Grecja… pierwsze skojarzenie to niebiańska kraina, promieniujący blaskiem szczęścia mieszkańcy, skąpani przez cały rok w promieniach rzadko kiedy zachodzącego słońca na tle błękitu morskich fal i wspaniałych, wiecznie zielonych wzniesień; dla jednych symbolizujących mitologiczne fantazje, dla innych – odwieczne prawo do pogłębiania własnego jestestwa przez zadawanie pytań.

Grecja… krótki przystanek w ciągu zabieganego roku, przeznaczony na świadome folgowanie własnym przyjemnościom podniebienia i żołądka; tysiące osób zaświadczy przecież, że nigdzie pomidory nie są tak pyszne jak w Grecji, i nigdzie białe, zmrożone wino nie ma tej żywicznej goryczki, doskonale wpisującej się w hedonistyczne wymogi wakacji pod sklepieniem Hellady.

Grecja… miliardy powielanych zdjęć na wszystkich możliwych profilach internetowych, we wszystkich możliwych biurach podroży, wszędzie tam, gdzie można tylko coś sprzedać, kupić, pokazać, zareklamować, pochwalić się pobytem w tym samym miejscu, co wszyscy inni. Lot na wyspę Kreta, czy w kierunku Korfu, pobyt na wyspie Rodos, czy w okolicy Chalkidiki – jakie to ma znaczenie? Ważne, aby był basen z brodzikiem i bezpieczna zjeżdżalnia do wody dla najmłodszej pociechy.

Co dla mnie znaczysz, moja Grecja? Jakie znajduję w swoim jestestwie Twoje wartości, gdy jest mi dane współodczuwać Twoje jestestwo, początek swej kreacji mające przed tysiącami lat, ale nieustannie kreowane i dziś. Co znaczy dla świata, tamto Twoje OXI Grecjo, Twoje OXI sprzed osiemdziesięciu lat? Twoje NIE przeciwko wojnie, zniewoleniu, cierpieniu, niesprawiedliwości, przeciwko głodzeniu na śmierć, poniżeniu, okrucieństwu, brutalności, zdziczeniu, przeciwko katowaniu brata przez brata? Co dziś to znaczy dla mojego świata…?

Kiedy to wszystko się zaczęło?…

Czy w dniu, kiedy jako kilkuletni berbeć, taka Mała Istotka, wybrałam się z tatą na koncert jednego z działających wówczas w Polsce greckich zespołów artystycznych?
Nie. Wszystko to zaczęło się o wiele wcześniej, w czasach, kiedy prawdopodobnie nie istniałam jeszcze nawet w planach wszechświata. W burzliwym dla Europy okresie lat czterdziestych dwudziestego wieku…

Rok 1945 był początkiem nowego ładu politycznego, jaki zapanował na kontynencie europejskim. Świat otrząsał się po trwającej sześć lat zawierusze wojennej, macki której sięgały wielu zakątków świata. Sama Europa, podzielona została poniekąd na dwie strefy wpływów politycznych i gospodarczych. Znaczna część kontynentu zabarwiła się kolorem czerwonym. Na jego mapie pojawiły się nowe struktury: państwa komunistyczne. W polu rażenia komunistów znalazła się praktycznie cała Europa Wschodnia oraz Południowa, wyznaczana geograficznie przez Półwysep Bałkański.

Była to pochodna niejasnej i zawiłej koniunktury, która zawiązała się po zdobyciu Berlina, na początku maja czterdziestego piątego roku. Do stolicy Trzeciej Rzeszy hitlerowskiej wkroczyły niemal równocześnie Radziecka Armia Czerwona ówczesnego reżimu stalinowskiego oraz sprzymierzone wojska alianckie Europy Zachodniej oraz Ameryki. Berlin upada. Trzecia Rzesza przestaje istnieć, a wraz z nią kończy się okres bestialstw i okrucieństwa faszyzmu pod znakiem czarnej swastyki. Trzeba wyznaczyć nowy porządek rzeczy. Reprezentanci największych ówczesnych mocarstw, zaimplikowanych bezpośrednio w wojnę, która właśnie się zakończyła, podejmują ważne dla świata decyzje. Konferencje w Poczdamie, Jałcie oraz Teheranie przypieczętowują początek nowego ładu.

