Niesamowite zamieszanie robi się w naszym domu, kiedy na mapie zaznaczone zostały ostatnie zielone flagi, a bilety leżą na kuchennym stole. Szybki obiad na niedzielę robiony w pośpiechu, szukanie zagubionej czapeczki, wyczyszczenie na błysk maszyn, by pięknie się prezentowały. Przedyskutowanie trasy tak, by wszystko poszło dobrze, bez problemu. Sprawdzenie czy czegoś nie zapomnieliśmy, pilnowanie by nie przypalił się nasz niedzielny posiłek. Mimo zmęczenia całym tygodniem w pracy czekamy z wielką niecierpliwością na niedzielny poranek. Tak naprawdę nasza wyprawa zaczyna się od sobotniego popołudnia, kiedy to wracamy z pracy i możemy w końcu na luzie myśleć o tym jak spędzić niedzielę.

Zawsze mieliśmy dylemat czy jechać w trasę gdzieś na rowerach czy może na plażę i wyleżeć się do woli a może jednak na jakąś zorganizowana wycieczkę by zwiedzić nowe miejsca. Ciężko jednak dokonać wyboru, jeśli ma się do dyspozycji tylko niedzielę. Jednak w końcu stwierdziliśmy, że trzeba będzie to jakoś wszystko zorganizować w jeden dzień. Tak ono udaje się nam zaplanować wypady rowerowe z plażowaniem i zwiedzanie w jednym. W ciągu tygodnia, kiedy skończymy pracę, siedzimy i szukamy miejsc, które by nas interesowały, szukamy także kompromisów finansowych i czasowych próbując jakoś to ułożyć w jedną logiczną całość.

Ta wyprawa wpisze się nam w pamięć, bo robiliśmy trzy podejścia by dostać się na ten zielony raj jaką jest wyspa Agistri. Pierwsze podejście było zaplanowane w połowie marca, ale ze znanych nam przyczyn nie odbyła się podróż. Drugie podejście zrobiliśmy pod koniec maja, ale i tym razem nie było nam dane dostać się tam, o czym wspominałam już przy okazji wpisu o Eginie i jej sekrecie.

Teraz z bagażem doświadczeń 🤣 postanowiłam podejść tą wyspę podstępem. Wierzcie mi i tak były przeciwności. Przy próbie zakupu biletów online nie chciało mi przyjmować karty. Ile razy wbijałam nasze dane tylko ja wiem. Po kilkunastu podejściach powiedziałam dosyć. W porcie był problem, w internecie był problem, ale zawsze jest wyjście! Zakupiłam bilety w biurze turystycznym – koniec chcesz czy nie i tak cię odwiedzę Agistro!

O godzinie 10.30 nasze koła rowerów kręciły się po ziemi zielonego raju. Wyspa przywitała nas oszałamiającym zapachem lasów sosnowych, który towarzyszył nam przez calutki dzień! To pewnie przeprosiny z jej strony – za swoje fochy na nas.

Agistri to malutka wyspa położona w Zatoce Sarońskiej. Jej powierzchnia to zaledwie 13.4km2. Sercem tej wyspy są lasy sosnowe i to za sprawą tych lasów cała wyspa cudownie pachnie. Gęsto porośnięte wzgórza wyspy zlewają się z plażą i morzem dając malowniczy krajobraz.
Agistri jest znana przede wszystkich ze swoich pięknych i różnorodnych plaż, ale ma również ciekawe wioski.

To właśnie one są dzisiejszym naszym celem podróży a i przy okazji odwiedzimy słynne plaże. Wyspa nie ma kosmopolitycznego charakteru ani wielu atrakcji. Jednak ma bogate naturalne piękno, dzięki temu, że jest pełna sosen i malowniczych plaż. To miejsce głównie dla osób szukających relaksu, spokoju, lubiących odkrywać przyrodę, pływających w turkusowych wodach. Zielony las to oaza w upalne lato. Znajduje się on zaledwie kilka minut spacerem od portu Skala. Z tego miejsca zaczynamy nasze zwiedzanie. Wioskę i port zostawiamy na koniec naszej podróży, a teraz kierujemy się do drugiej wioski Megalochori (Μεγαλοχώρi). By tam dojechać jedziemy piękną drogą wzdłuż brzegu morza.

