foto. Wikimedia Commons / Ori

Roku pańskiego 365 miało miejsce najsilniejsze zanotowane trzęsienie ziemi w basenie Morza Śródziemnego. Kataklizm o sile 8.5 w skali Richtera zniszczył prawie wszystkie miejscowości na Krecie. Natomiast fala tsunami wywołana gwałtownych ruchem płyty tektonicznej zmiotła z powierzchni ziemi Egipską Aleksandrię i wywołała straty na wybrzeżach Cypru, Libii, Sycylii, a nawet odległej Hiszpanii. Epicentrum, które znajdowało się w okolicach Krety doprowadziło także do olbrzymich zniszczeń na terenie Grecji. Zachodnia część Krety uniosła się o 9 metrów. Największe straty poniosła jednak Aleksandria. Morze wdarło się w głąb na 3 kilometry, a ilość ofiar w samym mieście szacuje się na 50.000. Jeszcze przez kilka wieków po kataklizmie jego rocznicę nazywano dniem grozy. Niektórzy twierdzili, że jego powodem był gniew starych bogów wywołanych zabójstwem cesarza Juliana apostaty, który chciał przywrócić pogaństwo.

Jak przekazuje rzymski historyk Ammianus Marcelinus:

Masa wód powracających w najmniej spodziewanym momencie zabiła wiele tysięcy przez utonięcie, a przypływy wzrosły do wysokości, gdy pędziły z powrotem, niektóre statki, po tym, jak gniew elementu wodnego się zestarzał, zatonęły, i leżały tam ciała ludzi zabitych we wrakach, twarzami do góry lub do dołu. Inne ogromne statki, wyrzucone przez szaleńcze podmuchy, usadowiły się na dachach domów, jak to się stało w Aleksandrii, a inne zostały rzucone prawie dwie mile od brzegu, jak statek lakoński w pobliżu miasta i spłaszczyli niezliczone budynki w miastach lub gdziekolwiek zostały znalezione…”

Morskie jaskinie na Krecie / fot. wikipedia.org

Trzęsienia ziemi to nieodłączny element życia w Grecji. Drobne wstrząsy maja miejsce co kilka dni, silniejsze co kilka miesięcy. Co kilka lat mamy trzęsienia ziemi zauważalne przez media, a co kilkadziesiąt przynoszące ofiary i budzące grozę. Czas więc odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego Grecja jest tak często dotykana wstrząsami. Tutaj musimy zacząć od budowy naszej planety, a zwłaszcza jej skorupy po której chodzimy i której ruchy są najczęstszą przyną wstrząsów sejsmicznych.

Ziemia jest kulą gorących i roztopionych skał i metali. Od miliardów lat ta kula się ochładza. Najbardziej na powierzchni, efektem czego jest powstanie skorupy ziemskiej. Proces ten dobrze widać w czasie wypływania lawy z wulkanów. Najpierw lawa wydostająca się z głębszych warstw ziemi jest płynna, następnie przy kontakcie z wodą lub powietrzem schładza się, tężeje i twardnieje.