Niestety, siła polityczna oraz militarna Związku Radzieckiego Stalina są nie do przecenienia i nie można jej lekceważyć. Sierp i młot zstępują z falującej na wietrze czerwonej niczym ogień flagi i rozpoczynają swoje krwawe żniwa. Sierp kosi, młot przybija. Pokłosiem owego przetargu politycznego są zastępy państw, które od tej pory i przez kilka następnych dziesięcioleci, będą zasilać europejskie imperium pseudo równości komunistycznej.
Wszechpotężny, nieskończenie wielki Związek Radziecki, oblepiony zewsząd podległymi mu republikami, zyskuje kolejnych sprzymierzeńców. Od Polski po Jugosławię. Od NRD po Bułgarię, na czele z Albanią. Pozostała część Europy wchodzi na tory powojennego, kapitalistycznego rozwoju. Piętnowanego rzecz jasna przez mlekiem i miodem wirtualnym płynącą sielankę komunistyczną.

Zapada ciężka, żelazna kurtyna różnic światopoglądowych, dzieląca na dwoje uginającą się od wielowiekowego skażenia historycznego Europę.

I oto, nagle, okazało się, że wśród wichrów owych przemian politycznych i ustrojowych, ostał się stworek państwowy, którego zdawałoby się zawierucha ta nie tknęła. Grecja. Jedyny kraj Europy Południowo-Wschodniej, który nie zasilił rozrośniętego po wojnie bloku komunistycznego. Grecja pozostawała wówczas monarchią, której tradycje sięgały pierwszej połowy dziewiętnastego wieku. Król wraz ze swym rządem, reprezentował skrajnie prawicowe, prokapitalistyczne stanowisko i sprzymierzony był rzecz jasna z uformowaną wówczas politycznie i gospodarczo Europą Zachodnią.

Grecja…

Od zarania dziejów, ląd ten, o koronkowej, wyrzeźbionej przez naturę najpiękniejszymi możliwymi motywami linii brzegowej, obmywany jest ciepłymi wodami mórz i wygrzewa swe upojne oblicze w tarczy słońca, które w tej części świata operuje z tak niezwykłą gracją. Jego promienie nadają przejrzystości grzbietom górskim, będącym wymyślnym, wielokształtnym haftem na powierzchni ziemi, z której ów ląd został ulepiony. Niejednokrotnie stoki majestatycznych wzniesień i formacji górskich, wpadające w łagodną bądź spienioną szmaragdową toń morską, stają się bordiurą tego misternego dzieła tkackiego natury.

Grecja… Od zarania dziejów…

Położenie geograficzne tej krainy bogów jest prawdziwym dziełem sztuki mistrza stworzenia, umiejscowionym w pewnym magicznym zaułku na mapie świata.
Port w Pireusie jest oknem na świat od strony południowej. Statki wypływające stamtąd przedzierają się przez toń i fale Morza Śródziemnego, zgrabnie omijają wyspy cykladzkie i docierają w końcu na Kretę. Niewielka ilość mil morskich oddziela ów ostatni, wyspiarski bastion południowo-wschodniej Europy od brzegów Maghrebu, czyli państw Afryki północnej. Egipt, Libia, a dalej Tunezja, Algieria oraz Maroko, dotykające niemal południowo-zachodniego krańca Europy od strony dzisiejszej Hiszpanii… Powiew kultur arabskich.

Wschodnia część lądu Hellady obmywana jest z kolei falami Morza Egejskiego, odwiecznie szumiącego swymi legendami. Wystarczy pokonać niewielką ilość mil morskich, aby znaleźć się na wyspie Samos, Lesbos, bądź Rodos. A tam, pachnie już Orientem. Brzegi owych wysp dotykają bowiem niemal wybrzeży Anatolii, przepastnego, ginącego w oparach dziejów i historii lądu Turcji azjatyckiej. Wrota Azji.

Morze Jońskie, to z kolei mokra, zachodnia ściana, oddzielająca Grecję od buta włoskiego. Powiew Europy. Jakże inne od pozostałych są Wyspy Jońskie. Korfu, Kefalonia, Zakynthos, Levkada, legendarna Itaka… Tu największe piętno odcisnęli Wenecjanie.