Megalochori to największa osada na wyspie i jednocześnie jej stolica. Spacerując brukowanymi uliczkami można podziwiać tradycyjne domki z ukwieconymi dziedzińcami i zobaczysz unikalny wiatrak na wyspie. Nam nie udało się go odnaleźć i stwierdzam, że to wiatrak widmo, bo dużo jest o nim na różnych stronach w internecie, ale zdjęcia żadnego nie mogłam odnaleźć. Będąc już na miejscu trochę czasu poświęciliśmy by go odnaleźć, ale na próżno.

Warto zwiedzić wioskę i odkryć kilka tradycyjnych budynków oraz kościół Zodochou Pigis (Ζωοδόχου Πηγής) z niezwykłymi freskami.
Przejeżdżając przez nią, znajdziesz również małe ukryte miejsca do pływania w zatokach, które tworzą się u ich stóp. Warto również odwiedzić różne znaleziska archeologiczne, które istnieją w Centrum Kultury w Megalochori. Muzeum Folkloru to elegancki dwupiętrowy budynek w sercu Megalochori, ufundowany przez armatora Xanalatosa. Odbędziesz tu podróż w czasie i dowiesz się o codziennym życiu mieszkańców oraz wyspy.

W lesie nad Megalochori znajduje się piękny jednopokojowy kościół Agios Pantos (Αγιοι Πάντες) ze wspaniałym widokiem (stąd ścieżka prowadzi do kościoła Agios Theodoros), wokół którego znajduje się pozostałość starej osady, Paleochori.
To nie przypadek, że to miejsce upodobali sobie w szczególności miłośnicy biwakowania. Dojeżdżamy do najpopularniejszej plaży Dragonera. Z głównej ulicy skręcamy w prawo i jedziemy ostro w dół, po kilku metrach ukazuje nam się piękna plaża. Pośród drzew kilkadziesiąt rozbitych namiotów. Woda krystalicznie czysta, plaża kamienista, a wśród drzew sosnowych można w cieniu odpoczywać i cieszyć się widokiem.

My jednak zauważamy ścieżkę prowadząca w głąb lasu. Bez zastanowienia obraliśmy ten cel. Było warto! Leśnymi, krętymi i kamienistymi dróżkami prowadzącymi nas coraz to wyżej, dotarliśmy do cudownego punktu widokowego, z którego można było podziwiać pobliskie plaże oraz sąsiadujące wyspy. Spędziliśmy tam sporo czasu zachwycając się krajobrazem, wdychając zmieszany z morską bryzą zapach lasu. To zdecydowanie unikatowe połączenie, którego nigdy nie zapomnę i będzie mi przypominał właśnie tą wyspę.

Leśna ścieżka miała jakieś 5km i kończyła się wyjazdem na główna drogę, którą mogliśmy dostać się do kolejnego miejsca. Zaraz przy wylocie, po lewej stronie, znajduje się malutki kościół Agia Varvara (Αγία Βαρβάρα), w którym został wyświęcony święty Nektarios z Eginy. Znajduje się tutaj także tara wapienna studnia.

Kolejny przystanek w naszej podróży to wioska Limenaria. Zjeżdżając do niej wąską i krętą ulicą warto się zatrzymać i zobaczyć widok z góry. W samym sercu wioski znajduje się tawerna a na przeciwko niej kościół Agia Kyriaki (Αγία Κυριακή).

W miejscu tym świętuje się 7 lipca, i w tym dniu odbywa się wielki festiwal. My zatrzymaliśmy się na kawę by poczuć tutejszy klimat. Usiedliśmy w tawernie i obserwowaliśmy toczące się obok życie. Ze środka tawerny rozbrzmiewa tradycyjna grecka muzyka. Natomiast przy stoliku, przy greckiej kawie, dwóch starszych Greków rozmawia o swoich codziennych sprawach. Obok naszego stolika siedzi babunia w chustce na głowie i z uśmiechem wita się z nami. Zaraz obok do stolika dosiada się pani i jednym gestem skierowanym w stronę gospodarzy robi zamówienie. Widać, że ją znają i wiedzą w czym gustuje. A my tak pośród mieszkańców wchłanialiśmy atmosferę niedzielnego przedpołudnia na wsi.

W sumie wiele się nie działo, bo wszyscy którzy przejeżdżali przez wioskę jedynie zerkali w nasza stronę i jechali dalej. Nie było atrakcji, więc nie zatrzymywali się. Nam się podobało, bo dostaliśmy pyszną kawę. Była do wyborna frappe. Już od lat nie piłam tej kawy, więc postanowiliśmy wypić frappe, kultową grecką kawę na zimno wypartą w ostatnich latach przez fredo espresso. Tak sącząc sobie frappe obserwowaliśmy toczące się wokół nas życie.