Mapa 15 głównych płyt tektonicznych. fot. Wikimedia Commons / Adi400

Mamy więc kulę płynnej lawy, na powierzchni której wytworzyła się twarda skorupa. Grubość skorupy ziemskiej w stosunku do średnicy planety jest podobna jak grubości skorupki jajka do jego średnicy. Można powiedzieć, że stąpamy po cienkim lodzie. Skorupa ziemska może mieć grubość na lądzie do 80 kilometrów, ale na dnie oceanów tylko 10! Najgłębsza kopalnia złota w RPA ma głębokość 4 kilometrów, więc w najcieńszych miejscach skorupa ziemska ma grubość tylko dwa i pół raza większą niż wynosi głębokość kopalni Mponeng w okolicach Johannesburga. Żeby było jeszcze mniej stabilnie, to skorupa ziemska nie tworzy stałej czy zwartej struktury, tak jak skorupa jajka. Skorupa ziemska składa się z dryfujących płyt tektonicznych. Czyli takie jajko, które ma popękaną skorupkę złożoną z kilkudziesięciu fragmentów. Może tu się zrodzić obawa, że skoro te fragmenty skorupy ziemskiej, czyli płyty tektoniczne są tak luźno połączone, to pewnego dnia zatoną w płynnej lawie i ziemia znów się stanie ognistą kulą, jak przed miliardami tak. Tutaj nie ma się co bać, bo płyty tektoniczne są lżejsze niż płynna lawa i po prostu unoszą się na jej powierzchni. Wiec na pewno skorupa ziemska nam nie zatonie. A dlaczego dryfują, a nie stoją spokojnie na swoich miejscach? Za ruch płyt tektonicznych odpowiadają przede wszystkim ruchy płynne magmy pod nimi. Cieplejsze warstwy lawy unoszą się ku powierzchni, chłodniejsze opadają bliżej jądra, tam się ogrzewają i znów unoszą się ku powierzchni. Cały czas magma jest w ruchu i jej ruchy wywołują przesuwanie się płyt skorupy ziemskiej. Są to dokładnie te same procesy jakie dotyczą ogrzewanej wody czy powietrza. Budujące jest też to, że w przypadku pęknięcia skorupy ziemskiej, wydobywająca się lawa działa jak klej czy uszczelniacz, który twardniejąc zasklepia nam pęknięcie. Kolejną dobrą wiadomością jest to, że cały czas powstaje nowa skorupa ziemska. Dzieje się to głównie na dnie oceanów, gdzie ruchy lawy powodują rozchodzenie się płyt tektonicznych. W miarę rozsuwania się płyty oceanicznej jej ubytki są uzupełniane zastygająca lawą. Wniosek z tego taki, że skorupy ziemskiej powinno przybywać, a przecież ani średnica, ani objętość naszej planety się jakoś specjalnie nie zmieniają. Za to odpowiada inny proces. Otóż rozrastająca się na dnie oceanów płyta tektoniczna wsuwa się pod jakąś płytę kontynentalną. Płyta dolna zanurza się w cieplejsze warstwy ziemi i ulega ponownemu stopieniu. Zatem płyty oceaniczne tworzą się i znikają wchodząc pod kontynentalne. To jest ciągły proces. Całkowite odnowienie płyty oceanicznej trwa ok 200 milionów lat. Płyty kontynentalne są dużo bardziej trwałe, gdyż ich wiek wynosi ponad 4 miliardy lat. Tutaj mamy kolejny budujący wniosek. Płyty tektoniczne , tworzące skorupę ziemską zachodzą na siebie. Czyli ta nasza skorupka, wprawdzie jest złożona z fragmentów, ale one bardzo szczelnie pokrywają nasza planetę, bo zachodzą na siebie jak dachówki. Do tego przypomnę, wszelakie ubytki skorupy ziemskiej, są natychmiast uzupełniane przez zastygającą lawę. Nim przejdę dalej zrobię krótkie podsumowanie.

Skorupę ziemską tworzy dwa rodzaje płyt tektonicznych. Kontynentalne, stare i trwałe, i oceaniczne, które wciąż rosną w związku z czym wchodzą pod kontynentalne po czym znów się roztapiają. To jest właśnie najczęstsza przyczyna trzęsień ziemi. Poza tym trzęsienia ziemi są wywoływane efektem napieraniem na siebie, płyt tektonicznych albo przesuwaniem się jednej względem drugiej. Na całym świecie właśnie takie rejony są najczęściej nawiedzane wstrząsami. Inna rzadszą przyczyną może być pękanie czy rozdzieranie płyty kontynentalnej, co ma aktualnie miejsce w Afryce, gdzie od Płyty Afrykańskiej oddziela się Somalijska.

fot. Wikimedia Commons

A jak to wygląda w Grecji? Tu jest ciekawie bo kraj leży na dwóch płytach. Na północ od Kanału Korynckiego, na wielkiej Płycie Euroazjatyckiej, a Peloponez, Kreta i wyspy morza Egejskiego znajdują się na innej malutkiej płycie zwanej Płytą Egejską. Płyta Egejska odsuwa się od Euroazjatyckiej w tempie 3 cm rocznie w kierunku południowo zachodnim. Do tego na Płytę Egejską napiera Płyta Afrykańska, która się pod nią wsuwa. Ten proces jest zauważalny bo Płyta Afrykańska wciska się pod Egejską w tempie 4 cm rocznie. Te właśnie ruchy są odpowiedzialne za trzęsienia ziemi w Grecji. Analogiczny proces mamy w Azji, gdzie Płyta Indyjska wciska się pod Euroazjatycką. Jakby mało było nieszczęść to Płyta Egejska też wchodzi w interakcje z anatolijska na której leży Turcja.

