Latem, życie w greckim mieście staje się naprawdę uciążliwe. Wysokie temperatury, nagrzane budynki i niewielka ilość miejsc, gdzie wieje przyjemnie orzeźwiający wiatr powodują, że gdy tylko nadarzy się okazja wyruszasz w poszukiwaniu przyjemnej bryzy, która ochłodzi twoje ciało.

Rdzenni mieszkańcy, robią to już pod koniec czerwca opuszczając swoje miejskie mieszkania, wyruszając do wsi i nadmorskich miasteczek, gdzie mają letniskowe posiadłości. W ten sposób ratują się przed (dla wielu wydaje się to szaleństwem, jak można uciekać 😉) słońcem i ciepłem. Wielu Greków spędza tam czas aż do „dekapendeawgustu”, my ten właśnie moment wykorzystaliśmy na wycieczkę w przepiękne miejsce – Amuliani (gr. Αμμουλιανή), wyspę w sąsiedztwie Półwyspu Chalcydyckiego, położonej około 120 km od Salonik.

Maleńka wyspa pomiędzy 2 i 3 „palcem” Półwyspu Chalcydyckiego, a dostać się tam można, jak to na wyspę, wyłącznie drogą morską. Turysci indywidualni na Ammouliani mogą przepłynąć łodzią z Ouranopouli, zwanym Miastem Nieba lub kilka razy dziennie kursującym promem z Tirpiti. Można wtedy wjechać na wyspę swoim autem i spędzić na niej czas odwiedzając wszystkie plaże, tawerny, sklepy z pamiątkami, czy znajdujący się tam maleńki kościółek. Wyspa jest nieduża, zamieszkuje ją 542 mieszkańców, a na zobaczenie najciekawszych miejsc wystarczy pół dnia. Ale warto tam zostać dłużej! Wspaniałe widoki na Półwysep Athos z jednej strony, wysepki z drugiej i morze z trzeciej strony, a oprócz tego na terenie wyspy słone jezioro. Z najwyższego punktu wioski Ammouliani można zobaczyć prawdopodobnie najbardziej zachwycającą panoramę na Półwysep Athos i Agion Oros. Najpiękniejsza plaża na wyspie Ammouliani to Alikes, ale są też piękne malutkie plaże skryte w zakamarkach, z jaśniutkim piaseczkiem i krystalicznie czystą wodą, jak na greckie wysepki przystało. Jest tam co najmniej 11 zorganizowanych plaż, takich jak: Karagacja, Alikes, Ammos i inne piaszczyste zatoczki, które można odkryć samodzielnie, jeśli lubisz przygody. Jest ich naprawdę dużo, bo „aμμος” po grecku oznacza piasek. Pierwsi mieszkańy przybyli na wyspę w 1925 r. jako uchodźcy, z Azji Mniejszej. Nie tylko nadali nazwę nowemu miejscu do życia, ale też przywieźli ze sobą swoją cenną kulturę, żywność i rzadkie przedmioty, które są obecnie eksponowane w muzeum folkloru na wyspie. Jeśli masz więcej czasu koniecznie musisz odwiedzić znajdujący się tuż przy Ammuliani kompleks wysepek, zwanych łącznie wyspami Drenia. Jedna z mniejszych wysp nazywana jest „osłem”, bo jak głoszą legendy, to właśnie tam dawni mieszkańcy wyspy przywozili swoje osły, by odpoczywały w pokoju.

Naszą wycieczkę na Ammuliani zaczęliśmy jednak w innym miejscu. Była to wycieczka zorganizowana, cały autokar ludzi z Salonik. Najpierw pojechaliśmy do Ormos Panagias, gdzie przesiedliśmy się na niewielką kruazjerę. Rejs łodzią trwał ok. 4 godziny, a jego trasa obejmowała zachodnią część Półwyspu Atos, którego większa część posiada status okręgu autonomicznego, a od północnej części półwyspu, na którym toczy się zwyczajne życie turystyczne, oddzielona jest granicą, której strzeże policja. Dostać się tu można jedynie drogą morską, przez przystań w Ouranoupoli. Na terenie Republiki znajduje się oficjalny port w miasteczku Dafni oraz wiele przystani, które jednak dostępne są tylko dla stałych mieszkańców. Wstęp na teren Republiki Mnichów mają wyłącznie mężczyźni i to posiadający wizę. Z pokładu naszej kruazjery mogliśmy obejrzeć całą wyspę Ammuliani, miasto Ouranopouli – ostatnią świecką miejscowość na granicy z Republiką Mnichów oraz 4 z 20 monastyrów znajdujących się na terenie Republiki Atos. Ten surowy, górzysty krajobraz szczególnie umiłowali sobie zakonnicy najprawdopodobniej już pod koniec VIII stulecia, wykorzystując odosobnienie geograficzne półwyspu. Strome skaliste zbocza, wąwozy i doliny porośnięte sosnowymi lasami, oliwnymi gajami, malowniczy widok na zatokę i zróżnicowaną linię brzegową stanowią doskonałe warunki do kontemplacji i refleksji. Na południowym krańcu półwyspu wznosi się najwyższy szczyt Chalkidiki – góra Athos 2033 m n.p.m. W Athos mnisi żyją w surowych warunkach, nierzadko w odosobnieniu. Trudnią się rolnictwem, handlem oraz konserwacją swych bardzo rozległych klasztorów.

