„Dziecię się nam narodziło, Syn został nam dany… Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju” (Iz 9,5)

Ciepło i urok Bożego Narodzenia, które towarzyszą nam we wspomnieniach od czasów dzieciństwa, zderzają się obecnie z rzeczywistością wydarzeń 2020-go roku. W jakże trudnych społecznie, socjalnie, a także ekonomicznie okolicznościach przychodzi nam je przeżywać. Piękno i mistycyzm przeplata się z dramatyzmem ostatnich, „chorych” miesięcy. Jesteśmy zagubieni, zniesmaczeni i wewnętrznie rozdarci skrajnymi sytuacjami. Z jednej strony płyną życzenia spokojnych świąt, z drugiej – dosięga nas zniszczenie dotychczasowego życia. Stajemy zakłopotani rozdźwiękiem między światem mediów a pokojem, którego pragną nasze serca.

Czy Betlejem Jezusa było inne? Tamto Boże Narodzenie również dokonywało się w cyklu smutnych wydarzeń. Młoda rodzina z Nazaretu – w której miało urodzić się dzieciątko, tułała się po Judei, nie mając ani swojego miejsca ani domu. Dziecko – Bóg wcielony – które kojarzy się nam z radością i słodyczą świątecznej atmosfery – urodziło się przecież w stajni, pośród brudnych zwierząt. Kto z mieszkańców tej zatłoczonej przybyszami miejscowości chciał pamiętać o przychodzącym Mesjaszu, kiedy pomiędzy domami pojawili się najemnicy Heroda Wielkiego, aby wymordować nowo narodzone dzieci?

Mimo wszystko Święta Noc to noc piękna, a jej pamiątkę ludzkość obchodzi już trzecie tysiąclecie. Noc, podczas której anioł uspokaja ludzkie serca i obwieszcza cud. Jezus rodzi się w dramacie otaczających go wydarzeń i właśnie ten dramat – mimo tak wielkiego kontrastu między zabijającymi noworodki żołnierzami, a rodzącą się małą miłością – ten dramat przynosi nadzieję. Jej namacalnym znakiem jest franciszkanin, który codziennie o godzinie 4-tej nad ranem schodzi w Betlejem do Groty Narodzenia Bożego, aby zapalić świece i oliwne lampki. Ten od wieków powtarzany gest jest symbolem owej nadziei. Każdego dnia duchowny zawierza nas w swej cichej modlitwie, prosząc o pokój dla zagubionego świata. Bóg rodzi się przecież pośród kontrastów, aby na nowo przynieść ufność i pocieszenie, skierowane do wystraszonych serc ludzi. Także naszych serc, przeszytych lękiem niepewności.

Moje Betlejem

Każdy z nas nosi w sercu własny obraz Betlejem. Mój zaczyna się w dzieciństwie we Wrocławiu, kiedy przy okazji Bożego Narodzenia nawiedzałam z rodziną kościoły, aby oglądać piękne szopki. W każdej widziałam żłóbek z małym Jezusem, Świętą Rodzinę, pasterzy i oczywiście zwierzęta. Każda scena miała również swe tło – miasto zbudowane z prostych domów. Patrząc na szopki, wiedziałam, że gdzieś bardzo daleko – w tak zwanej Ziemi Świętej – istnieje Betlejem, do którego wprawdzie trudno pojechać, ale ono jest. I dokładnie wskazuje miejsce na mapie, gdzie narodził się Zbawiciel, co zmieniło już na zawsze historię świata.

Od prawie dwóch dekad sama bywam w Betlejem. Opatrzność postawiła to miasto na drodze mego życia. Poznałam mieszkańców, ulice, domy i kościoły. Podpatruję rzeczywistość, którą często trudno zrozumieć komuś spoza Ziemi Świętej.

Współcześnie Betlejem to miasto rozłożone na kilku wzgórzach, sięgających swą wysokością ponad 700 metrów n.p.m. Ich zbocza pokryte są winnicami, gajami figowymi, oliwkowymi, migdałowymi i sadami z drzewami granatu. Nie brak pól z łanami pszenicy i jęczmienia, pomiędzy którymi pasterze wciąż pasą stada owiec i kóz. Na noc zapędzają je do grot, gdzie usytuowane są stajnie. Domy w przeważającej większości są jednopiętrowe (tylko gdzieniegdzie widać wysokie, wielokondygnacyjne hotele), zbudowane z białego i różowego kamienia. Między nimi wznoszą się wieże kościołów chrześcijańskich i minarety muzułmańskich meczetów.