Od strony północnej, lądowej, Grecja dźwiga na swoich barkach geograficznych, niczym mityczny Atlas, całą pozostałą część Półwyspu Bałkańskiego, który jest z kolei wrotami wejściowymi do królestwa Europy kontynentalnej.

Nic więc dziwnego, że od zarania dziejów i poczynań ludzkich, ląd ten wzbudzał zainteresowanie potencjalnych najeźdźców, zdobywców oraz odkrywców. To tu kwitły najstarsze cywilizacje Europy. To tu znajdowały bardzo często swe odzwierciedlenie wszelkie zawieruchy wojenne i historyczne, przetaczające się przez stary kontynent europejski.

Kreta i kwitnące kilka tysięcy lat temu na jej upojnej krajobrazowo powierzchni pałace. Wielokondygnacyjne labirynty. Kultura minojska. Najstarsza znana Europie wyspiarska formacja cywilizacyjna. Któż ją stworzył? Być może byli to przybysze z leżącej po drugiej stronie Morza Śródziemnego ziemi egipskiej? Potomkowie faraonów?

Wyspa Santorini. Perełka geograficzna położona w samym środku archipelagu wysp cykladzkich. W równej niemal odległości pomiędzy lądem stałym Grecji a Kretą. Kilka tysięcy lat temu, owa wyspa wulkaniczna stanowiła epicentrum kultury cykladzkiej. Kiedyś, dawno temu, prawdopodobnie w drugim tysiącleciu przed naszą erą wulkan wybuchł…

Kilka dziesięcioleci wstecz, w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku, uczeni i archeolodzy odnaleźli pod zwałami zastygłej od wieków lawy wulkanicznej, spoczywające pod nią ruiny miasta. Wielokondygnacyjne domostwa, zachowane szczątkowo fragmenty wielobarwnych fresków, ukazujących codzienność ówczesnych jego mieszkańców, których życie i rozwój zastygły także pod zwałami lawy. Cykladzkie miasto Akrotiri. Czyżby była to poszukiwana od wieków Atlantyda? Wielu uważa, że tak…

Mykeny. Epicentrum potężnej i prężnej cywilizacji wojowników i ludzi tworzących zaczątki cywilizacji, rozwijających się z kolei w partiach lądowych ziemi, nazywanej dziś Grecją. Poniekąd pałeczka cywilizacyjnego rozwoju, przekazana przez kultury wyspiarskie. Kretę i Cyklady.

I oto następuje wielki zwrot historyczny, dokonany przez Mykeńczyków, pod wodzą Agamemnona. Podbój i upadek Troi, powrót wodza do pałacu w Mykenach i jego haniebna śmierć, to początek powolnego rozkładu historycznego kultury mykeńskiej.

A potem następuje najazd Dorów, przybyszów ze środkowej Europy.

Na zgliszczach kultury mykeńskiej, zaczynają powstawać miasta, które po kilku wiekach wyznaczą trendy kultur, do dziś wzbudzających zachwyt. Wyłania się z odmętów czasu Grecja epoki archaicznej, a potem klasycznej. Ateny, Sparta, Korynt, Olimpia, Delfy oraz niezliczone inne miejsca na mapie dzisiejszej Grecji.

Grecy tamtego czasu to niespokojni romantycy, bajarze, poeci i pisarze. To świat odkrywców i żeglarzy. To czas Wielkiej Grecji, czyli licznych kolonii, zakładanych na obrzeżach Morza Śródziemnego oraz Czarnego.

Grecja pozostaje jednak cały czas łakomym kąskiem dla najeźdźców i zdobywców z innych rewirów świata, otaczającego ze wszech stron ów ląd bogów, mitów i historii. I tak będzie poprzez długie, mijające wieki.

Największego spustoszenia dokonają Persowie. Dzikie, przybyłe z dalekich stepów azjatyckie hordy.