Dlaczego tylko mężczyźni mogą przebywać na terenie Republiki Mnichów? Otóż w 1060 roku wprowadzono zakaz przebywania kobiet na terenie Republiki. Prawosławne przekazy głoszą, że statek, którym płynęła ze św. Janem na Cypr Matka Boża, został zniesiony przez burzę na skały Athosu. Po zejściu Maryi na ląd miały runąć wszystkie pogańskie posągi, a ona miała zachwycić się tym miejscem i wygłosić proroctwo ogłaszające tę ziemię miejscem szczególnego kultu Chrystusa. Półwysep Atos stał się więc miejscem wyjątkowego kultu Matki Boskiej – na jej cześć Agion Oros jest nazywane Ogrodem Bogurodzicy. Przyjęto, że po pobycie na tej ziemi najdoskonalszej z kobiet, świętokradztwem byłoby przebywanie na niej zwykłych śmiertelniczek. Nawet zwierzęta hodowlane na półwyspie są tylko płci męskiej. Dyspensę otrzymały tylko kocice pomagające powstrzymać populację wszędobylskich gryzoni oraz kury, które weszły do łask tylko ze względu na żółtko jaj, które wykorzystuje się przy tworzeniu ikon. Zakaz ten nosi w Grecji nazwę avaton. Pomijając jednak kościelne przekazy bullę wprowadzono, bo obecność przedstawicielek płci pięknej stanowiłaby dla pustelników zbyt dużą pokusę do porzucenia mnisiego życia. Wielu tutejszych rezydentów nie widziało więc kobiety od kilkudziesięciu lat. Paradoksalnie jednak, gdy już je widzą, często są to niemal nagie turystki, które podpływają w okolice półwyspu motorówką, by kąpać się tuż pod okiem osłupiałych mnichów. Najczęściej jednak zanim dotrze wezwana na pomoc policja, po rozbawionych, zrzucających kostiumy turystkach nie ma śladu😉. Prawo bowiem nakazuje kobietom trzymać się minimum 500 m od linii brzegu. Szanując postanowienia władz Rebubliki rejs wokół półwyspu, w określonej odległości, jest dla kobiet jedynym sposobem, by chociaż z zewnątrz zobaczyć architekturę znajdujących się tam klasztorów.

Płynęliśmy więc zgodnie z przepisami wzdłuż pięknych brzegów Athos. Podczas rejsu licznie towarzyszyły nam mewy, podążając za zapachem spożywanych przez turystów przysmaków😉. Dzieliliśmy się nawet z nimi swoim prowiantem, a cały sznur „fotografów” pragnął uchwycić moment przejęcia przez mewę przysmaków, z wyciągniętej ręki „modelki” 😉. Dużo pozytywnych emocji, śmiechu i rozrywki, której z zaciekawieniem przyglądała się tajemniczo, znajdująca się na koniuszku Półwyspu, Święta Góra Athos.

Mieliśmy nadzieję, że delfiny też dołączą do naszej załogi, ale chyba hałas z kursujących statków odstraszył tych sympatycznych mieszkańców Morza Egejskiego. Sam rejs kruazjerą to wspaniała przygoda! Wiatr we włosach, piękne widoki, wzburzone łodzią morze… i muzyka na żywo grana na bouzouki. Cudowny błogostan, w pięknych okolicznościach przyrody i w doborowym towarzystwie! Wisienką na torcie było plażowanie w jednej z pięknych zatoczek wyspy Amuliani. Smaczny obiad na świeżym powietrzu, krystalicznie czysta woda, błyszczące w piasku złote drobinki i cisza, jakiej często brakuje na popularnych plażach…po prostu raj!

Amuliani to miejsce, które trzeba odwiedzić. 😊

Agata Synowiec