Zmęczeni, ale szczęśliwi leżymy na rozgrzanym piasku i rozkoszujemy się spektakularnym zachodem słońca. Czekamy aż zmęczone słońce zanurzy się w morzu i zapadnie ciemność. Oczekujemy na ten moment, bo właśnie to był nasz cel podróży. To właśnie tu gwiazdy świecą najjaśniej. To właśnie tu jest przystań dla naszych ciał i dusz.

Ale zacznijmy od początku

Dzisiaj nasza opowieść będzie trochę inna niż zazwyczaj. Chcemy Wam opowiedzieć o naszych odkryciach i miłości do Loutraki. Taka przeplatanka opowieści- będą piesze wędrówki i będzie o rowerowej wyprawie.
Nie będzie to chronologiczne, bo chciałabym Wam pokazać co można odkryć podczas drogi Ateny – Loutraki. Będzie to podróż po mało znanych zakątkach, ale bardzo ciekawych. Odcinek 100km, bo tyle jest z Aten do Loutraki kryje w sobie wiele interesujących, różnorodnych i wartych odwiedzenia miejsc.

Zaczynajmy naszą podróż!

Wyjeżdżając z Aten w stronę Koryntu, już po 20 km warto zatrzymać się na kawę w mieście Elefsina. Jest to miasto przemysłowe, ale posiada również swoją tajemnicę – a mianowicie Świątynie Demeter. Demeter zwana również „Panią Obfitości” – bogini płodności ziemi, urodzaju, ziemi uprawnej, zbóż, rolnictwa. Jej atrybutem był kłos zboża. Tu odbywały się misteria eleuzyńskie, owiane głęboką tajemnicą, wiadomo jednak, iż czczono w nich wieczne odradzanie się nowego życia. Z tego miejsca rozpoczynała się prowadząca do Aten Święta Droga, która przebiegała również przez cmentarz Kerameikos. W sierpniu i wrześniu odbywa się tu coroczny festiwal Aischylia – spektakle i tańce o różnej tematyce.

Proponuję odwiedzić to muzeum w porannych godzina gdyż jest to stanowisko na otwartej przestrzeni i w upalne dni może być zbyt gorąco na podziwianie tego miejsca. Jest to jednak bez wątpienia cudowne i tajemnicze stanowisko archeologiczne, które należy odwiedzić. W porannych promieniach słońca można usiąść sobie w pobliskich kawiarniach i popijając kawę zatopić się w historii.

My tymczasem po kawie wyruszamy w dalszą drogę

Jadąc starą autostradą po prawej stronie widzimy pasmo górskie Gerania. Tam skrywa się droga w stronę wulkanu Sousaki. Niecałe 50km od Elefsiny. To miejsce dla miłośników pieszych i trudnych wędrówek, w pobliżu wioski Agioi Theodoroi, znajduje się ważne odkrycie geologiczne, wulkan Sousaki.


Należy do tego samego łuku wulkanicznego, co wulkany Methana, Egina, Poros, Nisyros i Santorini. Jego ostatnia erupcja miała miejsce 2,5 miliona lat temu, ale nawet dziś przedstawia ona pewną aktywność post wulkaniczną emitującą gorące gazy.
Cechą, która przeważa o wyjątkowości tego miejsca, że nie ma krateru, ale składa się z dwóch wąwozów i kilkudziesięciu sztolni, z których gorące gazy dyfundują do atmosfery. Imponujące skały wulkaniczne przyjmują kilka ciekawych formacji, a zapach siarki jest silny.

Wulkan znajduje się 180m n.p.m. i zapewnia odwiedzającym wyjątkowe wrażenia z wędrówek. Najpierw wchodzimy na stromy, suchy krajobraz, ale później napotykamy (nie przez cały rok) aktywne źródła wodne i zachwycającą florę.

Trasa piesza wewnątrz wulkanu jest łatwa, a orientacja domyślna. Dostęp do początku wulkanu jest trudny, ponieważ jakość drogi nie jest dobra. Zwłaszcza na końcu jest to droga gruntowa, która w niektórych miejscach może zostać zniszczona przez deszcz. Trzeba przyzwyczaić się do zapachu siarki, bo jest naprawdę intensywny.

