W III wieku naszej ery czasy sielskiej i bezpiecznej egzystencji w Cesarstwie Rzymskim powoli dobiegały końca. Rzym upadał. Tak jak powoli, przez wieki rósł w potęgę tak też przez wieki popadał w ruinę. Dlaczego tak się działo? Odpowiedź jest bardzo prosta i typowa dla takich przypadków, bo upadła ekonomia. We wszelakich programach, filmach dokumentalnych czy publikacjach, upadki państw, kultur czy cywilizacji, są sprowadzane do jakichś czynników zewnętrznych. A to susza, a to zaraza, a to najazdy. Dużo częściej, prawie zawsze, za tym upadkiem kryje się osłabienie gospodarki. Barbarzyńcy zawsze będą najeżdżać, zawsze będą susze czy kataklizmy. Państwo o silnej gospodarce sobie z tym poradzi, a słabe w końcu upadnie. Rzymska ekonomia zaczęła się chwiać już w II wieku naszej ery. A dlaczego? Gospodarka Rzymu kwitła dzięki podbojom, a gdy te uległy zahamowaniu, gospodarka zaczęła się chwiać. Trzeba było ją reformować, ale reformy nigdy nie były popularne, więc podejmowano różne prowizoryczne kroki, typu wypuszczanie monet z małą ilością szlachetnego kruszcu, co tylko napędzało inflację. Proszę Państwa przez kilka wieków Rzym podbijał, sprowadzał łupy, grabił i drenował ekonomicznie podbite terytoria i dzięki temu funkcjonowała jego gospodarka. Bez podbojów Imperium Rzymskie, podobnie jak później tureckie, zaczęło upadać ekonomicznie. Poza tym administrowanie państwem rozciągającym się od Szkocji po Eufrat na Bliskim Wchodzie było organizacyjnym koszmarem. Jak nie ma pieniędzy to nie ma wojska. Paru bardziej rozgarniętych cesarzy podejmowało jeszcze próby ratowania tego stanu rzeczy i jednym z pomysłów był najpierw administracyjny, a później faktyczny podział cesarstwa. W 395 roku naszej ery cesarz Teodozjusz, podzielił Imperium Rzymskie na dwa odrębne państwa. Na Cesarstwo Wschodnie i Zachodnie. Słaby ekonomicznie zachód, pozbawiony bogactw wschodu, upadł w niecały wiek. Natomiast Cesarstwo Wschodnie, w granicach którego znalazła się Grecja, całkiem dobrze radziło sobie przez prawie 1000 następnych lat. A dlaczego? Czyżby na wschodzie było spokojniej? Nic podobnego. Bizancjum też cały czas musiało walczyć o przetrwanie. Tyle że miało dużo zdrowszą ekonomię i co bardzo istotne miało do dyspozycji wpływy z najbogatszych prowincji na Bliskim Wschodzie czy w Egipcie. Nie musiało się nimi dzielić z zachodem. Na ziemie wschodnie przecież najeżdżali i Germanie, którzy zniszczyli świątynię Zeusa Olimpijskiego w Atenach, Słowianie i Albańczycy, którzy na początku średniowiecza w zasadzie osiedlali się, gdzie chcieli na ziemiach Grecji. Bizancjum nieustannie walczyło na wschodzie z Persją, którą później zastąpili Arabowie, a potem zaś Turcy, Na zachodzie znów trzeba było odpierać ataki młodych państw słowiańskich takich jak Bułgaria czy Ruś, albo ataki ludów koczowniczych, takich jak Awarowie, czy Hunowie. Nie było lekko. Proszę Państwa, Wschodnie cesarstwo przez 1000 lat było w stanie nieustannej wojny z sąsiadami. Wojna za wojną. Nieraz armia, po właśnie skończonej wojnie na wschodzie, maszerowała na Bałkany by toczyć kolejną! I trwało do czasu, do kiedy nie zaczęła upadać ekonomia cesarstwa. Jak wspomniałem, nie ma pieniędzy to nie ma wojska. Wojny Bizancjum z sąsiadami toczyły się ze zmiennym szczęściem, bo nie raz Konstantynopol był oblegany, ale przecież udało się cesarstwu i pokonać Persję i podbić Bułgarię. W końcu jednak upadło. Jak lubię powtarzać, z podobnych powodów, co Polska Szlachecka. Słaba władza cesarska i silna magnateria, która dbała tylko o swoje posiadłości i swoje bogactwo. Krótkowzroczna magnateria, bo w końcu jej ziemie i latyfundia padły łupem najeźdźców czy sąsiednich krajów.

