Proszę państwa dziś czas temat niezwykle ważny i dla historii Grecji i dla Grecji współczesnej. Dzisiejsze narody zbudowały swoje poczucie dumy bardzo często w oparciu o walkę narodowo wyzwoleńczą. Historia Polski i Grecji w wielu punktach jest bardzo podobna. Cesarstwo Bizantyńskie upadło z tych samych powodów co Polska szlachecka, czyli z powodu chciwości feudałów i słabej władzy centralnej, w tym przypadku królewskiej lub cesarskiej. Oba narody za tę krótkowzroczność swoich elit zapłaciły zaborami. Oba też przy najmniejszej nadarzającej się okazji zrywały się do buntu. Oba też maja duże sąsiada co kiedyś był zaborcą, a i obecnie jest mało przyjazny, zapewne z tęsknota wspominając czasy swojej imperialnej potęgi. W poprzednim odcinku poświęconym panowaniu tureckiemu, może się pojawiać taki obraz w miarę spokojny tego panowania. Turcy wprawdzie cisnęli ekonomicznie, ale przecież pozwolili funkcjonować większości klasztorów i kościołów. Zazwyczaj nie nawracali Greków siłą na islam i nie zabraniali im mieć własnych szkół. Proszę zwrócić uwagę, że w Polsce pod zaborami była aktywnie realizowana polityka rusyfikacji czy germanizacji, czego efektem jest dziś w Polsce duże zróżnicowanie kulturowe. Dam taki przykład z korupcją. W Norwegii jak Państwo zaproponujecie policjantowi łapówkę to macie pewność, że zostaniecie za to ukarani. W Pakistanie dać trzeba niezależnie czy się popełniło wykroczenie, czy nie. Natomiast w Polsce, nie wiem czy się coś zmieniło ostatnio, ale jeszcze 20 lat temu, jeden wziął, inny się obraził, inny przymknął oko, a jeszcze inny zgłosił próbę przekupstwa. Ta różnorodność zachowań wynika właśnie z różnych kultur zaborców Polski. U Niemców porządek i prawo, a w Rosji, jak to w Rosji, tłumaczyć chyba nie trzeba. W zaborze austriackim jeszcze było jeszcze jakoś inaczej. W Polsce z zaborcami walczyły elity, bo większość społeczeństwa żyła w pańszczyźnianym niewolnictwie i kompletnie go nie interesowało kto panuje, byleby tylko mniej uciskali. W Grecji było inaczej. Tam do powstań antytureckich zrywał się cały naród, bo nie było tam pańszczyzny, więc też represje miały charakter masowy. W Polsce powstańcy szli na Sybir, czy do więzienia. Czasem byli rozstrzeliwani przez pluton egzekucyjny. W Grecji zaborca miał standardy stepu euroazjatyckiego, nie Europy. To były standardy Dżyngis Hana. W prawdzie Turkom zależało na tym, żeby Grecy siedzieli cicho i po prostu pracowali i płacili im podatki, ale też notorycznie dawali im odczuć, że są ludnością gorszej kategorii. Grecy, od wieków wolni ludzie, źle to znosili, więc gdy tylko był cień szansy na zrzucenie znienawidzonego jarzma chwytali za broń. Ich chęć wspierała świadomość, że przecież niektóre regiony Grecji, nigdy nie zostały przez Turków zdobyte. Turcy tłumili powstania z niewyobrażalnym okrucieństwem, poddając przywódców wyrafinowanym torturom i nakładając na ludność nowe ciężary. Powszechnym zwyczajem było też pociąganie Greków do zbiorowej odpowiedzialności i egzekucje nawet setki kilometrów od miejsca powstania. Ot wybuchło powstanie w Epirze, to zabijemy trochę Greków w Azji Mniejszej czy na Krecie.

Jak wspomniałem w poprzednim odcinku, czas panowania turecko weneckiego był czasem nieustającego konfliktu między oboma krajami i regularną okazją do greckich zrywów niepodległościowych. Grecy chętnie wspierali Wenecjan, Rosjan i innych przeciwników Turcji. Wydaje mi się, że o ile Turkom sprawnie wychodziły podboje, to zarządzanie podbitymi terenami było bardzo nieudolne, o czym świadczy powszechność buntów w całym imperium, nie tylko na Bałkanach. Powstania też wybuchały tam, gdzie nie było szansy wsparcia ze strony zachodnich krajów na przykład w Tesalii w1600 roku czy w Epirze w 1611. Po upadku powstania w Epirze, jego przywódca, 70 letni metropolita Dionizy, został żywcem obdarty ze skóry na rynku w Janinie. Takie były te tureckie rządy. Jako że część Grecji była pod panowaniem weneckim, czy w ogóle niezależna, Turcja była w stanie ciągłego konfliktu z ludnością grecką. Gdy tylko Sulioci czy Manijczycy odnosili sukcesy, reszta Greków zaraz była gotowa się do nich przyłączyć, za co płacili krwią i cierpieniem. Nigdy się nie udało Turkom Greków złamać, więc zachodnie potęgi walczące z Imperium Osmańskim bardzo łatwo znajdowały u Greków wsparcie. Grecy jak mało który naród łatwo łapali za broń i zrywali się do powstań. Południe, temperament, do tego liczone w tysiąclecia tradycje walk z najeźdźcami robiły swoje. Ostatecznie udało się w początkach XIX wieku. Zasięg powstania był taki, że Turcy ściągali posiłki aż z Egiptu. Grecja walczyła z całym potężnym Imperium. To nie była wojna gentelmeńska, to była wojna na wyniszczenie. Turcy byli gotowi eksterminować cały grecki naród i niewiele brakło, a bym im się udało.