Betlejem nieustannie odwołuje się do sakralnego i kulturowego dziedzictwa Bożego Narodzenia. We wszystkich sklepach pamiątkarskich można zaopatrzyć się w najróżniejsze dewocjonalia i szopki – duże i małe, plastikowe, drewniane i papierowe. Na bramach domów oraz w całorocznych dekoracjach ulicznych dojrzymy gwiazdy betlejemskie, choinki czy inną tematykę bożonarodzeniową. Również samo centrum miasta wypełnione jest nazwami w stylu: plac Żłóbka, ulica Trzech Mędrców, hotel Święta Rodzina, restauracja Gwiazda Betlejemska czy dzielnica Pole Pasterzy, słowem – mamy tu niezliczoną liczbę obiektów, które zaczerpnęły swe nazwy od tradycji opisującej tamto Narodzenie.

Chociaż nawet betlejemskie wzgórza przypominają nocą choinkę, rozświetloną tysiącami różnokolorowych światełek, to obecnie w 30-tysięcznym mieście przeważają muzułmanie, których nawoływanie do modlitwy słychać pięć razy dziennie; chrześcijanie stanowią tu zdecydowaną mniejszość, niewiele ponad 10 procent.

Kiedy nadeszła Pełnia Czasów

Dlaczego jednak Jezus nie przyszedł na świat w Galilei, w mieście Nazaret, gdzie mieszkali jego ziemscy rodzice? Co sprawiło, że Józef i Maryja zdecydowali się na trudną i ryzykowną wyprawę do Judei, prowadzącą przez góry i pustynie? Dlaczego Maryja, będąc w zaawansowanej ciąży, narażała się na takie wysokie niebezpieczeństwo podróży?

Dwa tysiące lat temu Palestyna znajdowała się w rękach rzymskiej władzy. W owym czasie okupant zarządził powszechny spis ludności, podczas którego wymagano, aby udać się do miejsc swego pochodzenia. Ponieważ Józef pochodził z pokolenia Judy, z rodu Dawida, udał się więc do miasta Dawidowego czyli do Betlejem, co doprowadziło Świętą Rodzinę do wybranego przez Boga miejsca narodzin Mesjasza. Było to zgodne z proroctwami Starego Testamentu, o czym mówił prorok Micheasz (Mi 5, 1):

„A ty, Betlejem Efrata
Najmniejsze jesteś
Wśród plemion judzkich.
Z Ciebie wyjdzie dla mnie Ten,
Który będzie władał w Izraelu,
A pochodzenie Jego od początku
Do dni wieczności”

Chociaż spis ludności był nakazem, to małżonek kobiety ciężarnej mógł obejść te restrykcje i dopełnić obligacji względem rzymskiej władzy poprzez rejestrację w najbliższym garnizonie; w przypadku Nazaretu byłoby to miasto Seforis. Jednak Józef znający Pisma, ufał Bogu i dopilnował wszystkiego tak, aby rozwiązanie Maryi mogło nastąpić w mieście wspomnianym przez proroka. Dlatego wybrał się ze swą brzemienną małżonką w trudną i niebezpieczną trasę, aby pisma mogły wypełnić się w Betlejem.

Pamiętali o tym wszyscy Żydzi. Wiedział o tym również święty Józef, którego ewangeliści nazywali sprawiedliwym. Nie chodzi tu jednak o wymiar sprawiedliwości ludzkiej, starotestamentalny sprawiedliwy to człowiek, znający proroctwa mesjańskie, zapowiadające przyjście Zbawiciela na świat. Józef – znając je, oddał się wypełnieniu planu Jahwe. I uczynił to wiernie, konsekwentnie oraz do samego końca.

„Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła ona swego pierworodnego Syna, owinęła go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie.” (Łk, 2, 6-7)

Dwa tysiące lat temu podczas spisu ludności, organizowanego w celach podatkowych, Betlejem wrzało od ciżby ludzi, którzy musieli podporządkować się narzuconym obligacjom. Maryja nie mogła jednak pozostać w miejscu tak zaludnionym. Było wymagane, aby kobieta podczas porodu – zgodnie z tradycją żydowską – miała zapewnioną całkowitą intymność. Gdyby przyszło jej powitać dziecko w miejscu pełnym ludzi, wiązało się to z ogromnym problemem natury religijno-prawnej. W takiej sytuacji dochodziło do tak zwanego „zaciągnięcia rytualnej nieczystości” i to zarówno na cały dom, jak i na znajdujących się tam mężczyzn (stąd 2.02 obchodzimy święto Oczyszczenia NMP po połogu). Dlatego też oddalenie się Świętej Rodziny od zajazdów i gospód, pozbawionych odrębnego, intymnego miejsca, jest zupełnie logiczne i uzasadnione. Szukając ciszy, dyskrecji i swobody, młodzi małżonkowie znaleźli je w jednej z niezliczonych grot betlejemskich, których było i wciąż jest pełno na tutejszych obszarach półpustynnych i pustynnych. W takich skalnych niszach – dających chłód latem, a ciepło podczas zimy – pasterze trzymali swe trzody. Niewielkie jaskinie znajdowały się również w obrębie miasta, gdzie włączone w skład domowego ogniska, służyły jako stajnia, schowek czy spichlerz. W takiej sytuacji Grota Narodzenia to warunki najlepsze ze wszystkich możliwych, jakie małżonek mógł zagwarantować Maryi.