Co jeszcze skrywają drogi prowadzące do Loutraki?

Od wulkanu do skrętu na Loutraki dzieli nas niecałe 20km. Jednak zanim to zrobimy myślę, że warto zatrzymać się oczywiście nad Kanałem Korynckim. Dzień był intensywny, dlatego zaproponowałam zajechać do samego miasta Korynt i posilić się w tamtejszych tawernach, zebrać siły i zobaczyć co miasto ma nam do zaoferowania. O tym pisałam tutaj.

My tymczasem wracamy na skrzyżowanie i w końcu skręcamy na Loutraki tu dopiero zabierzemy was na wspaniałe wycieczki.

Każdy z nas ma takie miejsce na ziemi, gdzie czuje się jak w domu. Takie miejsce, gdzie chciałby zapuścić swoje korzenie, tu jego serce odzyskuje rytm, jego umysł doznaje ukojenia, ciało się relaksuje a dusza raduje.

Taką naszą przystanią dla duszy i ciała są okolice Loutraki. Gdzie możemy naładować baterie. To jak na razie jedyne miejsce, które zawsze przychodzi nam do głowy, kiedy czujemy, że potrzebujemy resetu w życiu.

Same miasteczko nie robi jakiegoś spektakularnego wrażenia. Ot zwykłe kolejne nadmorskie miasteczko z tysiącem turystów, hoteli i plażą wzdłuż całego miasteczka. Czyżby?
Same Loutraki również mają coś do zaoferowania. Można wybrać się do źródeł termalnych lub spróbować swojego szczęścia w kasynie. Jeżeli nie interesują Was tego typu atrakcje to można zrobić sobie długi spacer promenadą lub na Beach Park. Polecam to zrobić wieczorem, kiedy całe miasto mieni się światłami, a wszystko pięknie odbija się od tafli morza. Gwar, muzyka, śmiechy, zapachy z pobliskich tawern, szum morza- magiczne chwile.

Nie można obojętnie przejść obok wodospadów, które znajdują się przed wyjazdem z miasteczka w stronę Perachora po prawej stronie.

Okolice Loutraki są z nami od samego początku naszego pobytu w Grecji.

Za każdym razem, kiedy wjeżdżamy do tego miasteczka nasze troski zostają przy Kanale Korynckim. W takim lekkim i błogim stanie zaczynamy nasza przygodę.

By dotrzeć do miejsca, z którego chcemy zacząć naszą wyprawę, przejeżdżamy przez miasteczko. Już od samego rana ruch jest natężony więc szybko zostawiamy je za sobą i kierujemy się w stronę jeziora Vouliagmeni. Jednak zanim dojedziemy do naszej przystani warto zboczyć z drogi i odwiedzić tutejszy klasztor.

Jaskinia z reliktem świętego została odkryta w 1904 roku przez mieszkańców Loutraki. W 1952 r., na miejscu jaskini, gdzie zostały znalezione relikwie, został wybudowany monaster.

W monasterze św. Patapiosa mieszka 40 mniszek. Podczas naszej wizyty w tym przepięknym miejscu towarzyszył nam śpiew mniszek. Nie jestem wielkim fanem tego typu miejsc, ale to mogę polecić z czystym sumieniem. Sam spacer wokół klasztoru może być bardzo przyjemnie spędzony czasem. Na parkingu możemy również spotkać przemiła panią, która sprzedaje swoje własne produkty jak np. miód, słodkości, zioła oraz krem, który robiła jeszcze jej babcia. Ma informacje na temat swoich produktów również w języku polskim. 😁 My skusiliśmy się na miód i krem. Lubię i popieram wspierania takich osób więc chętnie wyszukałam u pani coś dla siebie.


Polecam to miejsce dla wszystkich podróżników i obieżyświatów choćby dla samych doświadczeń innej wiary oraz pięknych widoków na miasteczko Loutraki i Korynt. Widać stąd również cały Kanał Koryncki. Na pewno będziecie pod wrażeniem tak samo jak my.