Położenie na styku płyt tektonicznych gwarantowało Grecji dużą ilość wstrząsów od tysięcy lat. W zasadzie odwiedzając każdą miejscowość lub stanowisko archeologiczne w Grecji usłyszymy o jakimś dużym trzęsieniu ziemi, które coś zniszczyło w starożytności lub czasach nam bliższych. Takie najstarsze z zanotowanych, to trzęsienie ziemi związane z erupcją wulkanu na Santorini ok roku 1650 p.n.e. Wstrząsy, około roku 1200 p.n.e. doprowadziły do uszkodzenia pałaców i fortyfikacji mykeńskich na Peloponezie. Równoległe wstrząsy na Bliskim Wschodzie są uważane za jedną z przyczyn upadku kultur epoki brązu we wschodniej części Morza Śródziemnego. Potężne trzęsienie ziemi w 464 p.n.e. zniszczyło Spartę i doprowadziło do buntu Helotów. Sparta się pozbierała dzięki pomocy Aten. Przez trzęsienia ziemi były też niszczone świątynie w Delfach. Trzęsienia ziemi niszczyły też parokrotnie Korynt. Zarówno ten starożytny, jak i współczesny. W czasach nam bliższych ucierpiała jedna z potężnych skał w Meteorach, od której po wstrząsach odpadł nawis skalny.

Port Phalasarma na Krecie obecnie kilkaset metrów od brzegu / fot. Richard Ott

Tematu nie będę rozwijał, bo spis trzęsień ziemi w Grecji to temat na książkę, za to zwrócę uwagę na to jak Grecy próbowali zareagować na nieustające zagrożenie. Chyba najbardziej widocznym sposobem zabezpieczania dużych budowli takich jak świątynie, było stosowanie klamer z brązu, które łączyły ze sobą kamienne bloki np. Ateńskiego Partenonu. Być może też taką funkcję pełniło nachylenie kolumn budowli do wewnątrz. Kolejny przykład zabezpieczenia budowli znajdziemy w architekturze domów mieszkalnych. Żeby uczynić budynki bardziej elastycznymi i odpornymi na wstrząsy , wzmacniano je drewnianymi klatkami. Ten typ architektury szczególnie dobrze widać w miasteczkach i wioskach o dobrze zachowanej starej architekturze np. na Lefkadzie. Współcześnie stosuje się żelbetonowe klatki i konstrukcje oparte na sprężystym fundamencie. Budynki stoją na wkopanych w ziemię kolumnach, albo parter, używany jako miejsce do parkowania samochodów ma otwarta konstrukcję.

Każdy, kto w dłużej przebywał w Grecji miał okazję przeżyć trzęsienia ziemi. Mi to się zdarzyło trzy razy. Mam na myśli takie wstrząsy, które nie tylko się odczuwa, ale takie, które od razu mobilizują do wyjścia na zewnątrz. Najsilniejsze było w Kilkis kilkanaście lat temu. Byłem jako fotograf na mistrzostwach karate. Zawody się skończyły więc trenerzy i szefowie klubów spotkali się barze hotelowym, na tradycyjnej, pożegnalnej uroczystości japońskiej. Uroczystość nazywa się sayonara i mimo egzotycznej nazwy ma bardzo słowiański charakter bo polega głównie na spożywaniu trunków. W pewnym momencie zakołysało. Wybiegliśmy z hotelu na ulicę, podobnie jak Grecy. Żadna wielkich szyb na parterze hotelu nie pękła. Prawdziwy obraz siły wstrząsu dały relacje ludzi mieszkających powyżej drugiego piętra, którzy pospadali z łóżek. Kolejnych wstrząsów doświadczyłem w Agii Theodori. Tam zdaje się to częste zjawisko, przecież to okolice styku płyty egejskiej z euroazjatycką. Za pierwszym razem wydawało mi się, że fala tsunami uderzyła w hotel. Za drugim już wiedziałem, że to wstrząsy sejsmiczne. Strachu nie czułem, bo ufam, że w ciągu kilku tysięcy lat Grecy wypracowali konstrukcje, które pozwalają budynkom przetrwać kaprysy naszej planety.

Christian Arnidis, autor przewodnika „Moja Grecja” i „Grecja nieznana”/ mojagrecja.com.pl