„Tutaj z Dziewicy Maryi narodził się Jezus Chrystus”

Jak można potwierdzić autentyczność Groty Narodzenia Jezusa? Przez całe wieki świat – oddając cześć konkretnej niszy w skale – zadawał sobie to pragmatyczne pytanie, pozwalając, aby niestrudzona wiara przewyższała analityczny rozum. W świadomości pierwszych chrześcijan miejsce Narodzenia Pana miało wagę tak przeogromną, iż trudno sobie wyobrazić, aby grota mogła zostać zapomniana. Bóg narodził się w mało znaczącym mieście, które – w odróżnieniu od położonej parę kilometrów dalej Jerozolimy, wielokrotnie burzonej i dewastowanej – dzielnie opierało się atakom z zewnątrz.

W pierwszych dekadach chrześcijaństwa pątnictwo i pielgrzymowanie do Groty Narodzenia rozwinęło się na szeroką skalę, a ludzie pragnęli umrzeć w tym miejscu i być pochowani tuż obok. Zniechęcone tym zjawiskiem władze rzymskie nakazały ją zamknąć i zabronić nawiedzania. W II wieku n.e. cesarz Hadrian wydał rozkaz, aby założyć tu ośrodek poświęcony kultowi bóstwa Adonisa. Dookoła groty wysadzono święty gaj i przykryto ją pogańską świątynią. Dwa wieki później, kiedy do Palestyny przybyła cesarzowa Helena, którą czcimy dziś jako świętą, zlikwidowała ona ów ośrodek. Dzięki Edyktowi Mediolańskiemu z 313-go roku, podpisanemu przez jej syna, cesarza Konstantyna, chrześcijaństwo mogło wyjść z podziemia i stać się religią wyznawaną na równi z innymi. Nad sprofanowaną wcześniej Betlejemską Grotą ufundowano wspaniałą budowlę sakralną; jedną z trzech najwcześniejszych świątyń chrześcijańskich w Palestynie. Bazylika Narodzenia stanęła w miejscu przyjścia Boga na świat; współcześnie jest to najstarszy, wciąż czynny kościół Ziemi Świętej; funkcjonujący nieprzerwanie od 1400 lat. Obecnie świątynią opiekują się trzy obrządki chrześcijańskie – prawosławni Grecy, ormianie oraz franciszkanie, którzy reprezentują tu kościół rzymskokatolicki.

Od wieków w bazylice niewiele się zmieniło – najważniejszym miejscem jest podziemna Grota, w której umieszczono srebrną Gwiazdę z łacińskim napisem Hic ex Virginae Maria Jesus Christus natus est, który tłumaczymy na język polski jako Tutaj z Dziewicy Maryi narodził się Jezus Chrystus.

Nawiedzając Grotę dotykamy żywej tajemnicy zejścia Boga na ziemię, tajemnicy, która została powierzona nie tyle naszemu rozumowi, co wierze. Oczywiście, wielu mnoży i dzieli odpowiedź poddając pod dyskusję autentyczność tego sakralnego fragmentu ziemi. Ale nie osłabia to ani historii, która ciągnie się od czasów wczesnochrześcijańskich, ani pamięci wierzących, opierających swe przeżycia na wielowiekowej tradycji i pobożności. Od wieków przybywający tu chrześcijańscy podróżni – obok śladów Męki Pańskiej w pobliskiej Jerozolimie – pragną pokłonić się w Betlejem miejscu narodzenia Chrystusa, traktując je jako jeden z głównych celów swej podróży.

Z drugiej strony muru

Betlejem trwało w wyobrażeniach każdego pokolenia chrześcijan. Dziś patrzymy na Święty Żłóbek przez pryzmat Betlejem, zamkniętego murem, oddzielającym je od reszty świata, wewnątrz których – w zderzeniu z tragizmem dzisiejszej rzeczywistości – pośród fanatyków i wariatów, żyją ludzie, pragnący cieszyć się normalnym życiem. W mieście kojarzonym z ciepłem świąt zobaczymy biedę; aż 80% społeczności zależy od pielgrzymów i turystów; zobaczymy zamkniętą całą ekonomię, zobaczymy ludzi starszych pragnących uściskać swoich bliskich mieszkających daleko, ujrzymy młodzież szukającą drogi w życiu i jakiejkolwiek perspektywy. A z tym jest tu dużo trudniej niż u nas.