Bizancjum to nazwa wprowadzona do użycia przez niemieckich historyków w XIX wieku. Mieszkańcy cesarstwa tak siebie wcale nie nazywali, nie nazywali się też Grekami! Mieszkańcy Wschodniego Cesarstwa uważali siebie za Rzymian. Zresztą Turcy podbijając Anatolię stworzyli na jej ziemiach sułtanat Rumu, czyli sułtanat Rzymu! W średniowieczu słowa Grek używano jako synonim poganina. Tak naprawdę świadomość tego, że mieszkańcy cesarstwa są Grekami pojawiła się już pod koniec jego istnienia, za sprawą pewnego teologa i filozofa z Mistry, Plothyna. Wtedy Grecy zauważyli, że są Grekami, a nie Rzymianami. Sama nazwa Bizancjum, to stara nazwa Konstantynopola, kiedyś greckiej kolonii założonej w VII wieku przed naszą erą, przez osadników z Megary. W IV wieku naszej ery miasto rozbudował, uczynił stolicą i nazwał swoim imieniem cesarz Konstantyn Wielki. Ale wróćmy do mieszkańców Cesarstwa Wschodniego, do pytania kim byli. Spadkobiercami Rzymu czy Grecji, przecież Wschodnie Cesarstwo w większości pokrywało się z ziemiami Imperium Aleksandra Wielkiego, z ziemiami silnie zhellenizowanymi. Z terenami, na których i posługiwano się Greką, gdzie były greckie ośrodki edukacyjne, szkoły mówców i biblioteki. Ta kwestia to od razu Państwu powiem, nie raz jest przyczyną awantur i w gronie historyków, i historyków sztuki. Można nawet dobrych znajomych przez takie rozmowy stracić, co i mi się zdarzyło. Jeszcze mamy tutaj kwestię wpływów orientalnych, prawda? Zacznę więc od tego Orientu, czyli od wpływów Bliskiego Wschodu. Jak sobie każdy może sprawdzić w odcinkach poprzednich, Grecja zawsze miała kontakt z Bliskim wschodem, Egiptem czy Azja Mniejszą i to dużo większy niż z Europą! Przecież już 5000 lat temu mamy morskie imperium Krety stojące na tym poziomie co Egipt czy Mezopotamia i będące z nimi w ciągłym kontakcie. Później mamy kulturę Mykeńską czy Grecję Klasyczną. Też cały czas w kontakcie z krajami wschodu. Kultury Grecji i Bliskiego Wschodu przez tysiące lat na siebie wpływały. Bizancjum z greckimi elitami nie spadło nagle z nieba w 395 roku naszej ery, ale ci ludzie i ta kultura tam byli już od tysięcy lat. Choćby jako greccy koloniści na wybrzeżach dzisiejszej Turcji. Zatem wpływy wzajemne były od zawsze, przy czym kultury zachowały swoja odrębność.

Teraz druga sprawa, wpływy rzymskie. Rzym mógł mieć wpływ kulturowy, na Celtów na ziemiach dzisiejszej Francji czy Anglii albo Germanów, ale nie na bardziej zaawansowaną kulturowo Grecję. Rzym dał kulturze greckiej technikę, technologie, prawo i administrację i pod tym względem Bizancjum, było kontynuatorem Imperium Rzymskiego. Ale to Grecja dała Rzymowi, naukę, edukację, filozofie i sztukę. Co się jednak będzie działo z kulturą po wyodrębnieniu Cesarstwa Wschodniego, czyli Bizantyńskiego. Otóż trochę ponad wiek po tym akcie, za panowania Justyniana, prefekt Konstantynopola wydal prawa miejskie w języku greckim. Wkrótce grecki stał się językiem urzędowym, bo był powszechnie używany. Kiedyś pewien prawnik zwrócił mi uwagę na to, że kodeks Justyniana był spisany po łacinie. Tak, bo łacina utrzymała się jeszcze przez pewien czas w sądach i w wojsku, jako nazwy stopnie oficerskich czy komend. Ale później wszędzie już weszła greka. Mamy język, teraz edukacja. Dzieci w szkołach Bizancjum uczyły się na antycznych dziełach greckich. Podstawą była Iliada. Bizancjum, więc kontynuowało tradycje greckiej filozofii i literatury. Przemawiać uczono na podstawie dzieł antycznych mistrzów. Mimo wprowadzenia chrześcijaństwa, dalej czytano starożytnych filozofów. I uwaga, wprowadzenie nowej religii nie oznaczało zniszczenia pozostałości antyku! Przecież nie zrównano z ziemią Partenonu, tylko przerobiono go na kościół. Elity, to sprawa najprostsza. Jak sobie Państwo spojrzycie na nazwy rodów cesarskich Bizancjum, to zazwyczaj traficie na nazwiska greckie. Faktem jest, że gdy Konstantyn Wielki założył nową stolicę, czyli Konstantynopol, to ściągnął sporą część rodów patrycjuszowskich z Rzymu, jednak elitą tych ziem byli Grecy. Dojść teraz który ród wywodził się od Greków, a który od Rzymian ciężko, bo kto tylko zasiadł na tronie, to sobie upiększał historię, jednak na pewno Kommenowie pochodzili z Grecji. Angelosowie od wieków mieszkali w Azji Mniejszej. Konstantyn Wielki urodził się w Niszu na terenie dzisiejszej Serbii, a Justynian, 20 kilometrów od Skopie. Nisz czy okolice Skopie znalazły się pod wpływami greckimi, 600 lat przed narodzinami Konstantyna Wielkiego, gdy te ziemie podbił ojciec Alexandra Filip II. Elita kościoła wschodniego to też Grecy. Greckie imiona, traktaty spisywane po grecku, sobory po grecku. W Bizancjum panuje greka, jaką można dziś usłyszeć jeszcze w greckim kościele.