W Początkach XIX wieku, Turcja, choć nadal dysponująca dużą armią, była już krajem zacofanym w stosunku do Europy. Korupcja, słabość gospodarcza, przestarzałe uzbrojenie, powodowały, że Turcja powoli traciła stan swojego posiadania. Państwa zachodnie, głównie Francja, Anglia i Rosja miały apetyt na ziemie rozpadającego się imperium. Grały tak, żeby samemu zyskać jak najwięcej, a nie dać innemu. Wielka Brytania miała apetyt na Bliski Wschód, Francja na Afrykę Północną, a Rosja na Kaukaz i Bałkany. Wkrótce dołączyli Włosi, czujący się spadkobiercami polityki weneckiej. Czasem zachodnie potęgi wchodziły w konflikt ze sobą, jak w czasie Wojen Napoleońskich i wtedy ktoś Turcję wspierał, kompletnie zapominając o Grekach i ich dążeniach. Na szczęście w XIX wieku, w zachodniej Europie coraz większe znaczenie miała opinia publiczna, a Gracja miała swoich ambasadorów takich jak poeta Lord Byron czy malarz Delacroix. Głównie dzięki nim mieszkańcy Anglii czy Francji dowiadywali się o szokującym okrucieństwie Turków i naciskali na swoje rządy, żeby Grecję wsparły. Coraz więcej ludzi uważało, ze każdy naród ma prawo stanowić sam o sobie. Politycznie też moment wydawał się właściwy, gdyż słaba Turcja przegrywał konflikty z Rosją, którą przed szybkim podbojem tylko wstrzymywały mocarstwa zachodnie. Do tego na początku XIX wieku zaczęli się buntować tureccy gubernatorzy w Widinie i Ali Pasza w Epirze. Wyspy i wybrzeża weneckie, po upadku republiki kupieckiej zostały przejęte przez Francję i Wielka Brytanię. W roku1800 roku była powstała Republika 7 Wysp pod protektoratem Francji, a później Wielkiej Brytanii. Szykująca się do zrywu niepodległościowego Grecja, miała już i wolne przyczółki i poparcie mieszkańców państw zachodnich, ale o wolność Grecy musieli zawalczyć sami.

Powstanie zostało uzgodnione z Księstwami Naddunajskimi na terenie dzisiejszej Rumunii, jednak Turcy dowiedzieli się o planowanym zrywie więc rozpoczęto przed ukończeniem przygotowań. W efekcie tego bunt w Rumunii został szybko stłumiony. Grecy musieli działać. Mimo, że tradycyjnie za początek uważano kazanie biskupa Patry Germanosa z 25 marca 1821 roku, tak na prawdę powstanie zaczęło się tydzień wcześniej na półwyspie Mani. Tam 17 marca Manioci ogłosili w Aeropoli wojnę z Turcją. W ciągu kilku dni powstańcy zdobyli Kalamatę, a po paru tygodniach już większość Peloponezu była w ich rękach. Turcy, po kilku przegranych bitwach pozamykali się w twierdzach. Bunt rozgorzał tez w Attyce, Beocji i Grecji Centralnej, gdzie Grekom udało się zdobyć kilka miast. Do końca 1821 Grecy umocnili się na zdobytych terytoriach. Turcy na but zareagowali masowymi egzekucjami zwłaszcza w Konstantynopolu, gdzie stracono wielu przedstawicieli greckich elit, w tym samego patriarchę. Armia turecka maszerująca z Antolii w stronę Europy dokonała pogromu Greków w Smyrnie. To była zapowiedź tego co miało stać się 100 lat później. Turcja zbierała siły do kontrataku, a do Greków przybywali ochotnicy z całej Europy i Stanów zjednoczonych. Wszędzie, gdzie tylko żyli Grecy organizowano zbiórki pieniędzy dla powstańców. Natomiast nie udało się powstanie w Grecji północnej. Źle przygotowany zryw szybko został przez Turków stłumiony, a niektóre zdobyte przez powstańców miasta wkrótce spacyfikowane. Na Krecie również Turcy sobie poradzili, choć Grekom udało się kontynuować walki jeszcze przez kilka lat w regionach górzystych. We wszystkich greckich miastach od Salonik po Cypr zapanował terror. Mimo tego Grecy, gdy nie mogli walczyć potajemnie, wspierali dostawami i ochotnikami regiony, gdzie powstanie się udało. Powstanie w końcu ugrzęzło. Z jednej strony Turcja była uwikłana w wojnę z Persją i musiał utrzymywać spore siły na granicy z Rosją, z drugiej, Grekom brakowało pieniędzy i dość szybko wybuchły w ich kręgach spory o władzę, które doprowadziły do wybuchu wojny domowej, na ledwie odzyskanej części kraju. Turcy nie mając do dyspozycji wystarczającej ilości sił by zaatakować Peloponez skupili się na masakrowaniu wysp, w tym dokonując w 1822 roku znanej z obrazu Eugene Delacroix rzezi mieszkańców wyspy Chios. Kolejnym ruchem Turków było ściągnięcie w 1825 roku posiłków z Egiptu. Tym razem Grecy musieli stanąć na przeciw wojskom wyszkolonym przez instruktorów francuskich. Wojska paszy Egiptu zaczęły odnosić sukcesy i zajmować coraz większe obszary Peloponezu.