Po wysiorbaniu ostatniej kropli pianki w kawie, postanowiliśmy sprawdzić, gdzie tak gonią inni. Popatrzyliśmy na mapkę wisząca obok kościoła i zobaczyliśmy trzy atrakcje. Pierwsza to oczywiście kolejna plaża, a nawet dwie. Natomiast druga to jezioro a trzecia to jaskinia, o której istnieniu dowiedzieliśmy się właśnie z tej mapki – Spileo Skilomagas (Σπήλαιο Σκυλόμαγκας). Z powodu zasiedzenia się przy kawie zabrakło nam czasu na sprawdzenie tej jaskini.

Zerknęliśmy na obydwie plaże, które znajdowały się po przeciwnych stronach i musieliśmy zdecydować, do której pojedziemy. Wybór padł na tą, która miała po drodze jeszcze jedna atrakcje a mianowicie jeziorko.

Ruszyliśmy w stronę plaży Aponisos robiąc po drodze małą rundę wokół jeziora, które na moje oko wyglądało raczej jak większa kałuża. Jednak obok jeziora znajduje się atrakcja dla miłośników konnych przejażdżek. Podczas objazdu „kałuży” z lasu zauważyliśmy wyłaniających się jeźdźców na koniach. W pobliżu jeziora znajduje się po obu stronach lasek. Mijając jezioro w kierunku północnym zobaczymy drogę zaczynającą się na cmentarzu oraz kościół Agios Nikolaos (Άγιος Νικόλαος).

Bizantyjski kościół Agios Nikolaos, przy drodze z Limenaria do Aponisos, jest pierwszym, który powstał na wyspie, a jego część jest chroniona przez Służbę Archeologiczną. Mówi się, że dwa różne stare grobowce na cmentarzu należą do piratów… Tą malowniczą ścieżką dotrzemy do plaży Bariama. Zajmuje to zaledwie 15 minut spacerem. Bardzo wiele do zaoferowania ma plaża Bariama, oprócz ciszy i spokoju, warto zwrócić uwagę na jej dziewicze i dzikie piękno.

Wróciliśmy na trasę w stronę kolejnej plaży. W towarzystwie świetnie bawiącej się młodzieży na skuterkach dojechaliśmy na miejsce. Tę plażę upodobali sobie w szczególności młodzi. W gwarze śmiechów, rozmów, wodnych zabaw i radosnych krzyków wkroczyliśmy na plażę Aponisos (Απόνησος). Kiedy zobaczyłam kolor wody od razu wróciły mi wspomnienia z Zakinthos. To był ten odcień niebieskiego ja go nazywam Zante blue. Weszliśmy na drewniane molo by przejść przez bramę i znaleźć się na malutkiej prywatnej wyspie, na której zorganizowano płatną plażę.

Plaża robi ogromne wrażenie i z pewnością było by tu fajnie poleżeć i wygrzewać na skałach, wskoczyć do tej cudownie lazurowe wody i się ochłodzić, ale czekała nas jeszcze droga powrotna oraz kilka ciekawych miejsc na wyspie.
Było fajnie zjeżdżać z górki na plażę, ale teraz czekała nas wspinaczka. Z początku wyglądało, że będzie to dość ciężki podjazd, ale o dziwo jakoś fajnie i lekko poszło nam to i po kilkunastu minutach dotarliśmy do rozwidlenia dróg. Tu musiałam sięgnąć po mój niezawodny sposób zdobywania informacji. Przy jednym z domków zobaczyłam pracujące w ogródku starsze małżeństwo. Ooo to będzie dobre GPS zaraz dowiem się, którędy mam najlepiej dotrzeć do kolejnej wioski. Po kilku minutach rozmowy z małżeństwem wiemy, jak dotrzeć do wioski Metochi (Μετόχι). Kierujemy się w głąb tej uroczej miejscowości.

