Opuszczamy bajeczną miejscowość Livadia i kierujemy się do kolejnej wioski znanej bardziej turystom z zimowej strony.

Arachova to znany kurort narciarski i jest oblegana przez turystów w zimie. Ta górska wioska położona jest malowniczo u podnóża góry Parnassos, na wysokości 973 metrów nad poziomem morza. Jest uważana za najlepszy cel podróży zimą w Grecji ze względu na bliskość Aten i możliwość korzystania z uroków zimowych sportów. Arachova jest często określana jako zimowy Mikonos.

Góry Parnassos

Zanim jednak zwiedzimy Arachova to czas na kilka słów o górze Parnassos.

Parnassos jest to jedna z największych gór w Grecji o wysokości 2457 m. Widok, jaki oferuje ta góra, zachęca do poznania tamtejszych szlaków turystycznych. Posiada również jeden z największych ośrodków narciarskich w Grecji, w którym oferowanych jest wiele różnych atrakcji. (W tym miejscu chciałabym zwrócić uwagę czytelników na fakt, że Grecja jest również atrakcyjnym kierunkiem w okresie ferii zimowych oraz w okresie świąt Bożego Narodzenia.) Możemy oddać się zimowemu szaleństwu w otoczeniu najpiękniejszych zimowych górskich krajobrazów. Czeka tu na nas mnóstwo atrakcji, ale musimy się liczyć z tym, że zimowych turystów przybywa z roku na rok i warto wcześniej wszystko zaplanować. Nawet wyjazd weekendowy będzie tego od nas wymagał. Jednak dla ludzi kochających zimę myślę, że to świetne miejsce by oddać się zimowym przyjemnościom. Turyści mogą skorzystać z bogatej oferty. Czekają tu na nich 23 trasy narciarskie o łącznej długości 27 km, w trzech ośrodkach: Kellária, Fterólakka oraz Yerodóvrahos. Całość połączona jest 13 wyciągami orczykowymi i krzesełkowymi.

My nie lubimy zimy i wybraliśmy się wczesnym latem do tej pięknej miejscowości.
Po drodze widzieliśmy dużo rowerzystów, więc jest to też wspaniałe miejsce do uprawiania kolarstwa.

Miasteczko jest bardzo urokliwe ze swoimi kamiennymi domkami na tle pięknych gór. Ludzie są bardzo mili, a w tym okresie brak turystów umożliwiał nam spokojne zwiedzanie zakamarków tej pięknej górskiej miejscowości.

Już z oddali, wjeżdżając do miasteczka, widzimy dwie piękne i charakterystyczne atrakcje.
Pierwsza z nich to most, przez który wjeżdża się do miejscowości i tu już można zaparkować auto. Nie ma sensu dalej jechać! A dlaczego? Gdyż już od samego wjazdu zaczynają się bardzo ciekawe miejsca, które zdecydowanie trzeba zobaczyć. 😁

Na początek to most przez, który właśnie przejechaliśmy. W kształcie łuku z czerwonymi drzwiami pod mostem. Jak udało mi się ustalić, kiedyś znajdowały się w tych drzwiach sklepy. Dziś są to opuszczone lokale i wszystkie drzwi pozostają zamknięte. Jedna rzecz przykuła moją uwagę, a mianowicie szkoła lub przedszkole, które znajduje się pod mostem. Nic w tym nie było by dziwnego jednak kiedy popatrzy się jaki widok na co dzień mają dzieci podczas lekcji można tylko pozazdrościć. Do takiej szkoły to z pewnością chce się chodzić.

Wracając do mostu – z rzędami czerwonych drzwi oraz z widokiem jaki mamy z niego stał się jednym z symboli Arachova. Robi wrażenie i zdjęcie na tle tego mostu jest obowiązkowe. 😁

Zaraz obok znajduje się muzeum folkloru. Małe muzeum z ciekawą ekspozycją. Znajdziemy tu próbki haftu, tkanin oraz strojów ludowych.

Nas jednak najbardziej zainteresowała wieża zegarowa. Widać ją z daleka, ale sama ścieżka do niej jest dość sprytnie ukryta. Dróżka do tego zegara znajduje się na terenie muzeum. Wchodząc przez główną bramę muzeum skręcamy w lewo i idziemy do końca, tam znajduje się „tajne przejście” do zegara. Wspominam o tym, bo sporo ludzi kręciło się wokół muzeum szukając wejścia – nie ma oznakowania.

