„Nie mogę być jednocześnie twórcą i tworzywem” – mówił poeta w klasyku polskiego kina – filmie „Rejs”. I miał w tym sporo racji.

Mam podobny kłopot. Jestem jednocześnie teoretykiem i praktykiem sztuki.
Krytyk sztuki i malarz jednocześnie… Stoję zatem po dwóch stronach barykady.
Ale czy w rzeczywistości muszę sam sobie zaprzeczać? Czy bycie artystą wyklucza mnie jako krytyka i na odwrót? Nie sądzę…

Przyjęło się bowiem, iż krytycy i artyści żyją jak pies z kotem, jedni nie znoszą drugich
a drudzy pierwszych. Artysta – czuły na krytykę – unika jej jak ognia. Krytyk – „nieczuły
i „niewrażliwy”, wydaje się być bardziej urzędnikiem i bliżej mu do biurka niż do sztalugi.

Przyjęło się także i utarło przekonanie, iż jedynie słuszną formą wypowiedzi dla artysty jest jego podstawowe narzędzie pracy. Dla malarza pędzel, dla rzeźbiarza dłuto. A pióro? Pióro powinno zostawić się tym, którzy najlepiej się na tym znają!

Ja czuję się jak ryba w wodzie zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie tej barykady. Bliskie jest mi zarówno słowo, jak i obraz. Do jednego i drugiego mam podobne zamiłowanie,
które trwa już ponad ćwierć wieku. „Słowo i, a, lub obraz” – to tytuł mojej pracy magisterskiej, którą broniłem w zakresie krytyki, promocji i pedagogiki sztuki w 2001 roku. Kilka chwil później broniłem dyplomu malarskiego. Z jakim skutkiem? Ciekawskim odpowiem prywatnie 🙂

Mając kilka narzędzi do wyboru, mamy możliwość na „ugryzienie” tematu z jednej i drugiej strony. Analizowanie sztuki zarówno w teorii i praktyce.

Każde dzieło sztuki bowiem, niezależnie od dziedziny w której zostało stworzone, czy jest to obraz malarski, dzieło rzeźbiarskie, architektoniczne, muzyczne, teatralne etc., składa się
z dwóch elementów.

Podobnie jak wierzący uważają, że człowiek składa się z tego, co widać czyli CIAŁA oraz tego, czego nie widać – DUSZY, tak każde dzieło sztuki składa się z FORMY i TREŚCI. Forma to wszystko, co widzimy i możemy dotknąć. Płotno, farba, krosno malarskie.
Kształty i kolory na obrazie. Kompozycja, perspektywa itd. 

obraz mark rothko1Treść obrazu, to jego dusza. Jej nie widzimy, ale jesteśmy w stanie do niej dotrzeć,
ODCZYTAĆ i dzięki temu zrozumieć obraz.

Dzieła sztuki możemy bowiem czytać podobnie, jak książkę. Z tą różnicą, że ta napisana jest w przenośni i dosłownie „czarno na białym”.

W dziele sztuki słowami są kolory, kształty, tworzywo itd.
Czytamy je zatem poprzez przenośnie i alegorię. Znaczeń i zawiłości w odczytaniu dzieła sztuki jest dużo więcej.

Mam przekonanie, że umiejętność posługiwania się jednym i drugim narzędziem, przysłowiowym „pędzlem i piórem”, pozwala na jeszcze większe zbliżenie się do dzieła sztuki, zrozumienie go i cieszenie się z jego kontemplowania.

Zrozumiecie w pełni o czym mówię, gdy staniecie oko w oko chociażby z jedną z prac Marka Rothko. Jego wielkie płaszczyzny kolorystyczne wydają się być jedynie estetycznymi barwnymi kompozycjami. Ale po chwili przebywania z nimi zaczynają drżeć, poruszać się, w końcu z wolna wchłaniać nas w kolorystyczną czeluść bez dna…
Można przed nimi siedzieć i siedzieć. Bez końca.

A przecież to tylko farba i płótno…

Piotr Paraniak

Chętnych do dyskusji zapraszam do korenspondencji!
E-mail do Autora: piotr.paraniak@op.pl