W 1826 Turcy, po trzecim oblężeniu, zdobyli Missolongi, gdzie znajdowała się siedziba rządu zachodniej Grecji. W tej wojnie szło już o wyniszczenie. Podobno pasza Egiptu, którego wojska tłumiły powstanie, miał plan, by zabić bądź obrócić w niewolników wszystkich Greków, a Grecję zasiedlić Egipcjanami. To był plan eksterminacji całego narodu. To nie była wojna armii na polach bitew. To była wojna przeciw narodowi greckiemu. Muzułmanie palili greckie wsie, a w odbijanych miastach często mordowali cała grecką populację. Grecy nie pozostawali dłużni. Przez wieki widzieli swoich duchownych i bohaterów obdzieranych na rynkach miast żywcem ze skóry, pieczonych i gotowanych żywcem czy żywcem zamurowywanych. Przez wieki ich kobiety i dzieci były sprzedawane w niewolę. W tej wojnie nie było kompromisów. Gdy po przybyciu wojsk z Egiptu już wydawało się, że powstanie upadnie, pomogły państwa zachodnie niszcząc flotę osmańską pod Navarino (Pylos) w 1827 roku. To wraz ze stratami jakie Turcy ponieśli w czasie oblężenia Mosolongi i próby zdobycia legendarnego półwyspu Manii zahamowało impet ich ofensywy. W 1828 roku, Rosja wypowiedziała wojnę Turcji, angażując większość jej sił. W tym samym roku na Peloponezie wylądował kontyngent francuski, który zmusił wojska tureckie i egipskie do opuszczenia półwyspu. Regularna i już wyszkolona armia grecka zaczęła wypierać Turków z Beocji i Attyki. Gdy walki zostały wstrzymane, państwa zachodnie i Rosja znów rozważały w jakiej formie ma istnieć Grecja. Początkowo miało być to autonomiczne terytorium podległe Turcji. Jednak Anglia i Francja bojąc się, że Rosja szybko tam zdobędzie wpływy zadecydowały o tym, by w 1830 roku Grecja odrodziła się jako niepodległe państwo. Na razie bez wielu wysp, bez Tesalii Epiru i Macedonii. Ale już niepodległe i uznane na arenie międzynarodowej. Grecja odzyskała niepodległość przy początkowym sprzeciwie zachodnich potęg, które miały swoje plany odnośnie Turcji. Wybuch powstania był im nie na rękę, a pomoc jakiej udzieliły była wymuszona presją opinii publicznej, zatem nie do przecenienia jest tu rola obcokrajowców zaangażowanych w grecką sprawę w tym głównie Lorda Byrona i Eugene Delacroix. Determinacja Greków zmusiła Turcję do zaangażowania olbrzymich sił. W wypadku klęski kolejnego mogłoby nie być, bo Turcy bunty tłumili bezwzględnie, pustosząc całe regiony. Stawka była wysoka, ale i ryzyko olbrzymie, a jednak się udało, co Grecy mogą zawdzięczać przede wszystkim sobie samym. Bo w pierwszych latach nikt nie miał zamiaru Grekom pomagać.

Tekst: Christian Arnidis, badacz dziejów Grecji, autor przewodnika „Moja Grecja”

Wasza opinia