nocnych stworzeń, warto jako ciekawostkę językowa, wskazać, że w języku greckim termin kallikantzaros jest również używany do opisania wielu innych krótkich, brzydkich i zwykle złośliwych istot w folklorze. Gdy nie jest używany w odniesieniu do wyżej wymienionych stworzeń, wydaje się wyrażać zbiorowy sens irlandzkiego słowa leprechaun i angielskich słów gnome i goblin. Czy należy się ich bać? Niekoniecznie.