Szara codzienność biła w rytm zegara. Wszyscy szli do swoich prac, szkół i codziennych obowiązków. Życie toczyło się jak w bajce. Gdy nagle…. zaczęły dopływać do nas pierwsze wiadomości z Wuhan o pierwszych ofiarach pandemii koronavirusa. Cały świat zaczął pilnie śledzić te najnowsze wiadomości. Nie dotykały one jeszcze nikogo z nas, więc jeszcze obojętnie podchodziliśmy do tego tematu. Stan ten jednak nie trwał długo. W marcu 2020 sytuacja na całym świecie zaczęła się zaostrzać. Zaczęły pojawiać się pierwsze objawy zakażeń i na naszym kontynencie. Wszystkie media zaczęły zajmować się jednym tematem – koronavirus. W błyskawicznym tempie to, co było tak daleko, zbliżyło się i do nas. Panika, strach i lęk stopniowo wypełniały serca naszych obywateli. Końcem tego była kwarantanna. Zostaliśmy na prawie dwa miesiące zamknięci w naszych domach. Otwarte zostały dla nas tylko media, które bombardowały nieustannie nasze myśli. Każdy musiał poradzić sobie sam. Ja również. Moim jedynym wsparciem było Boże Słowo, przez które Bóg wzmacniał mnie każdego dnia. Bardzo szybko musiałam otrząsnąć się i kontynuować normalnie swoje życie, w tych nienormalnych warunkach. Tak więc zaczęłam planować obozy. Oczywiście, wokoło słyszałam same negatywne wiadomości, które tak naprawdę pokazywały wszelkie wakacyjne plany w czarnych barwach. Werset zapisany w Łuk. 1:37 „Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych” trzymał mnie i rozniecał wiarę w to, że pomimo wszelkich trudności, ograniczeń i problemów, obozy odbędą się. Wielkim zaskoczeniem dla naszej Polonii ateńskiej była wiadomość o zapisywaniu się na obozy do Koropi.

Zapisała się znaczna grupa dzieci chętnych do wzięcia udziału w obozach, co dla mnie było zachęta do dalszej kontynuacji przygotowań. Nie należało to do przyjemnych zadań, tak jak to było w poprzednich latach, bo ogólnie panował jeden wielki chaos, niedoinformowanie i niepewność. Jednak nie traciłam wiary w to, że Bóg tak jak był z nami przez 18 obozów, będzie z nami i teraz. Nie raz tego doświadczyłam i bardzo dobrze wiem, że gdy Bóg coś planuje, tego nikt ani nic nie jest w stanie pokrzyżować. Jeżeli On otwiera drzwi, to nikt ani nic ich nie zamknie. Tylko z tą świadomością mogłam pokonywać wszelkie trudności i doświadczać Bożej ingerencji. To było coś wspaniałego, widzieć jak jedne drzwi zamykają się, a wiele innych otwiera. Takim sposobem doszłam do końca organizacji obozów. Ostatnim stopniem do pokonania była liczba dzieci i funkcjonowanie obozów. Nie było to łatwe do rozwiązania, bo wydawało się wręcz niemożliwe pokonać wszystkie nakazy i zakazy. Powtórzę jeszcze raz: „Nie ma u Boga rzeczy niemożliwych”. Tak więc dał nam w ponadnaturalny sposób ideę na rozwiązanie tego problemu. Był to rzut w samą dziesiątkę. Tak! Podzieliliśmy całą liczbę dzieci na 5 grup 20 osobowych, które zmieniały się co 3 dni. Nie było to łatwe dla nas, ale najważniejsze, że zaowocowało radością dzieci. Oczywiście, dało się odczuć niedosyt tej radości, ale „lepszy rydz niż nic” więc dziękowaliśmy Bogu za te specyficzne, ale wspaniałe obozy. Każdy obóz rozpoczynał się modlitwą o Bożą ochronę i opiekę nad dziećmi i kadrą. Czy nie baliśmy się? Po ludzku tak, ale naszą ufność położyliśmy w Bogu, który pomógł nam pokonać wszelki strach i lęk. Z dumą i radością publicznie potwierdzam, że Bóg prawdziwie był z nami i nas chronił i strzegł. Przez 5 obozów nie było żadnego dziecka, które miałoby temperaturę, czy jakiekolwiek objawy złego samopoczucia. TO BOŻY CUD!

Obozy oczywiście były odmienne od wszystkich innych, ciągła dezynfekcja rąk, pomieszczeń, zmniejszona liczba dzieci w pokojach, przy stołach na stołówce czy zachowanie odległości… Jednak dla nas, nie był to problemem, by dać dzieciom wszystko to, co najlepsze. Czy nam to się udało? Tak i to nawet o wiele więcej niż potrafiliśmy sobie wyobrazić. Odbyły się nawet święta zakończeniowe, oczywiście w zmniejszonym gronie. Jednak było ono jedyne, niepowtarzalne, oryginalne, a co najważniejsze skoncentrowane na oddaniu chwały Bogu. Gdyby nie Jego ingerencja, na pewno tegoroczne obozy nie odbyłyby się. Wiem co do Was piszę. Z pewnością, gdy to przemyślicie, przyznacie mi rację. Lecz Bóg chciał dać naszym dzieciaczkom czas radości i wesela na obozach i to co chciał, zrobił. Psalmista Dawid nie bez powodu pisał pełen podziwu: „Panie, jak wielkie i wspaniałe są dzieła twoje”. Po obozach, z serca mego wyrywają się, te same słowa. Dzieci, młodzież jak i kadra, płakała po każdym święcie. Nie można było ukryć łez. One same płynęły. Jak zobaczycie video, które umieszczam poniżej, zrozumiecie, że to wcale nie jest przesada. A ja, jako organizatorka, ubogaciłam swoje życie tak wielkimi doświadczeniami z Bogiem, że nie mogę zrobić nic innego jak tylko oddać Jemu chwałę, bo ona do Niego należny. Jednocześnie chciałam podziękować wszystkim, zarówno Kadrze Ośrodka „Cosmovision Center”, jak również grupom kadr z Polski jak i z Grecji, rodzicom i dzieciom. Bądźmy dobrej myśli, że za rok nadrobimy tegoroczny, obozowy niedosyt.

Tamara Gutomska