Boforty zdecydowały o kierunku naszej wyprawy. Sprawdzając pogodę na niedzielę okazało się, że miejsce, które mieliśmy na celowniku naszych kierownic, nie sprzyjało rowerzystom. Już nauczyliśmy się, że przy planowaniu wyjazdu warto mieć plan awaryjny. I tym razem przydała się nam taka alternatywa.

Z pogodą w Grecji wydawałoby się, że nie powinno być problemu. Mniej więcej tak jest w okresie letnim. Jednak w okresie zimowo- wiosennym pogoda w Grecji może zmienić się w ciągu jednej minuty.

Warto w tym okresie zwracać szczególną uwagę na ten czynnik. Często spotykaliśmy się z tym, że na jednym obszarze zapowiadano ulewne deszcze, a w innej części kraju upały. I takim sposobem sprawdzając pogodę dowiedzieliśmy się, że na wyspie, na którą mieliśmy chęć się wybrać było 8 bofortów kiedy na innej tylko 1.

Spokojnie i bezwietrznie będzie na Eginie – ta wiadomość zdeterminowała nasze działania.
Egina czemu nie 🙅 mieliśmy tam jeszcze sporo do obejrzenia i do poznania. Nie ma co kombinować i kupujemy bilet na Eginę – zapadła decyzja🤩

Witaj niedzielo!!! 🚴‍♂️🚴‍♀️💏

Pogoda naprawdę nam sprzyjała. Niebo było bezchmurne, słonko grzało a leciutki wiaterek przyjemnie chłodził nasze ciała . Nic więcej nam nie było potrzebne by zwiedzić ruiny Świątyni Afai.

Świątynia ta jest jednym z najcenniejszych i najlepiej zachowanych zabytków architektury starożytnej Grecji. Zbudowana jest z wapienia, a tylko elementy dachu wykonano z marmuru. Powstanie tego miejsca wiąże się z ciekawą historią. Budowla miała na celu stworzyć święty trójkąt (razem z Partenonem oraz ze świątynią Posejdona na przylądku Sunion). Świątynię wzniesiono w V. w. p.n.e. Źródła wskazują, że świątynię postawiono kreteńskiej nimfie Afai, która uciekła na tę wyspę próbując uchronić się przed zalotami Minosa. Natomiast inne źródła wskazują, że kult Afai dotarł na wyspę na skutek ożywionych kontaktów handlowych między Kretą, a Eginą.

Jakakolwiek by nie była historia tego miejsca warto zrobić sobie wycieczkę do tej świątyni.
Do portu na Eginie docieramy wczesnym rankiem. Odwiedzamy to miejsce drugi raz, ale tym razem jest okres zimowy i spodziewałam się, że wyspa będzie spokojniejsza. I tak też było. Turystów można by było policzyć na palcach obu rąk. Więcej było miejscowych i takich jak my, turystów „jednego dnia” 😁. Pogoda sprzyjała, więc już z samego rana można było zaobserwować ludzi siedzących w kawiarniach przy porcie popijających kawę i wygrzewających się w promieniach porannego słońca.

My naszą poranną kawę wypiliśmy na promie. Na kawę w porcie przyjdzie jeszcze czas, teraz chcieliśmy korzystać z cudownej pogody i wyruszyliśmy w kierunku świątyni.

Z portu do świątyni nie jest daleko. To jakieś 12km. Jedynym utrudnieniem mogłoby być lekkie wzniesienia i górki, ale sama droga jest bardzo malownicza i nie odczuwa się tych utrudnień. Jadąc w stronę świątyni trzymamy się drogi, która prosto zawiezie nas z portu do świątyni. Nie można się zgubić, droga nazywa się – Afeas (Λεωφ. Αφαιας) i prowadzi aż do samej Świątyni.

Nie spieszymy się. Delektujemy się idealnym porankiem i piękną drogą. Trasa poczatkowo prowadzi nas wąskimi dróżkami między domkami by po chwili znaleźć się wśród drzew i lasu, aż w końcu za zakrętem przeciąć pola z drzewami pistacjowymi. 12 km różnorodnego krajobrazu, zakrętów, pagórków i po chwili stanęliśmy u bram świątyni.

Na wzgórzu lasu piniowego ukazał nam się najpiękniejszy zabytek wyspy. Otulają ją lasy sosnowe. Stoi tak cała w bieli na tle błękitnego nieba. Widok, który zaparł mi dech w piersiach. Do pełni szczęścia wystarczy stanąć u boku świątyni i podziwiać roztaczający się malowniczy widok na wyspę Eginę i zatokę sarońską. Spędziliśmy tam dużo czasu spacerując wśród ruin. Boczne kolumny są szersze od pozostałych, aby na tle nieba nie wydawały się zbyt cienkie. Świątynia robi naprawdę ogromne wrażenie.

Przyszedł czas by opuścić ruiny i wyruszyć w dalszą drogę. Kolejnym naszym celem była latarnia morska „Bouza”(φάρος Μπουζα). Wróciliśmy do portu i wyruszyliśmy w stronę latarni. Tym razem droga prowadziła wzdłuż wybrzeża. Marcowe słońce grzało przyjemnie a bryza morska dodawała siły. Sama latarnia wydawałby się niczym szczególnym, ale mnie urzekła swoją prostotą. Jeżeli uda się Wam być w okolicy to polecam zostać na zachód słońca.

Pokręciliśmy się jeszcze trochę po okolicy i wróciliśmy znów do portu by odwiedzić świątynię Apollo. Za pierwszym razem jak byliśmy nie udało nam się wejść do muzeum i zwiedzić ruin, więc korzystając z okazji zobaczyliśmy i ten zabytek. Same ruiny, a w sumie kolumna nie zrobiły na mnie wrażenia. Za to krajobraz wokół kolumny zdecydowanie mnie zachwycił. Wiosna zbliżała się wielkimi krokami więc całe stanowisko archeologiczne było zatopione w zieleni i otoczone kolorową roślinnością.

Zbliżało się późne popołudnie i głód zaczął dawać o sobie znać. Nie mogliśmy sobie odmówić tutejszych suvlaków. Tym bardziej, że tu znaleźliśmy suvlaczarnie, gdzie do tego greckiego fast foodu dodawali świeżą, posiekaną kapustę i marchewkę. Ten smak będzie mi się kojarzył tylko z tą wyspą.

Z pełnymi brzuchami i mając wspaniały nastrój zrobiliśmy sobie jeszcze małą rundkę po uliczkach Eginy. Odwiedziłam miejsce z parasolkami i oczywiście obowiązkowe zdjęcie musiało być zrobione. Mieliśmy jeszcze pół godziny do wypłynięcia więc zamówiliśmy sobie kawę, usiedliśmy na jednej z portowych ławeczek przy kościele i z błogim uśmiechem na twarzy, obserwowaliśmy toczące się wokół nas wyspiarskie życie.

Dopełnieniem całego cudownego dnia był przepiękny zachód słońca na tle oddalającej się Eginy z odpływającego promu. Bezcenne chwile. Takich chwil życzę i Wam.

Pozdrowienia
Paweł i Sylwia

Po drodze można ciekawie spędzić czas. Ta wyspa naprawdę bardzo mi się podoba. 😍

Zdjęcia prywatne autorów tekstu.