Ten piękny zegar jest widoczny już z daleka i jest jednym z najbardziej charakterystycznych obrazów, które widzimy wjeżdżając do miasteczka. Wzniesiony został na skale, która nazywa się Tiria.

Historia zegara nie jest prosta jak i droga do niego. Dowiedzenie się jak i kiedy powstał zajęło sporo czasu. Do 1844 roku nie było zegara choć źródła podają inaczej. Jednak dowodem na to mogą być ryciny w książce Etienne Rey „Voyage Pittoresque en Grèce et dans le Levant fait en 1843-1844” z 1880 r. Na rycinie przedstawiającej Arachovę w 1843 r. Dzwonnica nie została jeszcze zbudowana.

Kolejny dowód datowany jest na rok 1895. W miejscu, w którym wówczas zegar stał, znajdowała się dzwonnica kościoła

Widzimy je na poniższym zdjęciu Magne, wykonanym w 1895 r. To zdjęcie znajduje się we francuskim Ministerstwie Kultury.

Fotografia wyraźnie pokazuje, że wschodnia i południowa strona na szczycie wieży są otwarte (nie zbudowane).

Pod koniec XIX i na początku XX wieku w klasztorze św. Łukasza opatem był Grzegorz Kamvasinos (Γρηγόριος Καμβασηνός) (a nie Nektarios, jak można znaleźć w internecie). Opat Kamvasinos pochodził z Arachowa i podobno pomagał mieszkańcom wioski na różne sposoby.

Klasztor był wówczas dość bogaty i w ten sposób opat Kamvasinos kupił mechanizm zegarowy, aby podarować go mieszkańcom. Ta zmiana z dzwonnicy na zegar, logicznie rzecz biorąc, musiała nastąpić na początku XX wieku, około roku 1908 (a nie w 1966 roku jak często podają inne źródła).

Możliwe, że mechanizm ten został zamówiony w tym samym czasie z mechanizmem zegarowym klasztoru św. Łukasza, który został umieszczony w 1908r.

Czas tylko na… połowę Arachovej

Na początku, z powodów, które prawdopodobnie miały związek zarówno z ekonomią, jak i technologią tamtych czasów, mechanizm zegarowy umieszczono tylko po zachodniej (czyli północno-zachodniej) stronie osady. To znaczy tam, gdzie był widoczny przez większość domów.

Domy wschodnie (okolice Koukoura) i południowe nie widziały czasu, a jedynie słyszały bicie zegara.
Ot i cała historia zegara.
Jednak dla osób, które będą chciały dogłębniej poznać tą niesamowitą historię zegara zostawiam tutej link.

Po obejrzeniu widoków z zegara zaraz kilkanaście kroków dalej po drugiej stronie ulicy, ujrzymy schody prowadzące do kościoła Świętego Jerzego (Άγιος Γεώργιος). Jest ich aż 265 i nie będę zdradzać, że jest droga, którą można dotrzeć autem.

Każdy pokonany schodek oraz wysiłek prowadzący do kościoła zrekompensuje nam piękny panoramiczne widoki na okolicę.

Odwiedzając Arachova nie możemy pominąć klasztoru św Łukasza (Μονή Οσίου Λουκά). Znajduje się trochę na uboczu od głównej drogi, ale zdecydowanie warto go zboczyć. To duchowa, historyczna oraz architektoniczna podróż, którą warto odbyć.

W klasztorze można zobaczyć oryginalne bizantyjskie mozaiki oraz starożytną architekturę. Jest to miejsce kultu, kontemplacji i modlitwy z bardzo bogatą historią.

Do klasztoru przybywali pielgrzymi, licząc na uzdrowienie i spali w pobliżu grobu św. Łukasza.

W czasie panowania tureckiego klasztor był areną zaciekłych walk, których pamiątką są dzieła stojące na dziedzińcu.

Zachęcam gorąco do odwiedzenia tego miejsca, bo nie bez przyczyny w 1990 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

My jednak uwielbiamy najbardziej gubić się w tamtejszych uliczkach . Pełno pięknych kamiennych domków, wąskie uliczki, ostre zakręty, które kuszą. Sam spacer po tej wiosce może przynieść mnóstwo przyjemności. Przy okazji można poznać mieszkańców, którzy chętnie opowiadają historię swojej wioski. „Arachovici” to prości, spokojni i gościnni ludzie, którzy kochają tradycję i starają się ją pod każdym względem podtrzymywać i celebrować.
Gdy nadchodzi pora obiadowa z pobliskich tawern unoszą się takie zapachy, że od razu człowiek robi się głodny . Tak było i z nami. Usiedliśmy w tawernie zaraz przy głównej ulicy by obserwować codzienne życie mieszkańców i zamówiliśmy posiłek. W takim klimacie wszystko smakuje wyśmienicie.

