Minęły dwa miesiące. I pojawia się pytanie: to już koniec? Nic więcej się nie wydarzy? Staż dobiegł końca i nasza przygoda z Atenami również.

Monika
Ponad dwa miesiące temu zadzwonił telefon z uczelni. „Pani Moniko, na pewno pani jedzie, tylko proszę wybrać dokąd: Francja czy Grecja.” Los zdecydował trochę za mnie, bo do Francji nigdy mnie nie ciągnęło, więc i tak bym jej nie wybrała, a Grecji z kolei nigdy nie brałam pod uwagę na dłuższy pobyt. 30 czerwca wsiadłam więc na pokład samolotu do Aten.
Teraz, kiedy ta przygoda dobiega końca, myślę o tym, ile jest rzeczy, za które mogę być wdzięczna.
Za piękną pogodę, tak cudownie przewidywalną, z którą ciężko się będzie rozstać i przestawić na pogodowy rollercoaster w Polsce.
Za życzliwość ludzi, której doświadczaliśmy na każdym kroku, od pani w sklepie mięsnym zaczynając, a na obcych na przystankach kończąc.
Za chwilę odpoczynku od codzienności.
Za fajną pracę i pozytywną szefową
Za wszystkich, których tu poznaliśmy.
Jest jednak coś, za co będę wdzięczna najbardziej – towarzystwo, jakie tu miałam przez ten czas.
Za wspólne śniadania, obiady i kolacje, za wspólne oglądanie filmów, za rozmowy, za tysiące powodów do śmiechu, za wycieczki, za przypomnienie mi chyba wszystkich największych polskich hitów muzycznych, za to, że ze mną wytrzymaliście. Za to, że byliście – Aneta, Krzysiek, dziękuję!
Cieszę się, że mogłam tu być.

Aneta
Obawiałam się jak to będzie. Dwa miesiące 1870 kilometrów od domu, upały, pierwsza prawdziwa praca jako dziennikarz, mieszkanie z prawie nieznajomymi ludźmi, bariery językowe, zostawienie wszystkiego.
Po dwóch miesiącach nie obawiam się niczego. Najwspanialszy czas 1870 km od domu ( a w pewnym momencie nawet 2192 km), wspaniała pogoda, która pozwala Ci nie planować co założysz bo wiesz że będzie ciepło, niesamowite doświadczenie zawodowe dzięki wspaniałej szefowej i zespołowi, dwoje nowych przyjaciół, z którymi mieszkanie to czysta przyjemność, brak jakichkolwiek barier językowych ( umiem nawet kilka słów po grecku), zyskałam wszystko co warto mieć w życiu.
Co zapadło w pamięć najbardziej? Pierwsza kolacja na balkonie u pani Marzeny, frappe, souvlaki, spokój i brak pośpiechu u ludzi.
Grecjo, ευχαριστώ πολύ!

Krzysiek
Za redakcję portalu Polonorama i możliwość odbycia stażu w Atenach. Za śniadania i kolacje na balkonie. Za frappe, suflaki i całą kuchnię grecką. Za powolność i za sjestę. Za greckie wino. Za przepełnione autobusy i wieczorne tłumy na ulicach. Za piękne miejsca. Za ulubiony bar, tuż za rogiem, za jego obsługę i atmosferę miejsca. Za poniedziałkowe targi i krzyki na ulicy. Za wieczorne posiedzenia na Filopapu. Za dziwne rozmowy na przystankach. Za pogodę, która nigdy nie zaskakiwała i witała nas promieniście. Za sąsiadów, którzy rozmawiali ze sobą z jednego i drugiego końca ulicy, a ich dialog słyszany był przez pół dzielnicy.
Za dyskusje na tematy ważne i te jakby trochę mniej. Za wodę w morzu, która nie powodowała szoku termicznego. Za Nafplio i za Kretę. Za piękno Grecji. Za kolejki do wyrobienia biletu miesięcznego. Za przypadkowe rozmowy. Za ciekawość z jaką się spotykaliśmy. Za wszystkich, których los postawił na naszej drodze.
I w końcu za Greków i Polaków. Za ich gościnę, dobroć i chęć pomocy. Za temperament i uśmiech. Za zainteresowanie, jakim obdarzają nieznajomych. Za to, że są.
Skromne: dzięki!

 



nk-widget