Potem jednak, słynny i legendarny wódz macedoński, Aleksander zwany Wielkim, w czwartym wieku przed narodzinami Chrystusa, dokona podboju całego znanego wówczas świata. Od Egiptu, poprzez Anatolię, aż po głęboką Azję. Dopiero mur chiński powstrzyma go przed dalszą ekspansją.

Jak każde zresztą imperium, także i macedońskie obraca się w pył i popiół historyczny. Na jego zgliszczach rozpleni się kolejne. Zrodzony przed kilkoma wiekami Rzym. Wieczne miasto zawładnie całą niemal Europą. Zasadzi swe macki na obrzeżach Afryki i dotknie brzegów bliskowschodnich. W połowie drugiego wieku przed narodzinami Chrystusa, Grecja stanie się jedną z prowincji tego potężnego imperium. Cóż z tego, skoro cała spuścizna kulturowa podbitej Hellady przeniknie we wszelkie możliwe struktury rzymskich tworów cywilizacyjnych. Kto kogo podbił zatem?…

A kiedy i to imperium pożarte zostanie przez potwora przemian historycznych, na jego ruinach wyrośnie podlane krwią niewinnych ofiar, nawożone obficie przez manipulację historyczną i interpretacyjną Chrześcijaństwo. Rozpanoszy się w każdym możliwym zakamarku serc, świadomości oraz codziennego życia przeciętnego mieszkańca Europy. I znów Grecja zajmie centralne miejsce w rozwoju wydarzeń, mającym miejsce w średniowiecznej Europie. Rozłam. Schizma. Bizancjum kontra Katolicyzm. Konstantynopol kontra Rzym. Już chrześcijański.

Oto jednak nadciąga kolejna pożoga historyczna. Turcy Osmańscy. Imperium Otomańskie. Kiedy w Europie swoje żniwo zbierało Chrześcijaństwo, gdzieś daleko, na stepach Anatolii rodziła się kolejna siła militarna i religijna, która miała w swoim czasie zagrozić Europie. Przełom czternastego i piętnastego wieku wyznaczył początek ekspansji Turków na stary, znękany kontynent. Oczywiście Grecja, jako jedna z pierwszych znalazła się w ogniu owych wydarzeń. Grecja, która była od zawsze przecież wrotami wejściowymi na teren Europy, z każdej możliwej strony.

Turcy skazili swymi zapędami sporą część Europy na przestrzeni wieków. Grecja wraz z Bałkanami dźwigała na swych barkach ów ciężar otomański przez niemal pięć stuleci.

Wiek dziewiętnasty był powiewem wolności. Tak dla Grecji, jak i dla innych zakątków Europy. Powstania narodowe i rewolucje, zmieniły układ sił na ówczesnej mapie kontynentu.

Grecja zaś, za sprawą manipulacji historycznych, których dopuściły się europejskie mocarstwa, staje się sztucznie utworzoną monarchią. Pomoc militarna w zamian za przywileje polityczne.

Nikt nie zapomniał nigdy, na przestrzeni wieków, jak ważnym bastionem militarnym, politycznym oraz geograficznym dla starego kontynentu, była właśnie owa kolebka cywilizacji europejskiej…

Nie zapomniano o tym także wtedy, kiedy dzielono się Europą po zakończeniu drugiej wojny światowej. Kiedy wszystko stało się jasne w układzie sił, jakie wówczas zapanowały, gdy Europa podzieliła się już na dwie strefy wpływów politycznych, militarnych oraz gospodarczych, dobrano się do Grecji. Jedynego państwa Europy południowo-wschodniej, które nie zasiliło bloku komunistycznego.

Wybucha wojna domowa. Wyniszczająca, bratobójcza, krwiożercza. Komuniści kontra monarchia. Zachód kontra wschód. Komu przypadnie w udziale ów smakowity kawałek tortu europejskiego, któremu na imię Grecja? Rusza machina wszelkiej możliwej propagandy oraz poczynań militarnych. Jedni przeciwko drugim. Grekami, od wieków zmagającymi się z różnymi formami niestabilności politycznej łatwo manipulować. Ludzie ci noszą w swych sercach poczucie niepewności, niepokój historyczny oraz związaną z tym ranę pourazową. Propaganda zasilana przez komunizm radziecki reżimu Stalina obiecuje złote góry. Przyłączcie się do nas, jeśli chcecie żyć w kraju miodem i mlekiem płynącym! Póki co, płynęło do Grecji obfite źródło broni…