Nasyceni widokami wracamy na nasz szlak

Cała droga w stronę jeziora to teren górzysty z serpentynami i spektakularnym widokiem na lazurowe morze. Ten kolor morza jest nie do opisania. Wystarczy w patrzeć się w ten błękit i poddać się chwili by poczuć przeszywający spokój w duszy. Nie spieszymy się, delektujemy się tym krajobrazem, rozkoszujemy się chwilą. Bezchmurne niebo, spokojne morze a w oddali statki. Jest to widok, który ukoi każdego.

Dojeżdżamy do skrzyżowania i mamy do wyboru skręcić w lewo nad jezioro lub w prawo w nieznane nam jeszcze tereny.

Skręcimy najpierw w lewo

Jedziemy drogą prowadząca prosto do jeziora. Po kilkunastu kilometrach dojeżdżamy do znaku informującego, że tu trzeba skręcić na Milokopi i właśnie tam się wybieramy.

Zaciszna zatoczka, o której mało kto wie. Dotarcie do niej sprawiło nam sporo trudności. Droga, którą musieliśmy pokonać przypominała koryto rzeki. Prowadziła ciągle w dół i nie było widać końca tej drogi. Nie ma możliwości by zwykłym autem tam dojechać a i terenowe miały by spory problem. Trzeb mieć spore doświadczenie jako kierowca by tam się dostać.

Nam po dość długim czasie udało się w końcu dotrzeć do tego raju. Przecudowne uczucie, kiedy wyłaniasz się z lasu, a przed tobą roztacza się spokojna, piękna zatoka tylko dla ciebie.

Plaża znajduje się w niesamowitym sosnowym krajobrazie, który łączy góry i morze.
Zasadniczo jest to podwójna plaża, najwyraźniej produkt starożytnego trzęsienia ziemi.
Jedna strona składa się z ciemno czystych piaszczystych plaż, podczas gdy druga jest zdominowana przez imponujące płyty, przerwane przez widoczną intensywną sejsmiczność tego obszaru.

Wody są krystalicznie czyste, w szmaragdowym kolorze.

Krystalicznie czysta woda, niezmącona niczym cisza. Czujesz się jak byś był sam na tej planecie. Wierzcie mi nie chciało nam się stamtąd odchodzić, ale nadszedł czas by wrócić na szlak.

Wracamy na drogę, która prowadzi do jeziora. Już z oddala możemy podziwiać plażę, do której zmierzamy. Ciągnie się przez 2km a na końcu stoi mały kościółek. Ten widok za każdym razem sprawia, że czuję się jakbym wróciła do domu. Jedzie się do niej drogą wzdłuż brzegu morza. Instynktownie podnosisz głowę w stronę słońca, zamykasz oczy, włosy rozwiewa wiatr, bierzesz głęboki oddech i zaczynasz czuć morze zaczynasz czuć, że żyjesz.

Po chwili znów stajemy na rozwidleniu dróg i mamy do wyboru skręcić w lewo nad jezioro lub w prawo. Jedziemy w prawo, bo tam znajduje się coś niespotykanego. Zabieramy Was w kolejne archeologiczne miejsce. Tak wiem, sporo tego, ale to akurat warto zobaczyć. Bo gdzie indziej macie stanowisko archeologiczne, zatoczkę z plażą i latarnie w jednym miejscu? To wszystko pięknie połączone w jedno.

Zabieram Was do miejsca, które nazywam diamentem Loutrak. Cała Grecja w malutkim przeuroczym zakątku. Czy mi się uda opisać słowami to miejsce? Nie wiem, spróbuję choć troszeczkę przybliżyć Wam jego piękno.

Zajeżdżając na kraniec tego półwyspu naszym oczom ukazuje się sceneria jak z bajki-przylądek Melangravi. To tu można zaobserwować wszystkie odcienie koloru niebieskiego. Proponuję najpierw zrobić sobie mały spacer do latarni morskiej, jest jedną z najstarszych kamiennych latarni w Grecji. Z tego punktu mamy cudowny panoramiczny krajobraz na Zatokę Koryncką. Bezkresne lazurowe morze, w dole cudowna ukryta w śród skał zatoka z krystalicznie czystą wodą i malutką plażą. A jeżeli jesteśmy szczęściarzami to można wypatrzeć figlujące na falach delfiny.

