Grecja nie ma już najwyższej stopy bezrobocia wśród członków UE; przy 13,2% pod koniec sierpnia jest drugim krajem po Hiszpanii 14%, chociaż prawie dwukrotnie przekracza średnią Unii Europejskiej.

Jednak pomimo wciąż wysokiego wskaźnika bezrobocia, firmom trudno jest zatrudniać zarówno wysoko wykwalifikowanych, jak i niewykwalifikowanych pracowników.

Według oficjalnych danych liczba nieobsadzonych miejsc pracy – czyli ofert oferowanych przez firmy, na które nie było podaży – wzrosła w II kwartale 2021 r. o 117,8% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

Częściowo przypisuje się to globalnemu zjawisku postpandemicznego exodusu z miejsc pracy, który jeszcze bardziej uderzył w inne kraje, takie jak Francja i Stany Zjednoczone. Ale jest to również krajowy problem strukturalny.

Pracodawcy wskazali, że niedobór jest najbardziej dotkliwy w budownictwie, produkcji i turystyce. Brakuje wykwalifikowanych techników, takich jak monterzy rur, hydraulicy i operatorzy maszyn, ale także personelu usługowego, takiego jak kelnerzy i recepcjonistki.

Niektórzy pracodawcy obwiniają czynniki tymczasowe, takie jak wsparcie dochodu zapewniane pracownikom w sektorach ciężko dotkniętych pandemią, które sprawiły, że brak pracy stał się bardziej atrakcyjną opcją. Niemal wszyscy obwiniają brak powiązania szkolnictwa policealnego z rynkiem, spotęgowany brakiem szkół technicznych.

Ponadto brak szkół technicznych oznacza, że ​​firmy same muszą przeprowadzać szkolenia w miejscu pracy, co ich zdaniem pochłania czas i finanse. Niektórzy twierdzą, że młodsi pracownicy wolą pracę sezonową, tymczasową lub w niepełnym wymiarze godzin.

Urzędnicy i publiczne firmy zwracają również uwagę na inny czynnik, czyli niskie płace, który zniechęca do poszukiwania pracy.