Współczesne Betlejem – którego nazwa w języku hebrajskim oznacza dom chleba, a w języku arabskim – dom mięsa – leży niecałe dziesięć kilometrów na południe od Jerozolimy. Obecnie jest to państwowość, funkcjonująca pod nazwą Autonomia Palestyńska. Coraz trudniej wyobrazić sobie, że w czasach antycznych okolice miasta były bardziej żyzne i pokryte połaciami upraw, o czym wspomina chociażby starotestamentalna Księga Rut. Zaczęło się to zmieniać kilkanaście wieków temu, kiedy VII-mym wieku dotarły tu plemiona arabskie, wprowadzając masową hodowlę owiec i kóz i zamieniając z czasem pola uprawne w pastwiska. Ponadto w palestyńskie wzniesienia wżyna się coraz mocniej współczesna zabudowa sąsiedniego Izraela, podbierając ziemię bezbronnym sąsiadom.

Również podróż z Jerozolimy do Betlejem jest znacznie trudniejsza niż w czasach Jezusa. Od kilkunastu lat tutejszy izraelsko-palestyński świat jest przedzielony potężnym murem, którego przekraczanie jest dość uciążliwe. Osoby z paszportem izraelskim nie mogą wjeżdżać do współczesnej Autonomii Palestyńskiej. Podobnie w odwrotnym kierunku – mieszkańcy Betlejem i okolicznych wiosek palestyńskich nie wjadą do Izraela i Jerozolimy, jeśli nie mają specjalnego pozwolenia, uzyskanie którego jest dość trudne. Nic dziwnego, że pielgrzymi zastanawiają się, czy dziś zanurzeni w tradycji judaizmu Józef z Maryją zostaliby wpuszczeni do Betlejem, czy izraelscy żołnierze nakazaliby im zostać w Izraelu…

Z samego przejścia w murze korzystają przede wszystkim zagraniczni goście i grupy pielgrzymkowe, których każdego dnia spore liczby przekraczają tutejszy check-point, będący granicą dwóch osobnych państw. Betlejem utrzymuje się z ruchu pielgrzymkowego i turystycznego. Znajdujące się na terenie miasta hotele dają pracę wielu osobom, przede wszystkim chrześcijanom. Podobnie jak mniejsze i większe zakłady rzemieślnicze, produkujące dewocjonalia i pamiątki. Najdrobniejszy incydent zakłócający ten ruch unicestwia sprawny przepływ ludzi, skutecznie niwelując możliwość zarobku mieszkańców. Co dopiero pandemia, która unieruchomiła nasze podróże na długie miesiące.

Epilog

Znajdująca się w podziemiach Bazyliki Narodzenia Grota Betlejemska to miejsce, do którego przez dwa tysiąclecia zeszły setki milionów ludzi. Malutka przestrzeń licząca sobie zaledwie kilkanaście metrów, przyozdobiona jest skromnymi sakralnymi dekoracjami różnych chrześcijańskich wyznań. Przestrzeń ta nie kapie złotem, nie opływa w bogactwo. Oddając cześć miejscu narodzenia Boga dla świata jesteśmy w otoczeniu skromnym i prostym. Nie ma tu żadnego przepychu i wystawności. Bo – jak powiedział papież Benedykt XVI – mocą Boga jest Jego pokora.

W Betlejem bez pandemii Boże Narodzenie trwa 365 dni; przez cały rok rozbrzmiewają tu słowa kolęd śpiewanych przez pielgrzymów z całego świata. Święty Jan Paweł II, gdy nawiedził miasto w marcu 2000-go roku, powiedział, że „w Betlejem jest zawsze Boże Narodzenie, każdego dnia jest Boże Narodzenie w sercach chrześcijan”.

Od dwóch tysięcy lat Dobra Nowina z Betlejem jest przekazywana w różnych językach, pozwólmy więc, aby w tym szczególnym czasie pamiątki Narodzenia Pana pocieszenie dotarło również i do naszych serc. Niech płynie z tego miejsca prawdziwe przesłanie nadziei, pokoju i miłości.

Pozostawmy swoje codzienne sprawy, obowiązki, smutki i zmartwienia. Spróbujmy choć na chwilę pochylić się nad Dzieciątkiem, które właśnie tu przyszło na świat, aby człowiek przestał bać się Boga.

Mimo wszystko, Radosnych i Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia.

„Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” (Łk 2,10-11).

Katarzyna Jakielaszek

P.S.
Gdyby znaleźli Państwo chwilę na audycję Radia Judea, to zapraszamy do wysłuchania współczesnej wersji wydarzeń z Betlejem.