Grecja upamiętnia dziś wybuch powstania z 1821 r., które z czasem doprowadziło do wyzwolenia kraju spod jarzma niewoli tureckiej, trwającej prawie 400 lat. To jedno z najważniejszych świąt państwowych, zwykle hucznie obchodzone przez Greków.

Jednak tegoroczne uroczystości z okazji Święta Niepodległości Grecji mają nietypowy przebieg – ze względu na zalecane przez grecki rząd środki bezpieczeństwa w walce z epidemią koronawirusa, Grecy pozostali w domach, a wszystkie uroczystości z okazji rocznicy zostały odwołane.

W przedpołudniowej ceremonii składania wieńców pod Pomnikiem Nieznanego Żołnierzy na placu Syntagma, wzięło udział jedynie kilku polityków – prezydent Katerina Sakellaropoulou, premier Kyriakos Mitsotakis, a także liderzy partii opozycyjnych i przywódcy sił zbrojnych kraju. W tym samym czasie rozległy się dźwięki dzwonów we wszystkich kościołach w Atenach. Podczas wydarzenia nad stolicą przeleciały cztery myśliwce Mirage i sześć helikopterów wojskowych, przypominając mieszkańcom o bohaterskiej rewolucji, podczas której naród rozpoczął walkę o wyzwolenie od Imperium Osmańskiego.

Zwykle w tę rocznicę przez miasto przechodzi wielka parada wojskowa, a tysiące ludzi wypełnia ulice, trzymając w rękach narodowe flagi. Jednak w tym roku – zgodnie z instrukcjami władz – pozostali oni w domach, obserwując przebieg wydarzeń na ekranach telewizorów.

W skierowanym do narodu orędziu prezydent Sakellaropoulou podkreśliła, że chociaż rodacy nie organizują w tym roku parad, „jesteśmy świadkami parad codziennych bohaterów”. W ten sposób odniosła się zarówno do sił zbrojnych i wojska, obecnie strzegącego granic z Turcją, jak i lekarzy oraz pracowników, którzy „poświęcają się bez oczekiwania wszelkie świadczenia lub uznanie” w walce ze skutkami epidemii szalejącego w kraju koronawirusa.

Z kolei premier Mitsotakis, zabierając głos,  powiedział: „Wróg jest teraz pandemiczny i przeciwko niemu rozgromimy naszą siłę i jedność”.

Marzena Mavridis