Przed zejściem do morza można podziwiać pozostałości starożytnej świątyni poświęconej bogini Herze i mały kościółek św. Jana. Krętymi ścieżkami, które oprowadzają nas po ruinach świątyni dotrzemy do malutkiej plaży w zatoce. W trakcie tego spaceru mamy możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o tym miejscu, gdyż zamieszczone są tablice informacyjne. Świątynia należała do starożytnego miasta Korinthos. Była poświęcona bogini Hera – patronce małżeństw i porodu. Niektórzy uważają ją jako boginię zazdrości. Świątynia została zbudowana na dwóch poziomach. Górny poziom poświęcony był Hera Limenaia a dolny Hera Akraia. Sanktuarium rozwijało się przez lata, aby stać się jednym z najbogatszych obszarów kultu w całej Grecji. Jednym z okazalszych obiektów na tym terenie jest cysterna, służąca jako zbiornik na wodę, zakończona z obu stron półokrągłymi apsydami. Jej ściany pokryte były nieprzepuszczającym wody stiukiem, budynek nad nią wspierał się niegdyś na filarach, a do środka i na dół prowadziły skomplikowane konstrukcyjnie schody, oparte na specjalnych wspornikach. Heraion to miejsce, które znane jest z mitologii. Według legendy Medea, która była żoną Jasona (Jazona), zamordowała i pochowała dwoje dzieci w Heraion, a następnie uciekła z Koryntu.

Począwszy od roku 1930 roku prowadzi się tutaj badania archeologiczne. Odkryto świątynie, ołtarze, wielkie cysterny, akwedukty, święty basen, jadalnię i hellenistyczną Agorę. Wykopaliska rzuciły niezwykłe światło na starożytne techniki budowlane.
Po wędrówce wśród ruin zachęcam do zanurzenia się w falach i zanurkowaniu w głębiny morza. Lubię myśleć, że kąpię się w wodach, w których być może kiedyś i sama Hera się zanurzała. Odwracam twarz w stronę świątyni, uśmiecham się i kładę się na tafli wody i dryfuję. Też bym wybrała to miejsce na swoją świątynie, zdecydowanie posiada magiczną moc. Jeżeli zdecydujecie się na odwiedzenie tego miejsca będzie to Wasza niezapomniana jedyna w swoim rodzaju kąpiel w greckim morzu. I jak już wspomniałam jest to Diament Loutraki i cała Grecja w jednym zakątku „na skraju świata”. Proponuję wybrać się tam w ciągu tygodnia. Będzie większa szansa byście byli i podziwiali to miejsce w samotności. W weekend będzie już trudniej o kameralną atmosferę. Jednak myślę, że warto spędzić w tych okolicach jeden dzień. Zdradzę Wam również, że jest to jedno z nielicznych miejsc, w którym możecie ujrzeć najcudowniejszy zachód słońca.

Niedawno też dowiedziałam się, że znajduje się tu jedno z trzech tajemnych wejść do świata Hadesu. Znajduje się ono przy samotnej skale, którą na pewno ujrzycie po lewej stronie idąc do latarni. U podnóża skały znajduje się 13 ukrytych schodów prowadzących do świata Hadesu. 😍😱

Opuszczamy to wspaniałe, mitologiczne miejsce i dojeżdżamy do pobliskiego jeziora Vouliagmeni, które ma 2 km długości i 1 km szerokości, a głębokość jego dochodzi do 40 m.
Słońce chowa się za horyzontem a my szukamy idealnego miejsca na plaży by rozpocząć kolejne niezapomniane chwile.

Rozkładamy ręczniki na rozgrzanym piasku kładziemy się i czekamy na spektakularny niebiański seans spadających gwiazd. W oddali migoczące światełka rozbudzonego miasteczka, spokojny szum fal obijających się o brzeg zapach morza cykady układające się do snu i nasze gwiazdy. Tak można zakończyć dzień nad jeziorkiem Vouliagmeni. 🤩
A jutro? Jutro mam dla Was kolejne cudowne miejsca na moim diamentowym szlaku. Cdn

Pozdrowerek Paweł i Sylwia
Zdjęcia prywatne autorów tekstu