Tym smakowitym akcentem zakończyliśmy naszą podróż i wróciliśmy z głową pełną cudownych widoków, wrażeń oraz smaków i zapachów.

Wracając jednak jeszcze do turystycznych szlaków – istnieje wiele szlaków rozrzuconych po całym paśmie górskim, a zachodnią stronę góry przecina europejski długodystansowy szlak zwany E4.

Dla zapalonych wędrowców polecam piękną pieszą trasę do Korycian Kave (Κωρύκειον Άντρον) Inaczej Sarantavli ( Σαράνταυλι) czyli czterdzieści pokoi, o której dowiedziałam się podczas spaceru po uliczkach i z rozmowy ze starszym panem. Podczas naszej konwersacji zapytałam się czy w okolicy Arachova jest coś jeszcze co powinnam zobaczyć. Wymieniałem mu wszystkie atrakcje, które udało nam się odwiedzić. Wysłuchawszy mojej wyliczanki otworzył szeroko oczy i zapytał czy byliśmy w Jaskini Korycian. Jemu świeciły się oczy kiedy pytał się o to, ale i mnie się zaświeciły jeszcze bardziej. Wyjaśnił mi jak mogę dostać się do tej jaskini i z uśmiechem pożegnał się z nami.

To miejsce udało nam się odwiedzić podczas drugiego wypadu w tamte strony. Przy okazji odwiedzin w Delfach postanowiliśmy zrobić sobie jeszcze małą wędrówkę do tej niesamowitej jaskini.

Są dwie trasy prowadzące do tego miejsca. Pierwsza to z miasteczka Delfy rozpoczynająca się tuż przy domu Wielkiego greckiego poety Angelosa Sikelianosa. Dwupiętrowy dom znajduje się w uprzywilejowanej pozycji, obok stanowiska archeologicznego w Delfach, z widokiem na górę Parnassos, dolinę Amfissa i morze. Dziś funkcjonuje jako Muzeum Delfickich Festiwali. (Link z opisem trasy)

A druga trasa , znacznie łatwiejsza i szybsza znajduję się od strony Arachova.
By wejść na szlak musieliśmy kierować się w stronę wyciągu narciarskiego a następnie w malutkiej wiosce o nazwie Livadi znaleźć skręt. Widoki zrekompensowały nam wszystko. Oczywiście sama jaskinia robi również niezapomniane wrażenie i z czystym sumieniem mogę polecić Wam to miejsce.

Czemu mnie zainteresowało to miejsce? Otóż jak podają różne źródła okazuje się, że jest to najstarsza Wyrocznia w okolicy ,znacznie starsza od delfickiej. Świadczą o tym ,odnalezione przez archeologów , dary mieszkańców umieszczone w tej jaskini 7 tysięcy lat wcześniej.
Jaskinia korycyjska była poświęcona bogu wsi. Przybywali do niej ludzie z pobliskich wiosek by złożyć dary dla swojego boga. Znajduje się na wysokości około 1400 m.n.p.m
Trasa nie jest trudna jedynie warto wziąć ze sobą zapas wody.

Sama jaskinia robi ogromne wrażenie. Stalagmity i stalaktyty, akustyka, atmosfera oraz wielkość całej jaskini jest warta wędrówki. Dochodzą do tego widoki na okolicę, które zapierają dech w piersiach. Zdecydowanie była to jedna z najpiękniejszych moich wędrówek po greckich górach.

W Arachova można odkryć wiele wyjątkowych krajobrazów, które uspakajają umysł. Natura w tych okolicach ma coś do pokazania wszystkim przez 12 miesięcy. Miłośnicy białego szaleństwa odnajdą tu sporo atrakcji by spędzić przyjmie czas.

Miłośnicy wiosennych i jesiennych pór roku tak jak ja też z pewnością coś znajdą dla siebie.
Życzymy udanej podróży do tej niesamowitej górskiej wioski.

Pozdrawiamy Paweł i Sylwia