Bizancjum zatem kontynuuje kulturę Grecji Klasycznej, bo ta kultura zachowała się w Rzymie. A co to jest kultura? To niematerialny i materialny dorobek. Będzie w tym sztuka, obyczaje, prawo, technika i tak dalej. Ktoś jednak powie, że architektura, jest inna, że nie ma rzeźby. Tak. To ma związek z pojawieniem się chrześcijaństwa, które odrzuciło rzeźbę jako sztukę pogańską rozwijając dla odmiany ikonografię. Druga sprawa. Architektura cały czas ewoluuje. Tu bezsprzecznie Rzymianie upowszechniają użycie zaprawy, cegieł i betonu, ale czy Rzym miał swoje style w architekturze? Nie miał. Rzym wykształcił typy budowli, ale nie style, bo Rzym rozwijał grecką architekturę. Teatry, świątynie, a nawet domy prywatne były budowane na wzór greckich, a z czasem modyfikowane. Jedna z rzymskich budowli odcisnęła wielkie piętno na architekturze. To bazylika. Bazylika ma dwa znaczenia. Albo oznacza rangę kościoła, albo typ budowli. Nas zainteresuje to drugie. Łatwo te budowle zobaczyć w Grecji. Wystarczy sobie odwiedzić bazylikę św. Demetriusza w Salonikach. To taka bazylika jak z katalogu, wzorcowa. W Atenach macie państwo katedrę św. Dionizego Areopagity, również w stylu bazyliki albo kościół Agioi Anargyroi przy uliczce Prytaneiou. Bazylika jest podłużna, nie ma kopuły i ma dach taki kaskadowy. Ten typ konstrukcji wprowadzają Rzymianie w II wieku naszej ery jako budowlę publiczną. W Bazylice mogły być sklepy, sądy, hale targowe. Cokolwiek. Pierwsi chrześcijanie, gdy akurat nie byli prześladowani, spotykali się właśnie w rzymskich bazylikach. Gdy mogli wznosić już własne miejsca spotkać, czyli świątynie, kontynuowali wznoszenie bazylik. Z bazylik na zachodzie rozwinął nam się styl gotycki, natomiast na wschodzie styl bizantyński, czyli kościoły kopułowe. Ktoś pomyśli, no jednak coś ten Rzym dał sztuce. Tu rozczaruje, bo bazyliki rzymskie były wzorowane na greckich stoach, czyli portykach… Najlepszy przykład takiej budowli, całkowicie zrekonstruowany, znajdziecie Państwo na Ateńskiej Agorze. Nazywa się ona Stoa Atallosa. Od tego typu greckich budowli wywodzą się i gotyckie katedry i monumentalne świątynie Cesarstwa Bizantyńskiego takie jak Agia Sofia w Konstantynopolu, czy też wszelakie cerkwie prawosławia. Od greckiego portyku. A skąd on się wywodzi? Stoa, czyli portyk, czyli po prostu dach na kolumnach, bardzo bliski jest konstrukcyjnie greckim świątyniom okresu klasycznego, więc podobnie jak one wywodzi się od pałacu mykeńskich władców, czyli megaronu. To architektura epoki brązu. Z kolei megarony kontynentu były wzorowane na pałacach władców kreteńskich takich jak ten w Konossos. Jak sobie Państwo będziecie podziwiać katedry gotyckie Francji to pamiętajcie, że kontynuują architekturę, jaka rozpoczęła się w Grecji 5000 lat temu.

W wieku XI rozpoczął się upadek Cesarstwa, oczywiście przez słabnącą rolę cesarza i kulejąca gospodarkę. W 1071 klęska Bizancjum pod Mantzikert, otwarła Turkom drogę do Anatolii. W 1204 zdobycie Konstantynopola przez krzyżowców było bardziej objawem niż przyczyną słabości cesarstwa. Z każdym pokoleniem Bizancjum traciło kolejne terytoria, aż padły Konstantynopol, Mistra, Trapezunt i ostanie posiadłości bizantyńskie na Krymie, czyli Teodora. W 1460 roku naszej ery Grecja znalazła się na długie wieki pod panowaniem tureckim. A jak ta okupacja wyglądała, jak się żyło Grekom w Imperium Osmańskim, to w następnym odcinku. Pozostałości Bizancjum znajdziemy w Grecji wszędzie. Jest w architekturze kościołów, w ikonach, w języku liturgicznym, ale najwięcej zobaczymy w Salonikach, na przykład w kościele Agia Sofia, w Mistrze, ale i w Konstantynopolu, czy we Włoszech w Rawennie, albo na Sycylii. A największą atrakcją, bo połączoną z niezapomnianymi widokami, będzie wizyta w Meteorach.

Tekst: Christian Arnidis, badacz dziejów Grecji, autor przewodnika „Moja Grecja”

Wasza opinia