Tworzą się bojówki, wymierzone przeciwko monarchii oraz stojącemu na jej czele królowi. Król i jego ludzie mają poparcie zachodu. Stamtąd także płynie obfite źródło broni…

Komunistom udaje się spacyfikować spore rejony Grecji. Ich bojówki docierają w regiony górskie, do miast i wiosek, próbując zaprowadzić swoje porządki. Ludność cywilna buntuje się. Prości, zwyczajni ludzie czują, że komunizm nie jest obietnicą szczęścia i dostatku… W wyniku represji, giną całe rodziny, a osierocone dzieci wysyłane są wszelkimi możliwymi drogami i sposobami do innych państw Europy. Ci, którym udaje się ujść z życiem, uciekają także. Uciekinierów przyjmują między innymi nowopowstałe państwa komunistyczne. Wśród nich, Polska.

W roku 1949 wojna domowa dobiega końca. Komunizm nie zatriumfował ostatecznie w tym zakątku Europy. Na czerwonym oceanie komunizmu europejskiego, Grecja pozostała wyspą o prozachodnich koniunkturach ustrojowych. Grecka partia komunistyczna skazana została na niebyt. Zeszła do podziemia. A wszyscy ci, których ucieczka emigracyjna w czasach wojny domowej nastąpiła z niejasnych dla legalnego rządu powodów politycznych, skazani zostali na niemożność powrotu do kraju swych przodków…

Lata pięćdziesiąte oraz sześćdziesiąte, to okres wielkiej, greckiej biedy, ale także nowych nadziei, optymizmu oraz radości życia mimo wszystko. Był to ostatecznie czas pokoju, którego tak długo przecież brakowało…

To masowa imigracja wewnętrzna i napływ ludności wiejskiej oraz wyspiarskiej do Aten.
To także kolejny przewrót i siedmioletni okres junty, która sprawować będzie swe rządy na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Siedem lat dyktatury, to także ostateczny upadek monarchii. Grecja przestaje być królestwem.

To czasy obecne. Demokracja unijna…

Partia komunistyczna jest obecnie jedną z największych partii opozycyjnych tego kraju południa Europy…

To wciąż operujące, niezmienne od wieków słońce. To wciąż piękna, upojna natura i pomrukujące raz radośnie, innym razem żałośnie morze.

To ludzkie więzi, znajdujące swój niezwykły upust w tańcach, kiedy wszyscy, bez względu na wiek i płeć, splatają się w długim warkoczu ramion. W rytmach greckich łączą się ze sobą we wspólnym trwaniu nadzieja, radość, żal i tęsknota. Serce przeciętnego Greka, to kwintesencja tego wszystkiego. To przecież nie tylko kraj bogów, wieszczy, poetów, odkrywców i podróżników. To także kraj Greka Zorby. I Meliny Mercouri. Pięknej, greckiej aktorki, której usta jako pierwsze wyśpiewały na początku lat sześćdziesiątych słynny przebój „Dzieci Pireusu”. Kwintesencja radości życia i nadziei mimo wszystko…

I Grecy mieszkający w Polsce. Potomkowie emigrantów, którzy znaleźli się tu w owym burzliwym dla Grecji okresie jej powojennych dziejów. Kontynuujący z takim patosem i pietyzmem tradycje muzyczne i kulturowe ojczyzny swych pradziadów…

I to właśnie w tym momencie rozpoczyna się moja osobista historia. Wtedy, kiedy jako dziecko jeszcze, we wczesnych latach siedemdziesiątych, patrzyłam wniebowzięta, z szeroko otwartymi oczami i buzią na tańczących i śpiewających Greków. Wtedy, kiedy spytałam taty, kim są ci ludzie i co to za język, w którym śpiewają…

tekst: Aleksandra Nikolaidi

*Fragment z osobistego pamiętnika autorki „CZAS ODYSEUSZY, CZYLI BALLADA O NIEDAJĄCYCH SIĘ ZBIĆ Z TROPU”.