Wioska jest usytuowana na wzgórzu po północno – wschodniej stronie wyspy. Wspinając się po kolejnej górce mogliśmy podziwiać panoramę z widokiem na port w Skala i cześć Agistri. Jest to bardzo malownicza wioska, do której prowadzi wiele ścieżek dla miłośników pieszych wędrówek. Widoki oraz obcowanie z naturą wynagrodzą trudy wspinaczki. Moim zdaniem każdy kto wysiądzie z promu, właśnie w te strony powinien skierować swoje kroki a później zobaczyć resztę wyspy. Metochi, zalane sosnami, oferuje panoramiczne widoki na Skalę i Eginę. Naszym celem była plaża Skliri(Σκληρή). Malutka i romantyczna plaża ukryta jest pośród skał z dość trudnym zejściem do niej, ale jest to plaża, która wg mnie jest najpiękniejsza na tej wyspie.

Niestety w momencie, kiedy wypedałowaliśmy już naszą wydawało się dziś ostatnią górkę, a było ich sporo, przyszedł kryzys. Już w połowie drogi do tej plaży szukaliśmy jakieś tawerny by kupić sobie coś do jedzenia i zjeść na tej plaży, ale niczego nie mogliśmy znaleźć otwartego. Z burczącymi brzuchami jednak pokonaliśmy górkę licząc, że przynajmniej na chwilę zobaczymy tę plażę i wrócimy do portu by coś zjeść. Na szczycie okazało się, że jeszcze musimy zjechać trochę w dół a później laskiem dostać się na plażę. Paweł zastrajkował zrobił blokadę dróg i musiałam się ugiąć, zawrócić kierownicę i zjechaliśmy do portu by w końcu coś upolować do jedzenia.

Dopiero teraz zaczęliśmy kręcić się po portowej miejscowości Skala (Σκάλα). Tawerny, kawiarnie, bary, kluby, sklepiki z pamiątkami, pokoje do wynajęcia, hoteliki – turystyczne centrum wyspy. Była późna godzina popołudniowa więc wszyscy zasiedli w tawernach. My też postanowiliśmy pójść coś zjeść. W końcu z pełnymi brzuszkami odwiedziliśmy kościół Agion Anargiron (Αγίων Αναργύρων).

Imponujący kościół widoczny jest już z daleka, kiedy się dopływa na wyspę. Wyróżnia się niebieską kopułą i białymi fasadami. Zaraz obok kościoła znajduje się piaszczystą plażę Skala (Σκάλα).

Tu postanowiliśmy zostać i cieszyć się resztą dnia w oczekiwaniu na nasz transport do Aten. A co jeszcze można robić w tym zielonym raju?

Na wyspie można wypożyczyć rower lub skuter i zwiedzać. Atrakcją i ciekawą formą zwiedzania wyspy może być konna przejażdżka. Znajduje się tutaj centrum nurkowania to również może być niesamowite przeżycie i odkrywanie podwodnego świata Agistri.
Metopi (Μετώπη) wyspa, która była winnicą Agistri. A dziś jest to świetne miejsce dla żeglarzy na spędzenie dnia podłużna skalistą wyspa z cudownie czysta woda i dwiema plażami oraz kościołem Agio Theodoro (Άγιος Θεοδώρω) .
Aponisos, Megaritissa (Μεγαρίτισσα) i Kontari(Κοντάρι) – najwyższe punkty wyspy mają znaczenie archeologiczne. Na zachodnim wybrzeżu wyspy, nieco poniżej poziomu morza, znajdują się zatopione antyki.
Plaża Mariza( Μαρίζα) to skalisty brzeg pełen sosen. Woda na plaży jest głęboka i nadaje się do pływania i zabawy. Znajduje się obok osady Limenaria.

Plaża Halikiada (Χαλικιάδα) jest chyba najbardziej imponująca w Agistri, ale także charakteryzuje się najtrudniejszym dostępem. Znajduje się w małej skalistej zatoce i ma białe kamyki. Woda jest płytka, ale gwałtownie się pogłębia. Szczególnie upodobali sobie ją nudyści.
Dla miłośników przyrody Agistri jest idealnym miejscem. Idylliczne jezioro na wiosnę jest wypełnione wieloma gatunkami ptaków.
W lipcu i sierpniu w starożytnym teatrze w Epidauros organizowane są wycieczki na festiwal, do którego zabierze Cię Agistri Express.
Możesz także wybrać się na wycieczkę łodzią albo kajakiem do pobliskiej Eginy lub rejs żaglówką lub łodzią motorową na pobliskie wyspy, takie jak Metopi, Moni, Kyra, Spalathonisi i Dorousa.

Pozdrowerek Paweł i Sylwia
Zdjęcia prywatne autorów tekstu

Wasza opinia