Pani Helena Zadrejko maluje wybrane z otoczenia fragmenty nieożywionej przyrody, ale także pełne życia portrety, również zbiorowe. Akty, martwe natury zestawione z różnych przedmiotów, kwiatów, grzybów, ryb i skorupiaków lub  owoców i gałązek…

Nie boi się pracy nad greckim czy włoskim pejzażem i wnikliwego przedstawienia własnej sylwetki i twarzy. Potrafi stworzyć emanacyjne studia dziecięcych postaci…Są to prace o bogatej, nasyconej kolorystyce, bardzo uporządkowane, wręcz precyzyjnie surowe a nawet pedantyczne, mimo czytelnego w nich wyrafinowania emocjonalnego. Kiedy ogląda się je w zestawieniu ekspozycyjnym, nasuwa się porównanie ze spiżarnią zasobnego domu, z której, po uchyleniu drzwiczek, wraz z zapachem wyleżanego drewna błyskają kolorowo szkła z przetworami. I tak jak tam czasem trzeba pokonać oporną zakrętkę ,by dobrać się do smakowitej zawartości , tak na wystawie niezbędny jest kilkakrotny ogląd poszczególnych obrazów. Mają w sobie jeszcze coś, co nęci widza. Tchną spokojem. Spokojem przywożącym na myśl kontemplacyjne, zenistyczne piękno japońskich ogrodów piaskowych – stworzonych dłońmi i sercem.

Obrazy Heleny Zadrejko mają w sobie echo ikon , które tak fascynowały jej profesora na krakowskiej ASP, Jerzego Nowosielskiego. Jeżeli Zadrejko przejęła coś od Mistrza, to na pewno promienistą kolorystykę i wręcz mistyczny sposób kompozycyjnej harmonii. Jak ważną stało się to opoką w późniejszych kolejach jej skomplikowanego życia , naznaczonego tragiczną w skutkach chorobą wzroku , świadczy fakt, że mimo zmiany sposobu widzenia nie zaniechała pracy twórczej. Co więcej , chmurna przeszłość nie zatruła jej charakteru. Helena  Zadrejko jest bowiem osobą wypełnioną słoneczną radością życia, żywą i otwartą w kontaktach bezpośrednich i korespondencyjnych, życzliwą i umiejącą uczyć innych. Jakby, choć mijał czas i koleje losu przesuwały ją z miejsca na miejsce nie straciła wrażliwości ciekawej świata dziewczynki z kresowych Dalidowicz. W tych pokładach prawdopodobnie bije źródło energii zawartej w jej obrazach, tak przypadających do gustuludziom zmęczonym opętańczym rytmem życia ,z jego wszechobecną komercją, rozpasaniem epatujących sensacją masmediów i znieczulicą polityczno-społeczną. Potwierdza to wysoka oglądalność jej wystaw, jak choćby ostatniej w „Galerii pod plafonem” – w hallu Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu, gdzie ekspozycja cieszyła się dużą frekwencją. Być może także dlatego, że są to prezentacje pozwalające zrozumieć, że obszary sztuki to nie tylko ciągła penetracja nowych przestrzeni, nieustające wyzwania i prowokacje ,agresywne doznania i psychologiczno -filozoficzne dywagacje czy też deliryczne wizje. Że jest też w niej miejsce na świat z gościnnego domu, gdzie wieczorem w ciepłym kręgu światła lampy można pogwarzyć z rodziną czy przyjaciółmi i uraczyć się filiżankę dobrej, mocnej herbaty z miseczką konfitury.